12 czerwca 2013

Wycieczka żółtym tramwajem, Lizbona, 16-19.02.2013



Promocja EasyJet do Lizbony pokazała się w połowie sierpnia, niecałe 400zł za osobę, z Berlina, w styczniu... Oboje z Mężem nie mogliśmy zdecydować się na zakup biletów, nieprzespana noc, bicie się z myślami. W końcu podjęłam ostateczną decyzje: tak, chce lecieć! Niestety, kiedy ja się namyśliłam biletów już nie było. Takie są reguły promocji, nie można zbyt długo zwlekać, chętnych jest wielu, a biletów w dobrej cenie zaledwie kilka. Ze złamanym sercem porzuciłam wizję słonecznej Lizbony i wróciłam do codziennych obowiązków. Nie minęło kilka dni, a EasyJet zaoferował kolejną pulę biletów do Lizbony, tym razem na luty. Nauczona doświadczeniem z poprzedniego tygodnia, nie zwlekałam ani chwili. Zarezerwowaliśmy bilety na weekend po moich urodzinach! Takie prezenty to ja uwielbiam :D 
Do Berlina dojechaliśmy busem SimpleExpress za 24zł w dwie strony. Autobusy są wygodne, nie odbiegają standardem od naszego PolskiegoBusa. Przy siedzeniach dostępne są gniazdka elektryczne, więc zabierając ze sobą małego laptopa czas mija szybko i przyjemnie. 


W Berlinie nie zwiedzaliśmy zbyt dużo, pojechaliśmy jedynie zobaczyć bramę brandenburską i zjeść obiad, a dalej od razu na lotnisko. Wylot mieliśmy z samego rana, dlatego zdecydowaliśmy się na nocleg na lotnisku. W pierwszej chwili po wejściu na lotnisko byłam nieco przerażona... nie spodziewałam się, że Schönefeld będzie takie niewielkie. Wybraliśmy miejsce przy komisariacie i wykorzystując niezbędnik lotniskowego śpiocha (okulary do spania i zatyczki do uszu) spróbowaliśmy zdrzemnąć się chociaż przez chwilę. Niezbędnik spełnił swoje zadanie, o mały włos, a spóźnilibyśmy się na nasz samolot! Nie sądziłam, że na ławkach w holu głównym będzie się nam tak dobrze spało, dlatego też nie nastawiłam budzika. Ekspresowa poranna toaleta, śniadanie w kolejce do odprawy i chwile później byliśmy już w samolocie do Lizbony.



Na miejscu wylądowaliśmy o godzinie 9.40 i udaliśmy się do metra. Dojazd z lotniska do centrum miasta jest bardzo dobry, można jechać aerobusem, autobusem miejskim, ale najwygodniej jest podróżować metrem. Również w kwestii biletów komunikacji miejskiej wybór jest dość duży, od biletów jednorazowych, okresowych, po kartę Viva Viagem. Warto pamiętać, że kupując bilet u kierowcy np. w popularnym żółtym tramwaju zapłacimy nawet 2 razy więcej, niż gdybyśmy korzystali z biletu łączonego, dlatego zważywszy na koszty zdecydowaliśmy się właśnie na kartę Viva Viagem z opcją zapping, którą kupuje się przed wejściem na stację metra i ładuje określoną kwotą. Korzystając z tej karty wszystkie bilety, niezależnie od środka komunikacji są w jednakowej cenie 1,25 jednak jej zakup wymaga wcześniejszego zaplanowania trasy zwiedzania i przewidzenia ile dokładnie przejazdów komunikacją miejską będzie nam potrzebne.







Metrem udaliśmy się na plac Rossio, gdzie znajdował się nas hostel. Noclegi w Lizbonie należą do jednych z tańszych w zachodniej Europie, szczególnie poza sezonem. Za pokój dwuosobowy ze śniadaniem płaciliśmy 20, a standard był na prawdę wysoki. Ponieważ pokój nie był jeszcze gotowy po poprzednich gościach, zostawiliśmy plecaki na recepcji i udaliśmy na zwiedzanie Lizbony.

Zaczęliśmy od placu Rossio, gdzie znajduje się Teatro Nacional Almeida Garrett i dworzec kolejowy z 1886 roku. Zatrzymaliśmy się w jednej z knajpek na drugie śniadanie, a następnie ruszyliśmy uliczkami Baixy, aby dojść do Praca do Comercio, ogromnego placu tuż nad brzegiem rzeki Tag. To tutaj pierwszy raz poczułam prawdziwy klimat Lizbony... unoszący się wszędzie zapach wiatru, wody i ryb! Warto zaznaczyć, że całe miasto położone jest na wielu wzgórzach, jedynie Baixa, zwana Dolnym Miastem tworzy kawałek równego terenu. Baixa została zrównana z ziemią podczas trzęsienia ziemi w 1755 roku i odbudowana praktycznie od początku. Niedaleko Rua Augusta, głównej ulicy Baixy znajduje się katedra Se, jeden z symboli Lizbony. W pierwotnym planie zwiedzania z tego miejsca mieliśmy złapać żółty tramwaj 28 i wjechać na wzgórza najstarszej dzielnicy Alfamy. Na nasze szczęście niebo przejaśniało, deszcz przestał padać i postanowiliśmy tę trasę pokonać pieszo, podziwiając po drodze budynki z charakterystycznymi płytkami ceramicznymi Azulejos. Jako zadanie specjalne wyjazdu wymyśliliśmy sobie zrobienie zdjęcia idealnego na tle tych właśnie płytek i drugie zadanie, trochę trudniejsze, kupienie kilku oryginalnych płytek do domu. Jednak oba punkty postanowiliśmy zostawić sobie na dzień drugi, tymczasem wróciliśmy do dalszego zwiedzania. Zatrzymaliśmy się przy Miradouro Santa Luzia, tarasu wyłożonego niebiesko-białymi płytkami i przeszliśmy do Castelo Sao Jorge. Idąc dalej doszliśmy do Largo das Portas do Sol, jednego z punktów widokowych w Lizobonie. Generalnie w Lizbonie dużo jest punktów widokowych ukazujących piękno miasta, my odwiedziliśmy co najmniej 3 z nich:) Zbliżały się godziny popołudniowe, dlatego postanowiliśmy zatrzymać się w przytulnej restauracji, gdzieś między wąskimi uliczkami Alfamy. Wybraliśmy stolik na dworze, zamówiliśmy tradycyjne portugalskie grillowane sardynki, a do tego Ginjinhe - tutejszą wiśniówkę, bardzo dobrą, ale i bardzo mocną ;) w tle słychać było muzykę Fado, słońce zaczęło przedzierać się przez chmury... Lizbona, w takiej właśnie się zakochałam! 



 Wróciliśmy do hotelu, plan na dzień 1. zrealizowaliśmy i zastanawialiśmy się, co zrobić z resztą popołudnia. Szkoda było nam siedzieć bezczynnie w hotelu, dlatego wzięliśmy mapkę przygotowaną na drugi dzień zwiedzania i wróciliśmy na miasto, ruszając w kierunku dzielnicy Chiado. Minęliśmy plac Largo do Chiado z pomnikiem Antonim Ribeiro i dalej udaliśmy się do górnego miasta - Bairro Alto. Odwiedziliśmy kościół Igreja de Sao Roque z iluzjonistycznymi malowidłami i kolejny punkt widokowy, z  którego roztacza się wspaniały widok na wschodnią część Lizbony. Po drodze widzieliśmy kolejkę Elevador da Gloria, wyglądem przypominającą mały, żółty tramwaj, łączącą Avenida da Liberdade z Bairro Alto. Po drodze do Miradouro de Santa Catarina wróciliśmy na Praca  Luis de Camoes, aby stamtąd, już po zmierzchu udać się bezpośrednio do hotelu.




