31 lipca 2013

Toast po wieżą Eiffla, Paryż 3-6.02.2012


Korzystając z chwili wolnego postanowiłam napisać zaległą relację z Paryża. Co prawda byliśmy tam w lutym 2012, wiele wspomnień i emocji związanych z wyjazdem zdążyło ulecieć, ale postaram się opisać, chociaż trasę naszego zwiedzania oraz kilka suchych faktów, może dla kogoś okażą się przydatne :)
Paryż, miasto zakochanych, miasto, do którego zawsze chciałam pojechać. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że to nierealne mrzonki, za droga impreza, niedostępna fanaberia... Kto by pomyślał, że za niespełna 124pln można spełnić marzenia i zrobić zdjęcie miłości pod wieżą Eiffla!
Do Paryża lecieliśmy liniami WizzAir z Poznania. Lotnisko Beauvais oddalone jest od centrum miasta jakieś 80km lecz bez problemu można dostać się do dworca Paris Porte Maillot w Paryżu aerobusem, koszt 14 euro w jedną stronę, czas przejazdu ok 1h. Warto pamiętać, że autobusy z Paryża na lotnisko są synchronizowane z odlotami, odjeżdżają 3h przed odlotem. Podróżujących jest wielu, dlatego warto przybyć na dworzec nieco wcześniej, aby na spokojnie dostać się na lot powrotny.
Wraz z przyjaciółmi zarezerwowaliśmy prywatny pokój 4os. w hostelu AIJ. Płaciliśmy po 17euro, w cenie było wliczone śniadanie: bagietka, masło, dżem oraz kawa, herbata, czekolada do woli. Dodatkowo na recepcji stał automat z gorącą wodą, więc w każdej chwili można było zrobić zupkę chińską czy herbatę. Standard bardzo hostelowy ;) łózka piętrowe, pościel, poduszka, sejf, szafka.. Brakowało nam jakiegoś stolika, krzesła. W 4os pokojach prywatnych jest łazienka i to jest duży komfort. Inaczej łazienka jest na korytarzu. Mimo wszystko, cena i lokalizacja rekompensują niewysokie standardy hotelu, byliśmy bardzo zadowoleni. Hostel znajduje się przy stacji metra Ledru - Rollin, a w okolicy jest duży sklep spożywczy, bardzo dobrze zaopatrzony. Ku naszemu zaskoczeniu mieli nawet plastikowe kieliszki do szampana, których nie mogliśmy znaleźć w Polsce, na wypadek, gdyby ktoś miał ochotę wypić szampana pod wieżą Eiffla... my mieliśmy! ale o tym zaraz ;)
Do hotelu dotarliśmy wczesnym popołudniem, jednak zważywszy na to, że w lutym dnie są bardzo krótkie, do pierwszego punktu naszego zwiedzania - Moulin Rouge dotarliśmy już po zmierzchu. Wcale nie żałowaliśmy! Dzielnica czerwonych latarni zdecydowanie zyskuje odwiedzana nocą :D Dalej spacerem udaliśmy się w kierunku Bazyliki Sacré Coeur, gdzie spędziliśmy chwilę podziwiając światła Paryża.
Kolejnego dnia, po szybkiej kawie w pobliskiej kawiarni udaliśmy się na rzeczywiste spotkanie ze stolicą Francji. Metrem udaliśmy się do jednego z najbardziej charakterystycznych punktów w mieście - Łuku Triumfalnego. Mimo wczesnej pory i mroźnego lutowego poranka wkoło zbierało się coraz więcej turystów, chętnych na zrobienie zdjęcia na placu Charles'a de Gaulle'a. Od Łuku Triumfalnego podążyliśmy Avenue des Champs-Élysées, potocznie zwanymi Polami Elizejskimi w kierunku Luwru. Avenue des Champs-Élysées to ekskluzywna ulica w VIII dzielnicy z licznymi butikami i restauracjami. Spacer do Luwru zajął nam ponad godzinę, z przerwą na skorzystanie z diabelskiego młynu, znajdującego się w okolicach Obelisku. Pod Luwrem zatrzymaliśmy się jeszcze na pieczone kasztany, przysmak paryżan, które delikatnie rozgrzały nasze zmarznięte ciała od środka. Miłym zaskoczeniem był darmowy wstęp do Luwru dla osób poniżej 26r.ż, jednak tylko po okazaniu dokumentu, na którym znajduje się data. W przeciwnym razie za wstęp trzeba zapłacić. Muzeum jest ogromne i spokojnie można spędzić w nim cały dzień. My jednak mieliśmy ograniczony czas, dlatego zobaczyliśmy tylko kilka najważniejszych dzieł: Wenus z Milo, Nike z Samotraki i oczywiście Mona Lisa, Leonarda da Vinci. Drugą część dnia spędziliśmy spacerując po Dzielnicy Łacińskiej, aby w końcu dotrzeć do znajdującej się na niewielkiej wysepce na Sekwanie Katedry Notre-Dam. Piękna katedra w stylu gotyckim, ze zjawiskową rozetą w środku i magicznymi maszkaronami z zewnątrz. Zdecydowanie Katedra Notre-Dam jest jedną z najbardziej fascynujących budowli sakralnych w Europie, wartych zobaczenia.
Drugi dzień rozpoczęliśmy z lekkimi zakwasami po spacerze dnia poprzedniego, dlatego też jednogłośnie uznaliśmy, że tym razem, częściej skorzystamy z metra. Pierwszym punktem, który chcieliśmy zobaczyć był cmentarz Pere-Lachaise, oddalony od naszego hostelu zaledwie kilkaset metrów, dlatego mimo postanowienia udaliśmy się piechotą. Zazwyczaj nie odwiedzamy cmentarzy, ale ten wydał się nam wyjątkowy. Odnaleźliśmy groby Chopina, Jimiego Morrisona, Moliera oraz Édith Piaf. Dalej, już metrem, udaliśmy się pod Bazylikę Sacré-Cour. Kolejna świątynia w Paryżu, którą trzeba zobaczyć! Do bazyliki prowadzą wysokie schody, na których niezależnie od pory roku przesiadują tłumy. My również postanowiliśmy skorzystać z odrobiny słońca. U podnóży bazylki rozpościera się słynna paryska dzielnica Montmartre, stara część miasta z kamienicami i brukowanymi uliczkami, w chwili obecnej zdominowany przez handlarzy i naciągaczy. Tych ostatnich zresztą w Paryżu jest bardzo dużo i z przykrością muszę stwierdzić, że Paryż jest najniebezpieczniejszym miastem, w jakim do tej pory byłam. Uważać na siebie trzeba wszędzie, wiadomo, ale tylko w Paryżu na stacjach metrach widać było porzucone damskie torebki i uliczne pościgi za drobnymi złodziejaszkami. Zjawisko to rzuciło się nam w oczy szczególnie w okolicy Sacré-Cour, gdzie zawsze są tłumy i na prawdę nietrudno o kradzież.
Ostatnim, ale i najważniejszym punktem naszej wycieczki była Wieża Eiffla. Na tą część przeznaczyliśmy zdecydowanie najwięcej czasu, aż kilka godzin. Oprócz wjazdu na taras widokowy chcieliśmy zrobić wspomniane wcześniej zdjęcie miłości do rodzinnego albumu oraz wypić szampana za ćwierćwiecze ;) tak się składa, że ja i moja przyjaciółka obchodzimy urodziny 2 dni po sobie, czy można wymarzyć sobie lepszy prezent na 25 urodziny aniżeli wzniesienie toastu pod wieżą Eiffla w gronie najlepszej przyjaciółki i naszych ukochanych mężczyzn? :D Pod samą wieżą dużo było policji i służb pilnujących bezpieczeństwa, dlatego wybraliśmy się do pobliskiego parku, żeby na spokojnie celebrować naszą chwile :))
Bilet na taras widokowy kupiliśmy wcześniej, przez Internet. Sprawdziłam na jaką godzinę planowany jest zachód słońca i na tą właśnie godzinę zarezerwowałam wejście. Przed wieżą zawsze ustawia się kolejka chętnych na wjazd na taras widokowy, dlatego jest to bardzo wygodne rozwiązanie, pozwala uniknąć chociaż częściowego oczekiwania. Zmierzch zapadł szybko, kiedy zeszliśmy z tarasu było już całkowicie ciemno. Przywitała nas zupełnie inna, rozświetlona tysiącami światełek Wieża Eiffla.
To była wspaniała przygoda, wspaniałe przeżycie ze wspaniałymi ludźmi.

Od razu po powrocie odczuwałam jednak lekkie rozczarowanie Paryżem, wydał mi się on trochę przereklamowany. Dzisiaj, po kilku miesiącach od wyjazdu, kiedy piszę tą relację czuję ogromny sentyment do całego miasta i wiem, że chciałabym tam wrócić.

30 lipca 2013

[WŁOCHY] Sos pomidorowy - Napoli

Kuchnia włoska należy do moich ulubionych, wyrazista, smaczna, a do tego prosta w przygotowaniu. Każdy wyjazd do Włoch wiąże się z nowymi doznaniami kulinarnymi, niebem dla mojego podniebienia! Dodatkowo każdy wyjazd jest okazją do przywiezienia nowych inspiracji, które następnie staramy się odtworzyć  w domowej kuchni i na stałe wpisać do codziennego menu. 
Jednym z takich dań jest makaron z sosem pomidorowym, potocznie zwany Napoli, który mieliśmy okazję jeść w Bergamo. Podstawa kuchni włoskiej, na bazie sosu pomidorowego można przyrządzać wiele innych potraw. Na naszym stole gości bardzo często, oboje przepadamy za tym sosem, jednak muszę przyznać, że ekspertem w jego przyrządzaniu jest mój Mąż :) do jego wykonania nie potrzeba zbyt wiele składników, dlatego świetnie sprawdza się jako danie na czarną godzinę. Idealnie komponuje się z długim makaronem: spagetti, bądź bavette.
 
 
 
Na 2-3 porcje potrzebne będą:
2 puszki pomidorów krojonych
oliwa
czosnek (opcjonalnie)
pomidorki koktajlowe (opcjonalnie)
parmezan do podania
świeża bazylia
250g makaronu
W rondelku podgrzewany oliwę, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i podsmażamy nie za długo, żeby się nie przypalił i nie był gorzki. Następnie dodajemy pomidory. Całość gotujemy ok 35min, bez przykrycia, na średnim ogniu, aż odparowania wody. Pomidorki koktajlowe możemy dodać do sosu na ostatnie 10min gotowania.
W tym czasie gotujemy makaron al dente w osolonej wodzie.
Kiedy makaron będzie gotowy mieszany go z sosem, podajemy ze świeżą bazylią i tartym parmezanem. 
Smacznego!

