28 grudnia 2013

Przywitanie z Afryką, Maroko 09-13.12.2013, cz.3. - Essaouira


Kolejnym miejscem, jakim chcieliśmy zobaczyć podczas naszej wycieczki do Maroka była Essaouira - nadmorska miejscowość, typowo turystyczna. Po nauczce z poprzednie dnia i doświadczeniach z wycieczką zorganizowaną do Essaouirii postanowiliśmy pojechać marokańskim przewoźnikiem CTM. Tym bardziej, że połączenia z Marrakeszu były korzystne, aby samemu zorganizować sobie jednodniową wycieczkę nad ocean. 


DWORZEC AUTOBUSOWY W MARRAKESZU I BUS DO ESSAOURII

Z samego rana udaliśmy się na dworzec autobusowy BUS - gare routiere mieszczący się przy Boulevard 11 Janvier i tutaj pojawiły się pierwsze problemy, nie mieliśmy pojęcia gdzie kupić bilet, ani skąd odjeżdża autobus. Kiedy tylko miejscowi zobaczyli dwóch zdezorientowanych turystów na dworcu, wokół nas zebrało się kilku chętnych do pomocy. Musiałam się poddać i jednego z nich poprosić o pomoc. Mimo jego zapewnień "no money, no money" byłam gotowa dać mu kilka dhr żeby tylko powiedział, gdzie mamy się udać. Płynną angielszczyzną zapytał dokąd chcemy jechać, zaprowadził do odpowiedniej kasy (niestety jest ich tam kilka, słabo oznaczonych), a następnie podprowadził do właściwego busa. Pięknie podziękowałam za pomoc i czekałam kiedy wyciągnie rękę po pieniądze, a on ku mojemu zdziwieniu odwrócił się i poszedł, bez pieniędzy. Myślałam, że tutaj tylko policjanci są skorzy do bezinteresownej pomocy ;) Jak wywnioskowałam z dalszych obserwacji był to nagabywacz, którego zadaniem jest sprowadzić klientów pod konkretny autobus i wypisanie kwitu biletowego, bo nie był to docelowy bilet, ten dostaliśmy od kontrolera, taki sam, z tym samym niezrozumiałym bazgrołem, jednak blankiet był w innym kolorze. Sam autobus również budził nieco wątpliwości.. rozbita przednia szyba, przyspawane lusterko i kolejny kierowca, w którego ręce miałam oddać swoje życie ;) całe szczęście wcześniej spojrzałam na mapę, aby upewnić się, że po drodze nie będzie żadnych gór, nie było, czekała nas prosta droga aż nad ocean.



W autobusie byliśmy jedynymi europejczykami, cała reszta, a autobus w każdym momencie podróży był pełen. Trudno było mi rozszyfrować system podróżowania Marokańczyków... Nie ma żadnych przystanków, jednak kierowca wie kiedy ma się zatrzymać i kogoś zabrać, kiedy się zatrzymać aby kogoś wypuścić, autobusy odjeżdżają punktualnie, jednak przez pierwsze kilka metrów jadą z otwartymi drzwiami, kontroler wykrzykuje nazwę miejscowości do której jedzie autobus i spóźnialscy mają jeszcze możliwość wbiegnięcia do jadącego już autobusu. Co najśmieszniejsze jest to często praktykujący zwyczaj. Kolejną rzeczą, którą ciężko było mi pojąć był system zajmowania miejsc.. "Paranoja. A że przy oknie, a że przodem, a że bokiem, a że nie wiadomo dlaczego" to mało powiedziane! Tylko my przesiedzieliśmy cała drogę w jednym miejscu! Każdy pasażer zmieniał miejsce kilkukrotnie i chyba chodziło o to żeby siedzieć jak najbliżej kierowcy, trudno mi powiedzieć z jakiego powodu. Mimo licznych przystanków dojechaliśmy planowo. Na dworcu zostaliśmy zaatakowani przed taksówkarzy, osoby oferujące noclegi i inne usługi. Okolica nie wyglądała zbyt ciekawie, w pobliżu nie widziałam ani jednego turysty, nie tak wyglądała Essaouira z google image! Złapaliśmy pettit taxi i udaliśmy się w stronę portu. Taksówka kosztowała 10MAD, a zaoszczędziła sporo czasu na błądzenie.



BŁĘKITNE OBLICZE ESSAOURII, w porcie i w medinie
W porcie panował zupełnie inny klimat niż przy dworcu, czułam się jak w typowym nadmorskich kurorcie. Kolorami dominującymi w całym mieście był biały i błękitny, świetna odskocznia od czerwonego Marrakeszu. Do tego piękne słońce, woda i plaża, do pełni szczęścia brakowało tylko zimnego piwa, którego niestety nie sposób było zdobyć w żadnym lokalu, a szkoda! Drugą część dnia spędziliśmy na błąkaniu się po Medinie, jakże spokojniejszej niż tej znanej nam z Marrakeszu. Sprzedawcy nie byli tak napastliwi, bez zbędnych teatrzyków można było pooglądać towar, popatrzeć, zastanowić się, co tak na prawdę się chce kupić. Taka forma zakupów zdecydowanie bardziej mi odpowiada.






To był bardzo przyjemny dzień, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że podróżowanie na własną rękę jest tym co lubię najbardziej :) i jest zdecydowanie tańsze!


wskazówki:
  • z Marrakeszu do Essaouirii bez problemów można dostać się autobusem marokańskiego przewoźnika CTM, w ciągu dnia jest kilka dogodnych połączeń. Autobus jedzie 3h, po drodze ma jeden ok 20min postój. Koszt biletu w jedną stronę 60MAD, wrażenia z podróży z tubylcami - bezcenne. 
  • z dworca do portu warto podjechać pettit taxi, koszt w jedną stronę 10MAD.
  • Essaouira nazywana jest wietrznym miastem, co prawda nas zastała piękna pogoda, jednak warto mieć ze sobą coś cieplejszego.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz