22 maja 2013

Plażowanie w wersji delux, Rimini 15-19.09.2012



Plażowanie nie jest moją ulubioną formą wypoczynku, prawdę powiedziawszy potrafi być wręcz męczące. Jednak czasem człowiek potrzebuje kilka dni totalnego luzu i nic nie robienia, odpoczynku od ciągłej pogoni za wszystkim. Był marzec, za oknem niekończąca się zima, jedyne, czego trzeba mi było to perspektywa lata, słońca i wakacji... I stało się! WizzAir zaoferował bilety do Forli we Włoszech za niecałe 80zł! Włochy to mój ukochany kierunek, mogę tam wracać dla samego kunsztu kulinarnego ;) dodając do tego plażę i Adriatyk, nie potrzebowałam chwili do zastanowienia. Pół roku później doczekałam się wakacji w wersji delux, leżenie i jedzenie w prawdziwie włoskim stylu! 



Wylądowaliśmy w Forli, niewielkiej miejscowości w rejonie Emilia-Romania. Stamtąd pociągiem ruszyliśmy w kierunku Rimini, najpopularniejszego kurortu nad Adriatykiem. Bilet z Forli do Rimini kosztuje 5euro/os, pociąg jedzie ok 40min i odjeżdża mniej więcej, co godzinę. Przed południem wysiedliśmy na stacji Rimini Miramare i udaliśmy się do hotelu.
Nocleg mieliśmy zarezerwowany w Hotelu Villa Arlotti, która na portalu booking.com ma przyznaną jedną gwiazdkę, ale za gościnę należą mu się co najmniej 3 więcej! Właścicielka jest przeuroczą, pomocną osobą, która w dniu naszego wyjazdu wstała o 3.00 w nocy, aby się z nami pożegnać! Pokoje co prawda nie są zbyt przestronne, ale posiadają wszystko to potrzebne: duże wygodne łóżko, balkon i łazienkę z prysznicem. Do tego są czyste i komfortowe. Jednak to co zrobiło na mnie największe wrażenie w tym hotelu to... śniadanie! Ogromne, pyszne, świeże! Nigdy wcześniej, ani później nie spotkałam się z tak pysznym śniadaniem. Różnorodne pieczywo, wędliny, sery, dżemy, płatki, kawa, herbata, czekolada, jogurty, a do tego domowej roboty ciasta i criossanty! oh, najpyszniejsze criossanty jakie jadłam! Wszystko podane w formie szczeckiego stołu i w ilościach, aby dla nikogo nie zabrakło. Po takim śniadaniu człowiek mógł tylko leżeć obżarty na plaży i ... czekać na obiad ;) 

Jak na prawdziwy kurort przystało, w Rimini nie brakowało licznych knajpek, serwujących przede wszystkim kuchnię włoską, ale jak trzeba było to i kebab się znalazł ;D Wśród niezliczonych restauracji upatrzyliśmy sobie tą jedną, do której wracaliśmy nader chętnie, nazywała się Roxy. Wszystko, od pizzy, najróżniejszych rodzajów makaronów, wina, po tiramisu, dawało mi nieopisaną rozkosz podniebienia. Zresztą, z nadprogramowymi 3kg jakie były konsekwencją tak dobrego jedzenia walczyłam jeszcze 2miesiące po powrocie z wakacji ;) Całe dnie mogliśmy spędzić na jedzeniu, leżeniu na plaży, potem znowu jedzeniu i leżeniu, a potem jeszcze leżeniu i piciu wina na plaży, żeby leżało się jeszcze przyjemniej ;) Sama byłam zaskoczona swoją chęcią do ciągłego leżenia, ja, zwolenniczka aktywnej formy wypoczynku! Ale okoliczności... i wino, były bardzo sprzyjające plażowaniu... 




Jednego tylko dnia postanowiliśmy zrobić coś więcej i udaliśmy się na spacer do centrum Rimini. Niestety nie byliśmy zaopatrzeni w jakąkolwiek mapę, a żadne z nas nie przypuszczało, że Rimini jest tak rozległą miejscowością. Szliśmy, szliśmy i podążaliśmy za znakiem z napisem "centro", które wydawało się nigdy nie pojawić. Aż w końcu, po jakiś 7km w pełnym słońcu, doszliśmy do dworca głównego z Rimini i wreszcie do centrum. Rimini jest bardzo starym miastem, co widać po architekturze. Szczególnie warty zobaczenia jest Most Tyberiusza, który został zbudowany w czasach starożytnego Rzymu. Drogę powrotną pokonaliśmy już plażą, trasa równie długa, ale znacznie przyjemniejsza. Gdy tylko doszliśmy do hotelu, zostawiliśmy rzeczy i wróciliśmy do mniej forsownej czynności, leżenia... Do końca wyjazdu nikomu już nie przyszły do głowy żadne spacery.


1 komentarz:

  1. Niedługo wybieram się do Rimini, fajnie było przeczytać notkę o tym miejscu :) na pewno przeglądnę też inne :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń