7 lipca 2013

Weekend nad morzem, Sarafovo, 22-25.06.2013


Brak słońca tej zimy sprawił, że oddałabym wszystko, aby spędzić kilka dni w miejscu, gdzie jest na prawdę ciepło. Ale jak przeżyć w pracy, kiedy wakacje się rozpoczęły się pełną parą do naszego urlopu zostało ponad 2 miesiące? Idealnym rozwiązaniem jest weekendowy wyjazd nad morze. Jednak zamiast naszego Bałtyku, gdzie o tej porze roku pogoda jest niepewna, a woda w morzu lodowata, zdecydowaliśmy się na jeden z popularniejszych kierunków wybieranych przez Polaków na wakacje - Bułgarię. Miejsce, o którym marzył chyba każdy i gdzie wciąż, co roku przyjeżdża tysiące Polaków. Bułgaria, powiew południowego luksusu z lat 80tych.

Bilety WizzAir do Burgas, a właściwie do Sarafova oddalonego o 10km od Burgas kupiliśmy za 160zł RT/os. Lotnisko w pierwszej chwili wydaje się niewielkie, ale w godzinach porannych obsługuje bardzo dużą ilość pasażerów. Ku mojemu zaskoczeniu to wcale nie Polaków było najwięcej, dookoła słychać było rozmowy w języku rosyjskim, czy nawet niemieckim. Warto zaznaczyć, że w związku z ruchem, jaki odbywa się na lotnisku i szczegółową kontrolą bezpieczeństwa, warto przyjść na odprawę nieco wcześniej, aby ze spokojem odczekać swoje w kolejce.

Z lotniska bez problemu można dostać się do Burgas, czy też do bardziej rozrywkowego i tętniącego życiem Słonecznego Brzegu. Ponieważ nie należymy do osób zbytnio imprezowych, postanowiliśmy spędzić te kilka dnia w zdecydowanie mniejszym i spokojniejszym Sarafovie. Hotel Briz, w którym mieliśmy rezerwację, oddalony jest od lotniska ok 1,5km i bez najmniejszego wysiłku można dostać się do niego bez korzystania z komunikacji miejskiej, czy taksówki, po prostu spacerem. Podczas przygotowań do wyjazdu natknęłam się na określenie, że Sarafovo staje się Beverly Hills Burgas, przedmieściami, gdzie przeprowadza się coraz więcej zamożnych mieszkańców. Na chwilę obecną w dalszym ciągu jest to niewielka miejscowość, oferująca spokojny wypoczynek i świetną pogodę, gdzie znajduje się kilka hoteli i podobna ilość restauracji. Widać, że miejsce ma potencjał i z sezonu na sezon turystycznie rozwija się coraz bardziej. Na każdym kroku spotykaliśmy budynki w trakcie budowy, które zapewne będą pełniły rolę pensjonatów. Plaża w Sarafovie wydawała mi się bardziej zanieczyszczona niż nasze plaże, być może było to spowodowane ogromną ilością dużych muszli, często pokruszonych, ale chodzenie boso po plaży nie wchodziło w grę. Inna sprawa, że piasek był tak rozgrzany, że bez obuwia trudno było na nim ustać. Pogoda nad Morzem Czarnym w sezonie jest niemal gwarantowana. Od świtu aż to zmierzchu było wręcz upalnie. Temperatura powietrza przekraczała 30stopni, za to w morzu było przyjemne 20stopni. Jedyny ratunek widzieliśmy w Zagorce, orzeźwiającym lokalnym piwie, prosto z lodówki. Siedząc na plażowych leżakach, sącząc kolejne już piwo, zastanawiałam się, dlaczego inni nie korzystają z dobrodziejstw lokalnego trunku w tak upalny dzień... Odpowiedź znalazłam już po 4 godzinach plażowania. Oboje spiekliśmy się niemiłosiernie! Mimo używania filtrów 30UV, po zaledwie kilku godzinach na słońcu, nabawiliśmy się takich poparzeń, że resztę wyjazdu spędziliśmy w cieniu.


Sarafovo to idealne miejsce dla osób, które potrzebują odpocząć od codziennego zgiełku, a do wypoczynku wystarczą im dobra pogoda, plaża, woda i kilka knajpek z lokalnym jedzeniem. Nie odnajdą się tutaj natomiast osoby szukające atrakcji oraz rozrywki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz