25 maja 2013

Secesyjna Katalonia, Barcelona 4-6.11.2012


Barcelona, Barcelona.. Te quiero Barcelona... rozbrzmiewa w moich głośnikach soundtrack filmu Vicky Cristina Barcelona
Woody'ego Allena. Właśnie takie emocje towarzyszyły mi przed wyjazdem do Barcelony, baśniowego miasta Katalonii. Mimo, że za oknem był już listopad, w moim sercu czuć było ekscytację wakacyjnej przygody.
Bilety do Barcelony kupiliśmy w "Szalonej Środzie" Lotu za 340zł RT/ osoba. Nie jest to najniższa cena na tej trasie, konkurencyjny Wizz Air oferuje bilety już od 200zł, lądując również na główne lotnisko w Barcelonie El Prat. Jednak, jak to z promocjami bywa, nigdy nie wiadomo, co uda się kupić. Kierunek był atrakcyjny, cena do zaakceptowania, nie było się nad czym zastanawiać!

Lot z Warszawy do Barcelony przebiegł bardzo spokojnie. Wylądowaliśmy zgodnie z rozkładem i udaliśmy się na kolejkę Renfe, która łączy lotnisko z centrum. Komunikacja miejska w Barcelonie jest bardzo dobrze rozwinięta, 11 linii metra dojeżdża w każde miejsce w mieście. Jedynie system biletowy może początkowo wydawać się niejasny i skomplikowany. Dla turysty najważniejszą informacją jest fakt, że poruszając się tylko w obszarze miasta oraz lotniska wystarczy bilet na 1 strefę. Do wyboru mamy bilety jednorazowe, całodobowe oraz bilet, z którego my korzystaliśmy T-10, bilet na 10 przejazdów, z tym, że W ramach jednego przejazdu mamy możliwość podróżowania przez maksymalnie 1,15h i przesiadać się w razie potrzeby. Bilet T-10 kosztuje ok. 10euro i może korzystać z niego dowolna ilość osób. Podróżując we dwoje, mając do wykorzystania po 5 przejazdów na osobę z możliwością niezbędnych przesiadek, był to najwygodniejszy i najtańszy wybór.
Hostel mieliśmy usytuowany w bardzo dobrej lokalizacji, zaraz przy metrze Barcelonetta, które też było naszym punktem wypadowym do miasta. Popołudnie pierwszego dnia postanowiliśmy wykorzystać na niespieszne wczucie się w klimat Barcelony. Przespacerowaliśmy się wzdłuż portu Vell, aż do pomnika Kolumba, który łączy port z najpopularniejszą ulicą La Rambla. La Rambla to idealne miejsce, aby zasmakować Barcelony. Usiedliśmy w jednej  licznych knajpek i zamówiliśmy prawdziwą hiszpańską paellę. Po kolacji poszliśmy do największej hali targowej La Boqueria. Zmierzch zapadł szybko, a my wróciliśmy do hostelu, regenerować siły na kolejny długi i wyczerpujący dzień.




Drugi dzień rozpoczęliśmy od ponownej wizyty na La Rambla, w poszukiwaniu jakiegoś spokojnego miejsca na śniadanie. Następnie metrem podjechaliśmy do jednego z najważniejszych zabytków Barcelony - Sagrada Família. I właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa przygoda z secesyjną Katalonią, architekturą Gaudíego i bajkowymi budynkami. Z Sagrada Família udaliśmy się do pod szpital św. Pawła zaprojektowany przez kolejnego wielkiego architekta secesji Lluisa Domenecha i Montaner. Lluis Domenech i Montaner wraz z Antonim Gaudím stworzyli z Barcelony miejsce wyjątkowe. Ich modernistyczne budowle są tak nadzwyczajne i odbiegające od jakichkolwiek norm, że to właśnie głównie z ich powodu tak bardzo chciałam odwiedzić Barcelonę. Kolejnym punktem na naszej mapie zwiedzania była dzielnica Gracia z jedynym w swoim rodzaju Parkiem Güell. My tę drogę pokonaliśmy pieszo,  jednak spacer śmiało można zastąpić podróżą metrem. Po drodze nie było nic szczególnie wartego uwagi, a odległość była na tyle duża, że na przedostanie się z jednego punktu do drugiego straciliśmy sporo czasu. Sam Park Güell jest miejscem obowiązkowym dla każdego, kto odwiedza Barcelonę, dlatego, nawet poza sezonem, jest tu ogrom turystów! Kontynuując zwiedzanie w klimacie secesyjnym i podążając za dziełami Gaudiego poszliśmy w kierunku Casa Vicens, a następnie do kolebki architektury modernistycznej, dzielnicy Eixample. Najatrakcyjniejsze budynki to Casa Mila oraz zespół 3 charakterystycznych i bardzo zróżnicowanych kamienic, zwany Illa de la Discordia. Każdy z budynków zaprojektował inny architekt, mnie osobiście najbardziej podobał się Casa Batlló, projektu Gaudiego.



Z Eixample przeszliśmy do Barri Gotic, barcelońskiego starego miasta. Jest to typowa średniowieczna dzielnica, zdecydowanie odbiegająca klimatem od modernistycznej architektury spotykanej w mieście. Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami wyłożonymi kostką brukową i jedliśmy jedne z najlepszych lodów. W drodze powrotnej do hostelu poszliśmy jeszcze na plażę. O tej porze roku nie spotkaliśmy tak tłumów, zaledwie kilka par przytulających się w romantycznej scenerii zachodzącego słońca i patrzących w taflę spokojnego morza. 




Następnym dniem w Barcelonie była pierwsza niedziela miesiąca, w którą miasto oferuje darmowy wstęp do wszystkich muzeów. Z reguły nie chodzimy do muzeów, ale mieliśmy do wykorzystania jeszcze pół dnia, a niedaleko hostelu znajdowało się najpopularniejsze muzeum w Barcelonie, muzeum Picassa. Zachęceni opisem w przewodniku, że znajduje się tam bogata kolekcja wczesnych dzieł hiszpańskiego malarza, postanowiliśmy skorzystać z okazji i zobaczyć je na własne oczy. Wcześniej jednak udaliśmy się metrem do stacji Urquinaona, aby po raz ostatni pospacerować uliczkami Barcelony. Minęliśmy Pałac Muzyki Katalońskiej, kolejne dzieło Lluisa Domènecha i Montanera przedstawiające perełkę katalońskiej secesji oraz kościół Santa Maria del Mar. Po około godzinie byliśmy pod muzeum, aby kolejne dwie spędzić w kolejce do wejścia. Przecież muzeum Picassa jest jednym z atrakcyjniejszych w okolicy! Po długim oczekiwaniu w kolejce weszliśmy do środka, a tam spotkało nas... wielkie rozczarowanie. Na wystawie było zaledwie jedno dzieło Picassa przedstawione na różnych etapach tworzenia. Trochę zawiedzeni opuściliśmy muzeum i udaliśmy się w stronę lotniska.

Nasza przygoda w Barcelonie dobiegła końca.


4 komentarze:

  1. Cześć,
    Mam pytanie gdzie nocowaliście w Barcelonie? Będę wdzięczna za podanie nazwy.
    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Aniu! nocleg mieliśmy w hostelu "be happy" przy metrze Barcelonetta, skąd było bardzo blisko na plaże, do portu oraz na LaRambla. Cena też była ok, jendak cała reszta.. zachęcona ceną i zdjęciami w necie zarezerwowałam pokój. Nie jestem wymagająca, ale mimo wszystko nie mogę polecić tego hostelu. Hostel nie ma recepcji, przyjmowała nas dziewczyna, która nie potrafiła się z nami porozumieć po angielsku, kazała dzwonić do właściciela na komórkę. Musiałam dzwonić bo w naszym pokoju nie było ręczników, za które dopłaciliśmy ani pościeli. Właściciel nie odbierał, a potem oddzwonił o.. 24.00! już spaliśmy, dlatego nie odebrałam telefomu, po czym po jakiejś godzinie, swoimi kluczami otworzył drzwi do naszego pokoju, jak gdyby nigdy wszedł, zapalił światło i zapytał czy w czymś może pomóc.. wtF?! oprócz tego łazienka na korytarzu była tak mała, że jak się chciało skorzystać z toalety to mieliśmy problem zamknąć drzwi :/

      Usuń
    2. Dziękuję za info. Jestem właśnie na etapie poszukiwania i przynajmniej jedną miejscówkę mogę już skreślić z listy ;-) Jeszcze raz ślicznie dziękuję!!

      Pozdrawiam,
      Ania

      Usuń
    3. Ja mogę polecić Hostel Generator. Nie jest to najtańszy hostel, ale rewelacyjny standard (hotelowy, ale bez śniadania w cenie).

      Usuń