26 lipca 2013

Wakacje na własną rękę, czyli jak samodzielnie zorganizować wyjazd



Wiele osób mając na myśli planowanie wakacji ogranicza się jedynie do wyboru konkretnego biura podróży oraz miejsca dokąd chcą pojechać, resztą zajmuje się firma zewnętrzna. Jest wiele powodów, dla których korzystamy z usług biur podróży: z wygody, oszczędności czasu, ale często też z obawy przed tym, co nieznane i przed wyjazdem na własną rękę. Moja znajoma zapytała mnie kiedyś, jak wygląda przygotowanie do takiego wyjazdu, lądujemy w jakimś nowym miejscu, wychodzimy z lotniska i co dalej? skąd wiemy dokąd mamy się udać, co zobaczyć itp. Wszystko to, to jedynie wcześniejsze przygotowanie, jedna z najprzyjemniejszych części wyjazdu :)

Organizowane wyjazdu na własną rękę na wiele plusów. Przede wszystkim samodzielnie organizując wyjazd nie jesteśmy od nikogo uzależnieni, sami decydujemy jak chcemy go spędzić. Decydujemy o wszystkim, co dotyczy naszej podróży: o trasie jaką przemierzymy, o jedzeniu, noclegu, sposobie spędzenia wolnego czasu. Każdy wyjazd będzie dla nas, nie będziemy musieli dopasowywać się do harmonogramów ani planów stworzonych przez innych. To tej pory prześladują mnie szkolne wycieczki, na których z przewodnikiem chodziliśmy po muzeach, na które zdecydowanie nie miałam wówczas ochoty i z których niewiele później zapamiętałam. Samemu przygotowując się do naszego wyjazdu uczymy się wielu nowych rzeczy, prawdziwie poznajemy miejsce, do którego jedziemy. Angażując się chociażby w planowanie zwiedzania dowiadujemy się więcej, niż kiedy ktoś robi nam za przewodnika. Dodatkowo dobrze zorganizowany wyjazd może być znacznie tańszy od tych kupionych w biurze podróży.


Organizacje wyjazdu możemy zacząć od kilku rzeczy:
1. Wyboru formy wypoczynku - rozpoczynając organizację wyjazdu warto zastanowić się jaki typ wyjazdu nas interesuje, czy chcemy tylko zwiedzać i poznawać nowe miasta, czy może wolimy odpoczynek w typowym kurorcie, gdzie mielibyśmy do dyspozycji plażę i inne rozrywki, czy może coś pomiędzy obiema formami. Jak już wiemy na co mamy ochotę, łatwiej będzie nam zdecydować się na konkretne miejsce, a przynajmniej ograniczy ilość miejsc branych pod uwagę przy poszukiwaniu np. biletów lotniczych.
2. Wyboru środka transportu - jeżeli wcześniej zdecydujemy się na konkretne miejsce dokąd chcemy jechać, to poszukiwania najlepiej zacząć od znalezienia najkorzystniejszego bądź najtańszego dla nas środka transportu. Do wyboru mamy samolot, autokar, pociąg, własny samochód. Warto sprawdzić wszystkie możliwości i zastanowić się w ile osób będziemy jechać. Często podróż samochodem w 4 osoby wychodzi taniej niż kupno biletów lotniczych, a dodatkowo daje niezależność i możliwość poznania miejsc na całej trasie. Jeżeli zależy nam na jak najszybszym i najbardziej komfortowym dostaniu się do celu naszej podróży najlepszym wyborem będzie bezpośredni lot. Jednak musimy liczyć się z tym, że bezpośrednie loty są często droższe od tych łączonych.
3. Aktualnych promocji i zakupu biletów –nasze wyjazdy najczęściej zaczynamy planować właśnie od zakupu biletów :) na bieżąco przeszukujemy strony przewoźników w poszukiwaniu atrakcyjnych cen, zaglądamy na takie strony jak www.loter.pl, czy www.fly4free.pl i dopiero w momencie kiedy znajdziemy bilety w atrakcyjnej dla nas cenie zastanawiamy się czy kierunek i termin nam odpowiada. Jeżeli tak, kupujemy bilety i zabieramy się główne planowanie wyjazdu :) Kiedy mamy już określone dokąd jedziemy, czym i kiedy pozostaje dopiąć wszystko na ostatni guzik :)

NOCLEG
Ważnym elementem każdego wyjazdu jest wybór noclegu. Tutaj również powinniśmy zastanowić się na czym nam zależy czy na cenie, standardzie, lokalizacji. Warto przejrzeć kilka wyszukiwarek oferujących noclegi, najczęściej korzystam ze sprawdzonych: www.hostelclub.pl, www.hostelbooker.com, www.booking.com. Przeważnie szukam wśród pokoi 2-os., w niższej cenie. Na mapce google sprawdzam odległość hostelu/hotelu od lotniska/dworca oraz czy w pobliżu znajdują się stacje metra lub inny środek komunikacji miejskiej, tak aby w miarę łatwo i szybko dostać się na miejsce. Pierwsze kroki w nowym mieście nie powinny być zbyt skomplikowane, dlatego lokalizacja jest jednym w ważniejszych kryteriów przy poszukiwaniach idealnego noclegu. Zaraz po cenie ;) Warto sprawdzić również co hotel oferuje w cenie pokoju, ponieważ przeważnie szukam wśród hoteli niższej klasy, zdarza się, że doliczają opłatę za pościel, ręczniki, śniadanie, czy podatek miejski. Po dodaniu tych wszystkich kosztów często okazuję się, że pozornie najtańszy hostel wcale taki nie jest. Zdarza się też, że hostele oferują śniadania za dodatkową opłatą, wówczas od nas zależy decyzja, czy warto je wykupić. Standard śniadań w hostelu jest bardzo różny, niestety przeważnie ogranicza się jedynie do kawy, herbaty i słodkiej bułki. Chociaż kilkakrotnie zdarzyło mi się trafić na śniadanie z prawdziwego zdarzenia, smaczne, lokalne i takie, które na długie godziny zaspokajało głód :) Jeżeli śniadanie jest wliczone w cenę to świetnie, ciepła herbata z rana jest zawsze lepsza niż nic, natomiast jeżeli śniadanie nie jest wliczone, a jest taka możliwość to przeważnie i tak wybieram tą właśnie możliwość. Zapewne można też dokupić posiłek już na miejscu. Przy wyborze hostelu bardzo ważne są dla mnie również komentarze innych osób, które nocowały już w tym miejscu. Oczywiście, ile ludzi tyle opinii, jednak jeżeli w każdym komentarzu pojawia się informacja że jest brudno i są robaki to raczej wolę nie sprawdzać tego na własnej skórze ;) przeglądam również zdjęcia pokoi zamieszczone na stronach internetowych, chociaż przekonałam się, że na zdjęciach można wszystko pięknie przedstawić, a w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej... Kiedy mamy już wybrany konkretny hostel warto napisać e-maila również bezpośrednio na recepcję z zapytaniem o dostępność i ceny noclegów, być może bezpośrednia rezerwacja będzie tańsza, niż przez portal. Polecam również sprawdzenie cen pokoju w tym samym hostelu na różnych portalach, o dziwo ceny potrafią się znacznie różnić.


TRANSFER Z LOTNISKA/ DWORCA
Kolejną istotną rzeczą, jaką warto przygotować wcześniej jest dojazd z lotnika bądź dworca do naszego noclegu. Pierwsze kroki w nowym miejscu bywają trudne, szczególnie jeśli nie znamy języka, obcy alfabet jest dla nas niezrozumiały, a wszystko dookoła zaczyna nas przytłaczać. W takich miejscach jak lotnisko czy dworzec powinna znajdować się informacja turystyczna, której pracownicy  z pewnością nam pomogą, jednak osobiście wolę wcześniej poszukać najdogodniejszego transportu, tym bardziej kiedy na miejsce przybywamy w późnych godzinach i informacja może być już nieczynna. Większość lotnisk ma bardzo dobry transport do centrum miasta, często dostać się można specjalnymi autobusami kursującymi tylko na trasie lotnisko - centrum, tzw. aerobusami, jednak są one droższe od komunikacji miejskiej. Zdecydowanie częściej wybieram transfer właśnie komunikacją miejską. Na forach internetowych szukam informacji jakim środkiem transportu najwygodniej dostać się do centrum (lub bezpośrednio do hostelu), gdzie autobus/pociąg ma przystanek i jaki bilet będzie niezbędny. Wcześniejsze opracowanie dojazdu z lotniska do hotelu ma też inną zaletę, zawsze coś zostanie nam w pamięci i łatwiej będzie się odnaleźć.
Przypomniała mi się taka sytuacja, kiedy wszystkie rezerwacje, mapki, kontakt do hotelu zostawiłam... w samolocie. Było późno, dochodziła godzina 22.00, pierwszy raz w Rzymie, co zrobić? Dzięki wcześniejszemu przygotowaniu wiedziałam jakim metrem mamy jechać i że musimy wysiąść na ostatniej stacji. Mniej więcej pamiętałam nazwę hotelu i w którą stroną od stacji metra trzeba się udać, a dzięki uprzejmości pary Włochów udało się nam odnaleźć hotel. Gdyby nie wcześniejsze sprawdzenie dojazdu z lotniska do hotelu nasz wyjazd mógłby zacząć się bardzo nieciekawie ;)

 

PLAN ZWIEDZANIA
Ten punkt zazwyczaj wymaga największego przygotowania, kiedy podróżujemy na własną rękę. Jednak to właśnie ten punkt sprawia mi największą frajdę w całych przygotowaniach :) Dzięki zasobom Internetu cały świat stoi przed nami otworem, trzeba tylko wiedzieć czego szukać. Z reguły zaczynam od wpisania w przeglądarkę hasła "co zobaczyć w..." i otwarcia strony danego miejsca na Wikipiedi. Jeżeli wybieramy się do bardziej popularnego miejsca kupuje również przewodnik. Moje ulubione przewodniki to seria Step by Step wydawnictwa Berlitz 
, wraz z przydatnym planem miasta. Bardzo ciekawe trasy dla każdego, dużo zdjęć, wyczerpujące opisy.