Mimo, że część trasy z dnia drugiego zrobiliśmy wcześniej, w Lizbonie jest tyle atrakcji, że nie sposób się nudzić! Punktem obowiązkowym na ten dzień było Torre de Belem. Z Praca do Comercio złapaliśmy tramwaj nr 15 do Belem i wysiedliśmy przy placu Praça do Imperio, aby udać się do XVI-wieczny klasztoru Hieronimitów. Po przeciwnej stronie przyklasztornego skweru znajduje się Pomnik Odkrywców, przedstawiający najwybitniejszych portugalskich odkrywców: Manuela I, Vasco da Gamy, czy Magellana. Następnie spacerkiem udaliśmy się do głównego punktu Belem, czyli wpisaną na Listę światowego dziedzictwa UNESCO Torre de Belem. Wieża znajduje się u ujścia rzeki Tag do oceanu. Początkowo miała chronić port przed atakami z oceanu, później stanowiła punkt orientacyjny dla żeglarzy wracających do domu, aby w końcu stać się symbolem Lizbony. 





Nie mieliśmy sprecyzowanych planów na drugą część dnia. Zastanawialiśmy się nad odwiedzeniem największego w Europie Oceanarium, ale szkoda było nam pięknej pogody... Rozważaliśmy wycieczkę do Cascais, skąd można podziwiać klify na Boca de Inferno, ale szkoda było nam opuszczać tak piękną Lizbonę, którą jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć. Dlatego postanowiliśmy spędzić popołudnie błądząc po klimatycznych uliczkach Alfamy. Wcześniej jednak udaliśmy się Elevador de Santa Justa, znajdującej się w dzielnicy Baixa. Jest to winda pełniąca rolę nie tylko ciekawej konstrukcji stworzonej przez sławnego Eiffela, ale przede wszystkim atrakcja turystyczna. Zachęceni pozytywnymi recenzjami w przewodnikach, wjechaliśmy na górę. Ależ byłam rozczarowana, kiedy okazało się, że w to samo miejsce można dojść spacerem od drugiej strony! Może i sama struktura windy jest ciekawa, ale żeby płacić za tak krótki wjazd 2... Zdecydowanie bardziej polecam wykorzystanie tego biletu na przejażdżkę zółtym tramwajem nr 28. Tramwajem z Rua Augusta przejechaliśmy aż do R. GRACA, gdzie podobno znajduje się kolejny punkt widokowy Nossa Senhora do Monte, nam jednak nie udało się go odnaleźć. Linia tramwajowa nr 28 jest najpopularniejsza wśród turystów głównie dzięki trasie, którą przejeżdża, przez najważniejsze punkty centrum miasta oraz wrażenia jakich dostarcza. Przejażdżka starym, stylowym tramwajem po wąskich uliczkach Lizbony i towarzyszące jej emocje są bezcenne! Z Graca wracaliśmy spacerem do Praca  Luis de Camoes pozwalając sobie na błąkanie się wśród kamienic z pięknymi ceramicznymi płytkami. Gdzieś w okolicy Largo das Portas do Sol znaleźliśmy niewielki sklepik z prawdziwymi portugalskimi Azulejos, jedyny taki, jaki spotkaliśmy w całej Lizbonie. Wybraliśmy komplet dla siebie i uszczęśliwieni wróciliśmy do hotelu. Wieczorem wybraliśmy się do nowocześniejszej części Lizbony,  Avenida, aby pospacerować po parku Edwarda VII. Park położony jest na wzgórzu, a z jego szczytu rozpościera się piękny widok całą dzielnicę, aż po Tag.


Mimo, że początkowo nie byliśmy przekonani do Lizbony, a Portugalia nigdy nie była na liście miejsc obowiązkowych do odwiedzenia, teraz wiem, że jeszcze tam wrócę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz