20 maja 2013

Szybki weekend w Amsterdamie, 11-13.05.2012


 Pewnego grudniowego popołudnia na stronie fly4free.pl pojawiła się informacja o kolejnej promocji polskich linii lotniczych „Szalonej Środzie”, w której LOT zaoferował bilety z Warszawy do Amsterdamu w cenie 303zł w obie strony. Rzadko zdarzają się bilety do Amsterdamu w tak dobrej cenie, regularna cena na trasie Warszawa-Amsterdam-Warszawa to ponad 1000zł. Po krótkim namyśle i przeanalizowaniu dostępnych dat, postanowiliśmy kupić bilety na majowy weekend 11-13.05.2012, co byłoby idealnym sposobem spędzenia naszej 3 rocznicy ślubu.

Weekend na zwiedzenie Amsterdamie to zdecydowanie za mało, jednak ci, którzy nas znają, wiedzą, że lubimy intensywne wyjazdy. Leżenie na plaży, czy relaksowanie się w parkach nie jest naszą ulubioną formą wypoczynku. Idealny wyjazd to tani i intensywny wyjazd.
Coraz częstsze podróże samolotem pomału przyzwyczają mnie do latania. Pomału, bo jednak cały czas odczuwam respekt do tych wielkich maszyn. Latanie nigdy nie będzie moją ulubioną formą przemieszczania się. Do Amsterdamu po raz pierwszy lecieliśmy polskimi liniami LOT. Na Okęciu stawiliśmy się 2h przed planowanym odlotem, odprawa przebiegła bez najmniejszych problemów, panie z obsługi były bardzo miłe i pomocne. Samym lotem stresowałam się bardziej niż zwykle, być może po opiniach znajomych na temat samolotów LOTu, że nie najnowsze, że awaryjne. WizzAir już znam, wiem czego się spodziewać, LOT jest dla mnie czymś nowym. Lot w jedną i drugą stronę przebiegł bez żadnych nieprzyjemnych wrażeń. Na pokładzie zostaliśmy poczęstowani pyszną kanapką, wafelkiem prince polo oraz napojami do wyboru - kawą, herbatą, sokami a nawet winem czy piwem jeżeli ktoś miał ochotę.
Do Amsterdamu dotarliśmy o 22.30. Od razu udaliśmy się na przystanek, skąd zabrał nas bezpłatny bus do hotelu. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w hotelu Etap, oddalonego od lotniska ok 5km. Pokoje były bardzo czyste i nawet ładne, z toaletą oraz prysznicem, a co najważniejsze miały duże, bardzo wygodne łóżko. Za nocleg zapłaciliśmy 60euro, co przy cenach hosteli w Amsterdamie jest bardzo rozsądną ceną. Chociaż nie ukrywam, że był to najdroższy nocleg jaki do tej pory rezerwowaliśmy.
Po udanej nocy i pożywnym śniadaniu w formie polish bufet (kanpki przywiezione z Warszawy ;)) spakowaliśmy rzeczy i udaliśmy się z powrotem na lotnisko Shipol, aby zostawić bagaż w przechowalni. Warto zwrócić uwagę, że za przechowalnię można płacić jedynie kartą kredytową, koszt zostawienia bagażu na 24h 7euro, podróżowanie bez bagażu – bezcenne. Do Centrum Amsterdamu dojechaliśmy pociągiem. Holandia ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć pociągów, bez najmniejszego problemu można dostać się w każdy zakątek kraju. Za bilet z lotniska do centrum i powrotny zapłaciliśmy mniej niż 8euro. Taki bilet w zupełności wystarczy, bo po centrum nie ma potrzeby poruszania się komunikacją miejska. Cała trasę pokonaliśmy pieszo.
Amsterdam - mapa zabytków

Amsterdam - nasza trasa
O godzinie 10.00 dotarliśmy do Central Station. Po wyjściu pierwsze co się rzuca w oczy to rowery. Wszyscy dobrze wiemy, że w Amsterdamie jest zagłębie rowerowe, ale tak ogromna ilość rowerów, ich różnorodność, sposób parkowania i częstotliwość z jaką nas mijają jest oszałamiająca... Wszędzie są rowery! Trzeba na prawdę uważać, żeby nie zostać potrąconym przez rowerzystów, którzy wcale nie przejmują się pieszymi, jedynie dzwonią żeby uciekać. Z Central Station udaliśmy się uliczkami starego miasta pod kościół Oude Kerk - najstarszego kościoła w Amsterdamie. Ale najpierw o uliczkach… Bo klimat uliczek na starym mieście wprowadził mnie w jeszcze większe zdumienie niż rowery pod Central Station! Na każdym kroku znajdują się coffe shopy, kolejny znak szczególny Amsterdamu, a wszędzie, po prostu wszędzie unosi się zapach marihuany. Przez cały pobyt trudno mi było przyzwyczaić się do tego że palenie jest w tym kraju czymś normalnym i za każdym razem kiedy poczułam specyficzny zapach, czułam nutkę podniecenia jak dziecko kiedy wie, że coś przeskrobało.. Oprócz coffe shopów są znajdują się też sklepy z akcesoriami do palenia i różnymi gadżetami o tematyce canabisowo-haszyszowej. Moją największą sympatię zyskały zielone lizaki z canabisem po 1euro, które kupiliśmy jako pamiątkę z Amsterdamu.
Wracając do kościoła Oude Kerk warto zwrócić uwagę na znajdujące się w kościele organy i ogromną ilość dzwonów, z których to wydobywają się piękne dźwięki na cały De Wallen. Jednak największym zaskoczeniem jest okolica kościoła. Oude Kerk mieści się w samym centrum Dzielnicy Czerwonych Latarni, a pod samym kościołem znajduje się pomnik prostytutki. W każdej uliczce odchodzącej od kościoła znajdują się witryny z półnagimi paniami, zachęcającymi do skorzystania ze swoich usług. Panie w znacznej większości są bardzo ładne i zadbane, mają świetne figury i nienagannie zrobione makijaże. Z całą pewnością są to najbardziej ekskluzywne prostytutki w Europie. Swoim wyglądem i zachowaniem potrafią zawstydzić niejednego przechodnia. Cały urok Dzielnicy Czerwonych Latarni ujawnia się dopiero po zmroku, o czym przekonaliśmy się pod koniec wycieczki. Wcześniej po uliczkach kręcą się głównie zorganizowane wycieczki z emerytami, którzy, prawdę mówiąc, nie wiem jak odnajdują się w otoczeniu tylu sex shopów, coffe shopów i wyłuzdanych dziewczyn.



Po takiej dawce demoralizacyjnych widoków udaliśmy się na Plac Dam, centralny plac Amsterdamu. Głównym budynkiem jest pałac królewski i stojący obok niego Nieuwe Kerk - dosłownie Nowy Kościół. Z drugiej strony placu znajduje się muzeum figur woskowych Madame Tussauds. Sam de Dam nie jest szczególnie atrakcyjny, znajdują się tam liczne knajpy, przez co plac tętni życiem i jest miejscem spotkań zarówno mieszkańców, jak i turystów. Od placu odchodzi główna ulica handlowa Danmark. Z Danmark udaliśmy się uliczką Kalworstraat w stronę kanału Singel. Mniej więcej w połowie drogi znajduje się Begijnhof Chapel, istna oaza spokoju w tym pełnym rozpusty mieście.

Kolejnym elementem, który zwrócił naszą uwagę były krzywe kamienice. W smogu palonej marihuany zastanawialiśmy się, czy to my jesteśmy pod wpływem się oparami, czy ci, którzy budowali te kamienice przypadkiem czegoś nie przypalali.. Okazało się, że jednak nie, krzywe domy nie mają nic wspólnego ze środkami odurzającymi, a krzywe domy są wynikiem skąpstwa holendrów. Aby uniknąć płacenia wysokich podatków od dzierżawy działki, budowano bardzo wąskie kamienice, rozszerzające się ku górze. Dzięki temu zwiększał metraż mieszkania, bez konieczności dodatkowych opłat. Innym powodem krzywych kamienic jest grząski, podmokły teren, który poprzez swoje ruchy doprowadzał do osuwania się kamienic. Krzywe kamienice widać w całym mieście.



Po dotarciu do głównego kanału w Amsterdamie Singel skierowaliśmy się w stronę Bloemenmarkt, jedynego na świecie targu kwiatowego na wodzie. Zamiłowanie holendrów do kwiatów jest ogromne. Wiele domów przystrojonych jest pięknymi kwiatami w donicach, ustawionych przy wejściu. Na Bloemenmarkt kwiatów jest miliony, pięknych, kolorowych. Istna uczta na oczu. Przy targu znajduje się również sklep z prawdziwym holenderskim serem i holenderskimi słodyczami. Sklep urządzony jest w bardzo klimatyczny sposób, panie ubrane są tradycyjne stroje, a co przyjemniejsze można spróbować całego asortymentu. Nie potrafiliśmy oprzeć się tak wyśmienitym smakołykom, kupiliśmy trochę do domu. Bloemenmarkt to idealne miejsce na zakup pamiątek, zdarza się, ceny są tańsze niż na głównej ulicy Dannmark. Po zakupach i degustacji udaliśmy się w stronę Domu Anny Frank i kościoła Westerkerk. Postanowiliśmy wyjść poza Centrum Amsterdamu i skierowaliśmy się na nowocześniejszą dzielnicę Jordan, na skraju której stoi jeden z pięknych wiatraków De Otter. W drodze powrotnej do Centrum zatrzymaliśmy się w niewielkiej kawiarni na kubek rozgrzewającej herbaty i zjedliśmy wcześniej przygotowane II śniadanie. Po szybkiej regeneracji przeszliśmy wzdłuż ulicy Nassaukade w kierunku muzeum Rijks, ale nie po to aby do niego wchodzić, ale to po by zrobić sobie zdjęcie ze słynnym "I amsterdam", które znajduje się na skwerze przed muzeum. Gdybyśmy mieli więcej czasu, z pewnością odwiedzilibyśmy znajdujące się nieopodal muzeum Van Gogha, jednak z oby przed końcem dnia ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejnym punktem na naszej mapie zwiedzania był most Magere brug, następnie plac Rembranta, na którym właśnie odbywał się uliczny koncert. Kawałek dalej, w dzielnicy żydowskiej znajduje się Dom Rembranta, ale zdecydowanie atrakcyjniejsze są stare kamieniczki w kolorze czarnym, który idealnie komponuje się z białymi futrynami okien. Następnym przystankiem był plac Nieuwmarkt, gdzie stoi stara Waga Miejska, przerobiona na kawiarnię. Na placu mieście się jeden z większych pchli targów.





Po wizycie na Nieuwmarkt wróciliśmy na De Wallen, gdzie zakupiliśmy holenderskie frytki z majonezem za 6euro, dwa małe Heinekeny i udaliśmy się na Dam Squer przypatrzeć się będącym tam ludziom.
Ponieważ wylot mieliśmy w niedzielę rano, drugą noc postanowiliśmy spędzić na lotnisku. Jest to rekomendowany przez wielu podróżników, chcących zminimalizować koszty sposób. Tym bardziej, że lotnisko Shipol według portalu sleepinginairports.net zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najprzyjaźniejszych do nocowania lotnisk w Europie. Postanowiliśmy to sprawdzić. Nocleg na lotnisku minął bardzo spokojnie. W hali odlotów znaleźliśmy odludną kawiarnię z dość wygodnymi sofami, która w nocy była opustoszała. Może nie były to warunki godne 5 gwiazdkowego hotelu, ale dzięki temu zaoszczędziliśmy po 30euro za osobę, które z przyjemnością wydamy na kolejną podróż.
A sam wątek spania na lotniskach to już temat na osobny post.. Zainteresowanych zapraszam tu - Spanie na lotnisku, kilka porad.

2 komentarze:

  1. super ze ktos opisuje bo wlasmnie jade tam i niewiem co mam zwiedzac dzieki jeszcze raz mirek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirek, ciesze sie ze relacja sie przydala :) Amsterdam jest świetnym miejscem do którego z przyjemnością bym wróciła. Polecam przede wszystkim okolice kościoła Oude Kerk i kultowa dzielnice czerwonych latarni, nawet na mnie, kobiecie zrobiła ogromne wrażenie wiec Tobie również powinna przypaść do gustu ;) do tego ten unoszący się w całym mieście zapach palonego canabisu.. niesamowite wrażenia!

      Usuń