31 lipca 2013

Toast po wieżą Eiffla, Paryż 3-6.02.2012


Korzystając z chwili wolnego postanowiłam napisać zaległą relację z Paryża. Co prawda byliśmy tam w lutym 2012, wiele wspomnień i emocji związanych z wyjazdem zdążyło ulecieć, ale postaram się opisać, chociaż trasę naszego zwiedzania oraz kilka suchych faktów, może dla kogoś okażą się przydatne :)
Paryż, miasto zakochanych, miasto, do którego zawsze chciałam pojechać. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że to nierealne mrzonki, za droga impreza, niedostępna fanaberia... Kto by pomyślał, że za niespełna 124pln można spełnić marzenia i zrobić zdjęcie miłości pod wieżą Eiffla!
Do Paryża lecieliśmy liniami WizzAir z Poznania. Lotnisko Beauvais oddalone jest od centrum miasta jakieś 80km lecz bez problemu można dostać się do dworca Paris Porte Maillot w Paryżu aerobusem, koszt 14 euro w jedną stronę, czas przejazdu ok 1h. Warto pamiętać, że autobusy z Paryża na lotnisko są synchronizowane z odlotami, odjeżdżają 3h przed odlotem. Podróżujących jest wielu, dlatego warto przybyć na dworzec nieco wcześniej, aby na spokojnie dostać się na lot powrotny.
Wraz z przyjaciółmi zarezerwowaliśmy prywatny pokój 4os. w hostelu AIJ. Płaciliśmy po 17euro, w cenie było wliczone śniadanie: bagietka, masło, dżem oraz kawa, herbata, czekolada do woli. Dodatkowo na recepcji stał automat z gorącą wodą, więc w każdej chwili można było zrobić zupkę chińską czy herbatę. Standard bardzo hostelowy ;) łózka piętrowe, pościel, poduszka, sejf, szafka.. Brakowało nam jakiegoś stolika, krzesła. W 4os pokojach prywatnych jest łazienka i to jest duży komfort. Inaczej łazienka jest na korytarzu. Mimo wszystko, cena i lokalizacja rekompensują niewysokie standardy hotelu, byliśmy bardzo zadowoleni. Hostel znajduje się przy stacji metra Ledru - Rollin, a w okolicy jest duży sklep spożywczy, bardzo dobrze zaopatrzony. Ku naszemu zaskoczeniu mieli nawet plastikowe kieliszki do szampana, których nie mogliśmy znaleźć w Polsce, na wypadek, gdyby ktoś miał ochotę wypić szampana pod wieżą Eiffla... my mieliśmy! ale o tym zaraz ;)
Do hotelu dotarliśmy wczesnym popołudniem, jednak zważywszy na to, że w lutym dnie są bardzo krótkie, do pierwszego punktu naszego zwiedzania - Moulin Rouge dotarliśmy już po zmierzchu. Wcale nie żałowaliśmy! Dzielnica czerwonych latarni zdecydowanie zyskuje odwiedzana nocą :D Dalej spacerem udaliśmy się w kierunku Bazyliki Sacré Coeur, gdzie spędziliśmy chwilę podziwiając światła Paryża.
Kolejnego dnia, po szybkiej kawie w pobliskiej kawiarni udaliśmy się na rzeczywiste spotkanie ze stolicą Francji. Metrem udaliśmy się do jednego z najbardziej charakterystycznych punktów w mieście - Łuku Triumfalnego. Mimo wczesnej pory i mroźnego lutowego poranka wkoło zbierało się coraz więcej turystów, chętnych na zrobienie zdjęcia na placu Charles'a de Gaulle'a. Od Łuku Triumfalnego podążyliśmy Avenue des Champs-Élysées, potocznie zwanymi Polami Elizejskimi w kierunku Luwru. Avenue des Champs-Élysées to ekskluzywna ulica w VIII dzielnicy z licznymi butikami i restauracjami. Spacer do Luwru zajął nam ponad godzinę, z przerwą na skorzystanie z diabelskiego młynu, znajdującego się w okolicach Obelisku. Pod Luwrem zatrzymaliśmy się jeszcze na pieczone kasztany, przysmak paryżan, które delikatnie rozgrzały nasze zmarznięte ciała od środka. Miłym zaskoczeniem był darmowy wstęp do Luwru dla osób poniżej 26r.ż, jednak tylko po okazaniu dokumentu, na którym znajduje się data. W przeciwnym razie za wstęp trzeba zapłacić. Muzeum jest ogromne i spokojnie można spędzić w nim cały dzień. My jednak mieliśmy ograniczony czas, dlatego zobaczyliśmy tylko kilka najważniejszych dzieł: Wenus z Milo, Nike z Samotraki i oczywiście Mona Lisa, Leonarda da Vinci. Drugą część dnia spędziliśmy spacerując po Dzielnicy Łacińskiej, aby w końcu dotrzeć do znajdującej się na niewielkiej wysepce na Sekwanie Katedry Notre-Dam. Piękna katedra w stylu gotyckim, ze zjawiskową rozetą w środku i magicznymi maszkaronami z zewnątrz. Zdecydowanie Katedra Notre-Dam jest jedną z najbardziej fascynujących budowli sakralnych w Europie, wartych zobaczenia.