Przed przystąpieniem do organizowania planu zwiedzania pytam też Męża, czy jest coś specjalnego co chciałby zobaczyć w danym miejscu, czy któreś miejsce powinnam uwzględnić na naszej wycieczkowej mapie. Sama też odpowiadam sobie na to pytanie, oglądam zdjęcia w Internecie. Łatwiej wówczas ustalić priorytety, szczególnie kiedy mamy mocno ograniczony czas. Nasze wyjazdy przeważnie są krótkie, ale intensywne :) 


MAPKA Z TRASĄ ZWIEDZANIA
Przy krótkich wyjazdach bardzo pomocne są mapki z zaznaczonymi punktami, które chcemy odwiedzić. Unikniemy wtedy niepotrzebnego krążenia po mieście z miejsca w miejsce. Aby przygotować taką mapkę potrzebne nam będą wszystkie punkty, które chcemy odwiedzić oraz google.maps. Po kolei zamieszczam punkty wyznaczając najoptymalniejszą trasę, wiem w jakiej odległości znajdują się poszczególne miejsca oraz gdzie dobrze skorzystać z komunikacji miejskiej. Na mapce umieszczam też miejsca, gdzie możemy zjeść lokalne jedzenie. Na każdy dzień przygotowuje inny plan zwiedzania, jednak dobrze pamiętać, że jest to tylko plan, a wyjazd jest dla nas i nie musimy się kurczowo trzymać żadnego harmonogramu. To właśnie jest piękne w wyjazdach na własną rękę :) Kiedy pojechaliśmy do Lizbony miałam przygotowany jak zwykle cudowny i ambitny plan zwiedzania, pierwszego dnia zobaczyć dzielnice Lizbony, drugiego klify i okoliczne miejscowości... nie przypuszczałam, że miasto tak bardzo mnie oczaruje, że nie będę chciała jechać nigdzie indziej, tylko rozkoszować się pięknem Lizbony.  Zgubić się też jest czasem warto, poznać miasto z mniej turystycznej strony. 

Mały tutorial jak zrobić swoją mapkę z trasą zwiedzania znajdziecie w osobnym poście: DIY - mapka z trasą zwiedzania





KOMUNIKACJA MIEJSKA
Kiedy już wiemy co chcemy zobaczyć w danym mieście oraz jak dostać się z lotniska do hostelu, znamy mniej więcej jaki będziemy mieli plan zwiedzania, możemy podjąć też decyzję jakie bilety komunikacji miejskiej będą na nas najkorzystniejsze i co kupić żeby nie przepłacać. Przed każdym wyjazdem sprawdzam, jakie rodzaje biletów obowiązują w danym miejscu oraz co opłata się najbardziej. Czasem będzie to bilet 48godzinny, a czasem wystarczy tylko kilka biletów jednorazowych. Większość tras i tak pokonujemy pieszo, jednak nie wszędzie da się dojść spacerkiem, a czasem po prostu szkoda czasu. Warto też przygotować sobie wcześniej mapkę metra, bądź zaopatrzyć się w takową w informacji turystycznej już na miejscu.


BUDŻET
Najmniej pewna część planowania wyjazdu ;) poza tym przekonałam się już niejednokrotnie, że ile by nie przeznaczyć na budżet to i tak będzie za mało :P Jednak przed wyjazdem staram się chociaż oszacować ile pieniędzy będzie niezbędne.


Uwzględniam takie pozycje jak:
nocleg,
komunikacja miejska
dojazd z i na lotnisko
transport to innych miejscowości (kiedy wiemy, że oprócz miejsca do którego jedziemy chcemy pojechać jeszcze gdzieś indziej)
bilety wstępu (ustalamy gdzie chcemy wejść i sprawdzam koszt biletów do poszczególnych atrakcji)
jedzenie (wcześniej sprawdzam jaki jest orientacyjny koszt posiłku, z reguły zakładam 30e/osoba/dzień)
suveniry (zawsze przywozimy coś dla siebie, do tego pocztówki i drobiazgi dla najbliższych)
atrakcje (jeżeli jedziemy na plażowanie to koszt leżaków, parasoli)
rezerwa (+ min. 10% budżetu)


za resztę zapłacimy kartą Mastercard ;)
swoją drogą polecam kartę kredytową na wyjazdy, nigdy nie wiadomo co się przydarzy, a warto pamiętać, że nie wszędzie honorują zwykłe karty debetowe.



DOKUMENTY
Przed wyjazdem dobrze jest sprawdzić i przygotować wszystkie dokumenty, które będą nam potrzebne na wyjeździe. Dowód osobisty, prawo jazdy, paszport jeżeli udajemy się do kraju, który tego wymaga. Nie odkładajmy tego na ostatnią chwilę, bo przed samym wyjściem z domu, w przedwyjazdowym rozgardiaszu może się okazać, że o czymś zapomnieliśmy, bądź pomyliliśmy dokumenty, które podobnie wyglądają ;)
Dodatkowo wydrukujmy i naszykujmy:
karty pokładowe na samolot, na wszystkie planowane loty
bilety wstępu to atrakcji zakupione przez Internet
rezerwacje hotelu
mapki dojazdu do hotelu
mapki zwiedzania
ubezpieczenie
Dla bezpieczeństwa warto zeskanować i wysłać wszystkie dokumenty oraz rezerwacje na swoją pocztę e-mail. Miałam okazję przekonać się na własnej skórze, że może się to nam uratować życie :) a jak nie życie to na pewno wyjazd i zaoszczędzić niepotrzebnego stresu ;)


Udanego wyjazdu!
M.

25 lipca 2013

Smaki świata

Oprócz podróżowania, fotografii i bycia kobietą mam jeszcze jedną pasję... jedzenie! :D
Stąd pomysł na nową kategorię na blogu - SMAKI ŚWIATA, gdzie będę zamieszczać przepisy na potrawy, które mieliśmy okazję jeść na wyjazdach i które choć na chwilę pozwolą wrócić nam do tamtych miejsc.
Z pewnością najwięcej będzie przepisów z kuchni włoskiej, bo to moja największa kulinarna miłość, ale obiecuję zamieszczać przepisy również z innych regionów.
Bon Appetit!

24 lipca 2013

Z wizytą u Neptuna, Gdańsk 20.07.2013


Mówiłam już, że kocham PolskiegoBusa? :))

Trasa Warszawa-Gdańsk z pewnością będzie przez nas często przemierzana. Nie tylko dlatego, że WizzAir ma bardzo interesującą ofertę lotów z Gdańska, szczególnie na kierunki skandynawskie, ale nawet tak po prostu jako odskocznia od codzienności, spędzenia wolnego dnia w inny niż zazwyczaj sposób. I tak właśnie, kupiliśmy bilety do Gdańska, w wcale nie najniższej cenie 29zł za dwie osoby w dwie strony, tylko po to, żeby zobaczyć nasze polskie morze :)
Trasa do Gdańska, w sobotę, tym bardziej w środku wakacji jest bardzo popularna, szczególnie wśród młodzieży. My zdecydowaliśmy się na wyjazd o godzinie 5.30 (10.30 planowo w Gdańsku) i powrót tego samego dnia o 19.30 (w Warszawie o 24.30). Polskim Busem jechałam nie pierwszy raz, ale tym razem przewoźnik bardzo mnie zaskoczył. Nie zdążyliśmy wyjechać z Warszawy, stewardessa rozdała każdemu pasażerowi poczęstunek: słodką bułkę i napój. Ale to nie wszystko, chwilę później dostaliśmy również herbatniki i ... lody. Mały gest, a jak przyjemnie się zrobiło :) Podróż przebiegła przez problemów, autobusy Polskiego Busa są bardzo komfortowe, pod każdym siedzeniem jest gniazdko z dostępem do prądu, więc biorąc ze sobą laptopa można naprawę miło spędzić czas.
Do Gdańska dojechaliśmy z 30min opóźnieniem. Tym razem nie mieliśmy żadnego planu na zwiedzanie, żadnych rzeczy, które koniecznie chcielibyśmy zobaczyć, przyjechaliśmy na mały spontant, po prostu miło spędzić czas bez żadnego spięcia. PolskiBus zatrzymuje się na dworcu autobusowym, zaraz przy Dworcu Głównym PKP. Niedaleko dworca znajduje się piękna gdańska starówka, można pojechać stąd bezpośrednio na plaże tramwajem numer 3 (przystanek Brzeziny), albo do okolicznych - Gdyni, Sopotu, czy Helu. Na co tylko mamy ochotę :)


Zaczęliśmy od spaceru po starówce. Z informacji turystycznej, która znajduje się w podziemiach przy peronach dworca PKP wzięliśmy mapkę z najważniejszymi atrakcjami i ruszyliśmy przed siebie
Przeszliśmy pod pomnik Jana Heweliusza, a dalej ulicą Podmłyńską obok Wielkiego Młynu oraz kościoła św. Katarzyny, gdzie znajduje się punkt widokowy (wejście kosztuje 10zł). Udaliśmy się w kierunku ulicy Długiej, gdzie znajduje się większość gdańskich atrakcji: Brama Wyżynna, Złota Brama, Dwór Artusa, Ratusz, Fontanna Neptuna czy Brama Zielona. Ulica Długa prowadzi do ulicy Długie Pobrzeże i słynnego Żurawia. Chodziliśmy chwilę po uliczkach starówki, zjedliśmy gofra, wypiliśmy piwo w jednej z knajpek z widokiem na Mołtawę, przeszliśmy pod Sołdka, pierwszy statek zbudowany całkowicie w Polsce po II wojnie światowej.
W Gdańsku byliśmy już niejednokrotnie, odwiedziliśmy najważniejsze muzea tego miasta, dlatego tym razem zdecydowaliśmy się jedynie na spacer po mieście. Dla osób uwielbiających styl miejski tak jak ja, jest to wystarczająca atrakcja :)


Popołudnie spędziliśmy na plaży. Spod dworca dostać się tam można wspomnianym wcześniej tramwajem 3, czas przejazdu ok 30min. Plaża jest szeroka, piasek delikatny i czysty, a morze... morze jest wręcz magiczne :) Przy dobrej pogodzie można spędzić cały dzień na wpatrywaniu się w granatową głębię i wsłuchiwać się w szum fal. Do tego zimne piwko i niczego więcej nie potrzeba do spędzenia błogiego dnia z dala od codziennego zgiełku.
Największe atrakcje na Starym i Głównym Mieście w Gdańsku:
Ulica Długa i Długi Targ:
 - Ratusz Głównego Miasta z carillonem
 - Dwór Artusa
 - Fontanna Neptuna
 - Złota Kamieniczka
Żuraw
Wielka Zbrojownia
Brama Mariacka
Brama Złota
Brama Zielona
Hala Targowa
Katownia i Wieża Więzienna
Kościół św. Katarzyny
Wielki Młyn
Mały Młyn

Gdańsk 20.07.2013








 





















19 lipca 2013

Suchy prowiant dla dbających o linie

Czy Wy też tak macie, że jak tylko wsiądziecie do pociągu, czy autokaru to od razu chce się Wam jeść? ;)
To, że kocham jeść nie jest żadną tajemnicą, szczególnie zauważalne jest to w pracy, gdzie codziennie targam siatki jedzienia, jakbym szykowała się na wojnę. W końcu 8h bez dostępu do własnej lodówki to nielada wyczyn!
Równie namiętnie szykuje jedzenie na każdy wyjazd, duży i mały :) Na kilka dni wcześniej zastanawiam się, co ze sobą zabrać, co kupić, ile kanapek będzie potrzeba, a i mój Mąż na co będzie miał ochote. Kilka godzin w podróży potrafi bardzo wyostrzyć apetyt. A do tego chciałabym, żeby było zdrowo i bez efektów ubocznych dla mojej figury.

