30 listopada 2013

Mój pierwszy lot z Ryanair - ocena

Przez wszystkie niepochlebne opinie, jakie ciągle słyszałam o Ryanair starałam się unikać tego niskobudżetowego przewoźnika jak ognia. Czarny PR głosił, że samoloty są jak autobusy podmiejskie, że stare i niepewne, że nawet piloci boją się nimi latać, bo szefostwo oszczędza na paliwie, że przez cały lot pasażer nękany jest reklamami, że za wszystko trzeba dopłacać i w ogóle Ryanair to ostateczność. Te wszystkie informacje w połączeniu z moim lękiem przed lataniem sprawił, że przez dwa lata naszych podniebnych podróży ani razu nie skorzystaliśmy z usług Ryanair, a każda ewentualność zakupu biletów u właśnie tego przewoźnika doprowadzał mnie do palpitacji serca i zimnych potów.



Do czasu pojawienia się biletów z Warszawy do Dublina w bardzo dobrej cenie i nieodpartej pokusy kupienia ich. Zaryzykowałam, raz się żyje - pomyślałam i tak o to mam za sobą pierwsze dwa loty z Ryanair i potrzebę podzielenia się wrażeniami z podkładu. Nie lubię jak coś mnie ogranicza, a do tej pory czarny PR i strach przed Ryanair ograniczał mnie bardzo, jak się okazało zupełnie nie potrzebnie.
Bramki otwarte, zaczynamy boarding... Z lekką nieśmiałością i szybkim biciem serca idę w kierunku maszyny Boeing 737-800. Pierwsze, co rzuciło mi się to stan techniczny samolotu. Spodziewałam się zardzewiałego złomu, a samolot na który właśnie wchodziłam był praktycznie nowy! Od razu poczułam się pewniej :) W środku również było czysto i bez widocznych oznak wyeksploatowania samolotu. Zdarzało mi się latać znacznie starszymi maszynami. Szybko zajęliśmy wolne miejsca, w Ryanair nie ma numerowanych miejsc, za dodatkową opłatą można wykupić konkretne miejsce podczas odprawy, ale my z tego nie skorzystaliśmy.



Kolejną rzeczą, która zwróciła moją uwagę była rozbrzmiewała z głośników relaksacyjna muzyka towarzysząca podczas przyjmowania pasażerów na pokład. Fajny pomysł, jednak z czasem muzyka wywołała u mnie odwrotny efekt i wzrost napięcie przed startem, pamiętacie scenę z Titanica, kiedy statek tonął a w tle przygrywała orkiestra.. trochę tak się właśnie czułam ;) Dodatkowo mój stres związany z lękiem przed lataniem wzbudzała instrukcja bezpieczeństwa znajdująca się na każdym zagłówku poprzedzającego fotela, nie sposób było na nią nie patrzeć. Zapewne w krytycznych sytuacjach miałoby to swoje dobre strony, bo każdy miałby najważniejsze informacje przed sobą, jednak do momentu startu wolałam nie myśleć o jakichkolwiek krytycznych sytuacjach ;)

Sam lot przebiegł bez najmniejszych niedogodności. Obsługa pokładu przeszła zaledwie kilka razy, z przekąskami, posprzątać i raz oferując Ryanairowe zdrapki. I po raz kolejny miłe zaskoczenie, spodziewałam się znacznie więcej nagabywania stewardes, co dla osób bojących się latać wcale nie musiałoby być minusem, lubię mieć stewardessy w zasięgu wzroku ;) Po wylądowaniu z głośników rozległy się fanfary i oklaski, oznaczające wylądowanie przed czasem. Taka wisienka na torcie.

Z całą pewnością nie był to ostatni lot z Ryanair, tym bardziej, że siatka połączeń z podwarszawskiego Modlina jest bardzo dobrze rozwinięta i daje możliwość odwiedzenia niedostępnych do tej pory miejsc. A nowa strona internetowa pozwala na jeszcze szybsze przeglądanie ofert. Zgodzę się, że za wszystkie dodatkowe usługi trzeba dopłacać: pierwszeństwo wejścia na pokład, konkretne miejsce, bagaż rejestrowany, czy kawę i przekąski, ale nie zapominajmy, że jest to przewoźnik niskobudżetowy. Dzięki temu możemy taniej latać.

Podsumowując: TAK, będziemy latać z Ryanair!

Plusy:
+ flota z nowymi samolotami Boeing 737-800
+ siatka połączeń, trasy krajowe
+ ulepszenie strony internetowej, łatwiejsze przeglądanie ofert
+ cena

 
Minus: 
- lotnisko w Modlinie
- częste zmiany godzin lotu
- dużo reklam podczas odprawy przez Internet

Neutralne:
+/- elementy wzmacniające strach przed startem: muzyka, instrukcja bezpieczeństwa na zagłówkach. Jednak zdaje sobie sprawę, że w awaryjnej sytuacji może uratować to pasażerów.
+/- nienumerowane miejsca

3 komentarze:

  1. Ja mam focha na Ryana za odwołanie nam lotu i kompletny brak poszanowania praw pasażera. Wolę Wizza, choć też uważam, że legendy na temat Ryana są przesadzone. Po prostu tani przewoźnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wole Wizz, szczególnie za jego kartę, Wizz punkty i możliwość całkowicie darmowych przelotów ;) ale.. o tym w innym poście :) Ryanair zaskoczył mnie pozytywnie, szczególnie po tym co się na jego temat nasłucham, dlatego na chwilę obecną przeszukujemy również połączenia Ryanair :)

      Usuń
  2. Wg mnie nie ma się co obrażać. Każdy z nich ma jakieś wady ale i zalety. Właśnie wróciłem Ryanairem z Brukseli i odrazu piszę reklamację (po odbytym locie) za zawyżoną kwotę zdjętą bezprawnie z karty (12,20 zamiast 9,9 EUR) mimo odzanaczenia zgody na ich bandycki kurs. Ale się nie obrażam tylko latam i robię swoje bo rzeczywistość jest taka, że wciąż taniej wychodzi polecieć zagranicę niż dojazd w kraju na lotnisko :-)

    OdpowiedzUsuń