25 listopada 2013

Dublin Guinnessem płynący, 16-17.11.2013

Nie da się opisać emocji jakie towarzyszą przy szukaniu tanich biletów lotniczych i satysfakcji, jak już się te bilety znajdzie. A dodatkowo gdy ów znalezisko znajdzie się na jednym z popularnych serwisów o tanim lataniu to już w ogóle rozpiera duma :)) tak było z biletami do Dublina i promocją Ryanair, którą wypatrzył mój Mąż - łowca tanich biletów i która zaraz potem pojawiła się na stornie fly4free.pl - TU :) Nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji i ruszyliśmy na podbój zielonej wyspy!
Muszę przyznać, że nie były to nasze pierwsze bilety do Irlandii. Zaraz po szkole średniej, kiedy w Polsce zapanował boom emigracyjny i my chcieliśmy wyjechać w poszukiwaniu szczęścia... Na tydzień przed planowanym wylotem zrezygnowaliśmy i zostaliśmy w Polsce, żeby 6lat później odwiedzić Irlandię jako turyści :)
Irlandia ma wiele symboli, z którymi może się kojarzyć, jednak mnie pierwsza rzecz jaka nasuwa się na myśl o Dublinie to.. Guinness. I słusznie, bo historia browaru Giunness sięga już ponad 250lat, przyniósł on ogromną sławę Irlandii na całym świecie. Jednak działalność właściciela tego browaru wykracza poza przygotowywanie najpopularniejszego trunku Irlandii. Rodzina Giunnessa zrobiła bardzo wiele dla Dublina, jako zamożni przedsiębiorcy brali aktywny udział w życiu publicznym, finansując m.in odbudowę najważniejszej katedry w Irlandii - Katedry św. Patryka czy pomagając biedniejszym mieszkańcom Dublina na znalezieniu mieszkania oferując coś na wzór mieszkań socjalnych.


Nasz wyjazd do Dublina był absolutnie spontaniczny, a przygotowanie ograniczyło się jedynie do zarezerwowania noclegu w hostelu w dzielnicy Tempel Bar. Jedynym celem wyjazdu było spróbowania kultowego piwa Guinness w jednym z wielu pubów w Tempel Bar. Nie był to zbyt ambitny cel, ani tym bardziej trudny do zrealizowania, ale za to jaki przyjemny! :) Reszta planu zwiedzania była tworzona na bieżąco, mając do dyspozycji mapkę z Biura Informacji Turystycznej oraz aplikację TripAdvisor.
Lotnisko w Dublinie położone jest ok 30min drogi od centrum miasta. Z lotniska odjeżdża autobus komunikacji miejskiej 747, który kosztuje 6€ w jedną stronę lub 10€ przy zakupie biletu w dwie strony. Wysiedliśmy na głównej ulicy O'Connell street, skąd zaczęliśmy swoją wycieczkę po Dublinie. Na samym środku O'Connell street znajduje się nowoczesna Spire of Dublin, czyli mierząca 120m "szpilka" będąca w samym sercu Dublina. Z O'Connell street ruszyliśmy wzduż rzeki Liffey w kierunku mostu im. Samuela Becketta, nawiązującego swoim kształtem do harfy, kolejnego symbolu współczesnego Dublina, a po drodze mijaliśmy The Custom House. Z mostu im. Samuela Becketta przeszliśmy w okolicę Pearse Square Park, niewielkiego miejskiego skweru, wkoło którego znajdują się charakterystyczne niskie bloki w stylu gregoriańskim, wykonane z cegły, charakteryzujące się regularnymi, symetrycznymi kształtem budynków oraz kolorowymi, uroczymi drzwiami. Dalej ruszyliśmy w stronę Trinity College, a następnie już do głównego punktu wycieczki, na Temple Bar. Atmosfera na Temple Bar jest wyjątkowa, podobna nieco do tej panującej w Amsterdamie, jednak wydaje mi się, że Irlandczycy są bardziej otwarci w stosunku do obcych. Trudno w to uwierzyć, ale w sobotę o godzinie 17.00 trudno było znaleźć wolny stolik w którymkolwiek pubie na Tempel Bar, a jest ich tam mnóstwo! Zostawiliśmy rzeczy w hostelu zabraliśmy się na realizowanie celu wyjazdu :D Przeciskając się przez tłum ludzi w cieszącym się największą popularnością pubie w Dublinie The Temple Bar udało się nam zająć miejsce siedzące i rozkoszować się kremowym, gęstym Guinnessem. Jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia co my, wiele osób stało, ale wszyscy bardzo dobrze się bawili :) muzyka na żywo, głośnie rozmowy i śmiechy, w takim miejscu nikt nie czuje się samotny!


Drugiego dnia po skromnym, ale smacznym śniadaniu w hostelu udaliśmy się w kierunku Christ Church Cathedral, aby zobaczyć również nieco inne oblicze Dublina, niż do tej pory. Katedra Kościoła Chrystusowego wraz z katedrą św. Patryka należąca do kościoła Irlandii, wywodzącego się z tradycji protestanckiej. Wejście do obu katedr jest płatne dla zwiedzających, co było dla mnie małym zaskoczeniem. Jednak z zewnątrz też urzekają swoją architekturą. Katedra św. Patryka była następnym punktem naszej wycieczki. Znajduje się ona na terenie dużego ogrodu zamykanego na porę nocną. Dalej przeszliśmy do Zamek Dublińskiego, a właściwie to pozostałości jakie po nim zostały i w sumie tyle jeżeli chodzi o zabytki w tym mieście. Mając do dyspozycji trochę wolnego czasu postanowiliśmy udać się do znajdującego nie nieco poza obrzeżami ścisłego centrum Guinness Storehouse. Aby trafić do browaru nie potrzebne są żadne mapy, w całej okolicy unosi się zapach palonego jęczmienia i wygazowanego piwa. W Guinness Storehouse można poznać historię marki bądź dowiedzieć się różnych ciekawostek, że perfekcyjną pintę Guinnessa nalewa się dwustopniowo przez 119.53 sek, a pianka powinna mieć wysokość 14-21milimetrów. Jednak żeby poznać fenomen Guinnessa trzeba go po prostu skosztować!

wskazówki:
- bilet na autobus 747 na trasie lotnisko-centrum kosztuje 6€ w jedną stronę lub 10€ w dwie strony, bilety można kupić w maszynie na przystanku przed terminalem
- wejście do budynków sakralnych wchodzących w skład Kościoła Irlandzkiego jest płatne dla zwiedzjących
- koszt Guinnessa w the Temple Bar to 6€






1 komentarz:

  1. Ja zamiast Guinessa zamówiłabym Irish Creme, to moja wielka słabość :). Ciekawa relacja!

    OdpowiedzUsuń