Poniżej kilka propozycji na suchy prowiant w wersji "be fit" ;)


- kanapki
Zdrowsze będą te przygotowane z pieczywa pełnoziarnistego, z dużą ilością warzyw. Nie ma problemu, jeżeli planujemy zjeść nasze kanapki w przeciągu kilku godzin od ich zrobienia, jeżeli jednak istnieje możliwość, że przeleżą w naszym plecaku kilkanaście godzin, lepsze będą kanapki z sosami zamiast warzyw. Nie namokną tak bardzo, a dzięki dodatkom w postaci musztardy czy keczapu nie będą tak suche i zapychające. Jeżeli robimy różne kanapki, bądź dla kilku osób, można dodatkowo je opisać. Początkowo ten patent może wydawać się śmieszny, ale osoby z którymi miałam okazję podróżować szybko go polubiły :))
- owoce
Zdrowa przekąska, alternatywa dla słodyczy. Warto jednak zwróć uwagę na to jakie owoce ze sobą zabieramy i jaki charakter na nasz wyjazd. Owoce twarde, łatwe w spożyciu będą dobre na każdą okazję: jabłka, gruszki, nektarynki (ale nie te bardzo dojrzałe). Dobrze sprawdzają się też owoce zamknięte w pojemniczkach, jak borówki czy maliny - idealne do podjedzenie np. podczas odlądania filmu!
- warzywa
Moje ulubione w podróży to pomidorki cherry, małe, łatwe do zjedzenie i podzielenia się z innymi, a przede wszystkim pyszne! Dobrze sprawdzają się zarówno jako dodatek do kanapek, badź jako samodzielna przekąska. Często zabieram też ze sobą obrane wcześniej marchewki, idealne kiedy mam ochotę na coś do pochrupania :) Jeżeli chcemy zabrać również inne warzywa czy sałatkę, dobrze jest spakować je w pojemniczek, np. po lodach, który później będziemy mogli wyrzucić i nie będzie nam zabierał miejsca w bagażu.
- słodycze i przekąski
Jest to ta grupa produktów, których staram się unikać, szczególnie kiedy czeka mnie długa podróż. Słodycze kocham i na codzień trudno mi się bez nich obejść, ale podczas siedzenia w pociągu, czy autobusie nasze zapotrzebowanie energetyczne nie jest tak duże, kiedy na przykład spędzamy cały dzień na aktywnym wypoczynku. Zawsze jednak mam w torbie batonika musli bądź jeszcze lepiej - ciasteczka owsiane własnej roboty! (PRZEPIS) Pyszne, zaspokają chęć na coś słodkiego, a do tego zawierają dużo cennych składników jak błonnik czy dobre tłuszcze z orzechów. Co ważniejsze mam pewność, że nie ma w nich niepotrzebnej chemii :)
Kobiece zachcianki są nie do przewidzenia, mamy już coś konkretniejszego - kanapki, coś do pochrupania - marchewki, jabłka, gruszki, coś do pojedzenia dla zabicia czas - pomidorki, borówki, coś słodkiego - ciasteczka, zostało... coś słonego! Ze słonych przekąsek zabieram pistacje! wystarczy tylko kilka, żeby zaspokoić ochotę na słone :)
- napoje
Woda, woda i jeszcze raz tylko woda! Piwo będzie już po dotarciu do miejsca docelowego ;)

9 lipca 2013

Moja pierwsza oblotówka - Bella Italia!

Wczoraj kupiliśmy ostatni bilet do naszego wrześniowego wyjazdu - Bella Italia! :D
8 dni we Włoszech, 8 dni najlepszego pod słońcem jedzenia, pięknych miast i niezapomnianej przygody. Z racji tego, że nie lubimy zbyt długo siedzieć w jednym miejscu, w tym roku zdecydowaliśmy się na oblotówkę.
Odwiedzimy 4 nowe miejsca we Włoszech, odbędziemy 5 lotów spędzając w samolotach ponad 9h, zjemy tysiące kalorii i zrobimy mnóstwo zdjęć. Będzie to nasz pierwszy tego typu wyjazd, wyszukany i zorganizowany całkowicie samodzielnie, i już widzimy, że nie jest idealny. Ale jak mówią, podróże kształcą, my uczymy się cały czas :)
 
 
 
Harmonogram wyjazdu przedstawia się następująco:
07.09.2013 Warszawa Modlin (12:25) - Piza (14:55) by Rayanair
10.09.2013 Mediolan Malpensa (07:00) - Palermo (08:40) by EasyJet
12.09.2013 Palermo (07:15) - Mediolan Malpensa (08:35) by EasyJet
12.09.2013 Mediolan Malpensa (12:30) - Neapol (13:50) by EasyJet
14.09.2013 Neapol (20:15) - Katowice (22:20) by WizzAir
Z Pizy do Florencji i z Florencji do Mediolanu pojedziemy pociągiem, natomiast z Katowic do Warszawy PolskimBusem.
Nie pozostaje nic innego, jak dogrywać szczegóły wyjazdu :)

7 lipca 2013

Sezon na rok 2014 - oficjalnie rozpoczęty!