Drugi dzień rozpoczęliśmy z lekkimi zakwasami po spacerze dnia poprzedniego, dlatego też jednogłośnie uznaliśmy, że tym razem, częściej skorzystamy z metra. Pierwszym punktem, który chcieliśmy zobaczyć był cmentarz Pere-Lachaise, oddalony od naszego hostelu zaledwie kilkaset metrów, dlatego mimo postanowienia udaliśmy się piechotą. Zazwyczaj nie odwiedzamy cmentarzy, ale ten wydał się nam wyjątkowy. Odnaleźliśmy groby Chopina, Jimiego Morrisona, Moliera oraz Édith Piaf. Dalej, już metrem, udaliśmy się pod Bazylikę Sacré-Cour. Kolejna świątynia w Paryżu, którą trzeba zobaczyć! Do bazyliki prowadzą wysokie schody, na których niezależnie od pory roku przesiadują tłumy. My również postanowiliśmy skorzystać z odrobiny słońca. U podnóży bazylki rozpościera się słynna paryska dzielnica Montmartre, stara część miasta z kamienicami i brukowanymi uliczkami, w chwili obecnej zdominowany przez handlarzy i naciągaczy. Tych ostatnich zresztą w Paryżu jest bardzo dużo i z przykrością muszę stwierdzić, że Paryż jest najniebezpieczniejszym miastem, w jakim do tej pory byłam. Uważać na siebie trzeba wszędzie, wiadomo, ale tylko w Paryżu na stacjach metrach widać było porzucone damskie torebki i uliczne pościgi za drobnymi złodziejaszkami. Zjawisko to rzuciło się nam w oczy szczególnie w okolicy Sacré-Cour, gdzie zawsze są tłumy i na prawdę nietrudno o kradzież.
Ostatnim, ale i najważniejszym punktem naszej wycieczki była Wieża Eiffla. Na tą część przeznaczyliśmy zdecydowanie najwięcej czasu, aż kilka godzin. Oprócz wjazdu na taras widokowy chcieliśmy zrobić wspomniane wcześniej zdjęcie miłości do rodzinnego albumu oraz wypić szampana za ćwierćwiecze ;) tak się składa, że ja i moja przyjaciółka obchodzimy urodziny 2 dni po sobie, czy można wymarzyć sobie lepszy prezent na 25 urodziny aniżeli wzniesienie toastu pod wieżą Eiffla w gronie najlepszej przyjaciółki i naszych ukochanych mężczyzn? :D Pod samą wieżą dużo było policji i służb pilnujących bezpieczeństwa, dlatego wybraliśmy się do pobliskiego parku, żeby na spokojnie celebrować naszą chwile :))
Bilet na taras widokowy kupiliśmy wcześniej, przez Internet. Sprawdziłam na jaką godzinę planowany jest zachód słońca i na tą właśnie godzinę zarezerwowałam wejście. Przed wieżą zawsze ustawia się kolejka chętnych na wjazd na taras widokowy, dlatego jest to bardzo wygodne rozwiązanie, pozwala uniknąć chociaż częściowego oczekiwania. Zmierzch zapadł szybko, kiedy zeszliśmy z tarasu było już całkowicie ciemno. Przywitała nas zupełnie inna, rozświetlona tysiącami światełek Wieża Eiffla.
To była wspaniała przygoda, wspaniałe przeżycie ze wspaniałymi ludźmi.

Od razu po powrocie odczuwałam jednak lekkie rozczarowanie Paryżem, wydał mi się on trochę przereklamowany. Dzisiaj, po kilku miesiącach od wyjazdu, kiedy piszę tą relację czuję ogromny sentyment do całego miasta i wiem, że chciałabym tam wrócić.

2 komentarze:

  1. A ja Paryż odwiedziła całkiem nie dawno,bo 29.12.2014r i byłam do02.01.2015r wymażona podróż z ukochanym,planowana od 8lat w stecz!Nigdy go nie zapomnę,z chęcią powròce.Widok przepięknie rozswietlonej Wieży Eiffla na zawsze pozostanie w mej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  2. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=335075750013607&set=pcb.335075823346933&type=1

    OdpowiedzUsuń