Okres urlopowy w pełni... Przed nami jeszcze 2 tygodnie wakacji we wrześniu, tygodniowy wyjazd w grudniu i w efekcie zostało zaledwie 3 dni niewykorzystanego urlopu na rok bieżący, które wolałabym zostawić na czarną godzinę. A tu z dnia na dzień pojawiają się coraz lepsze promocje, Mąż chory, bo tak dawno nie kupił żadnego biletu... W niedzielne leniwe popołudnie przeglądaliśmy ofertę tanich przewoźników na przyszły rok.
I stało się... Kupiliśmy pierwsze bilety na 2014 rok!

Gruzja na 4 pełne dni, 228zł RT/ os. moim ulubionym WizzAirem :)




Weekend nad morzem, Sarafovo, 22-25.06.2013


Brak słońca tej zimy sprawił, że oddałabym wszystko, aby spędzić kilka dni w miejscu, gdzie jest na prawdę ciepło. Ale jak przeżyć w pracy, kiedy wakacje się rozpoczęły się pełną parą do naszego urlopu zostało ponad 2 miesiące? Idealnym rozwiązaniem jest weekendowy wyjazd nad morze. Jednak zamiast naszego Bałtyku, gdzie o tej porze roku pogoda jest niepewna, a woda w morzu lodowata, zdecydowaliśmy się na jeden z popularniejszych kierunków wybieranych przez Polaków na wakacje - Bułgarię. Miejsce, o którym marzył chyba każdy i gdzie wciąż, co roku przyjeżdża tysiące Polaków. Bułgaria, powiew południowego luksusu z lat 80tych.

Bilety WizzAir do Burgas, a właściwie do Sarafova oddalonego o 10km od Burgas kupiliśmy za 160zł RT/os. Lotnisko w pierwszej chwili wydaje się niewielkie, ale w godzinach porannych obsługuje bardzo dużą ilość pasażerów. Ku mojemu zaskoczeniu to wcale nie Polaków było najwięcej, dookoła słychać było rozmowy w języku rosyjskim, czy nawet niemieckim. Warto zaznaczyć, że w związku z ruchem, jaki odbywa się na lotnisku i szczegółową kontrolą bezpieczeństwa, warto przyjść na odprawę nieco wcześniej, aby ze spokojem odczekać swoje w kolejce.

Z lotniska bez problemu można dostać się do Burgas, czy też do bardziej rozrywkowego i tętniącego życiem Słonecznego Brzegu. Ponieważ nie należymy do osób zbytnio imprezowych, postanowiliśmy spędzić te kilka dnia w zdecydowanie mniejszym i spokojniejszym Sarafovie. Hotel Briz, w którym mieliśmy rezerwację, oddalony jest od lotniska ok 1,5km i bez najmniejszego wysiłku można dostać się do niego bez korzystania z komunikacji miejskiej, czy taksówki, po prostu spacerem. Podczas przygotowań do wyjazdu natknęłam się na określenie, że Sarafovo staje się Beverly Hills Burgas, przedmieściami, gdzie przeprowadza się coraz więcej zamożnych mieszkańców. Na chwilę obecną w dalszym ciągu jest to niewielka miejscowość, oferująca spokojny wypoczynek i świetną pogodę, gdzie znajduje się kilka hoteli i podobna ilość restauracji. Widać, że miejsce ma potencjał i z sezonu na sezon turystycznie rozwija się coraz bardziej. Na każdym kroku spotykaliśmy budynki w trakcie budowy, które zapewne będą pełniły rolę pensjonatów. Plaża w Sarafovie wydawała mi się bardziej zanieczyszczona niż nasze plaże, być może było to spowodowane ogromną ilością dużych muszli, często pokruszonych, ale chodzenie boso po plaży nie wchodziło w grę. Inna sprawa, że piasek był tak rozgrzany, że bez obuwia trudno było na nim ustać. Pogoda nad Morzem Czarnym w sezonie jest niemal gwarantowana. Od świtu aż to zmierzchu było wręcz upalnie. Temperatura powietrza przekraczała 30stopni, za to w morzu było przyjemne 20stopni. Jedyny ratunek widzieliśmy w Zagorce, orzeźwiającym lokalnym piwie, prosto z lodówki. Siedząc na plażowych leżakach, sącząc kolejne już piwo, zastanawiałam się, dlaczego inni nie korzystają z dobrodziejstw lokalnego trunku w tak upalny dzień... Odpowiedź znalazłam już po 4 godzinach plażowania. Oboje spiekliśmy się niemiłosiernie! Mimo używania filtrów 30UV, po zaledwie kilku godzinach na słońcu, nabawiliśmy się takich poparzeń, że resztę wyjazdu spędziliśmy w cieniu.


Sarafovo to idealne miejsce dla osób, które potrzebują odpocząć od codziennego zgiełku, a do wypoczynku wystarczą im dobra pogoda, plaża, woda i kilka knajpek z lokalnym jedzeniem. Nie odnajdą się tutaj natomiast osoby szukające atrakcji oraz rozrywki.


Sarafovo 22-25.06.2013