26 grudnia 2013

Przywitanie z Afryką, Maroko 09-13.12.2013, cz.2. - Ouarzazate


Z MARRAKESZU DO OUARZAZATE, czyli uroki wycieczki zorganizowanej
W Marrakeszu na każdym kroku znajdują się biura oferujące zorganizowane wycieczki w przeróżne miejsca w Maroku, łącznie z wyjazdem na pustynię i nocowaniem w wiosce Berberów. Bardzo chciałam zobaczyć pustynię, jednak takie wycieczki organizowane są na minimum 2 dni, dlatego zdecydowaliśmy się pojechać do położonego na południe od Marrakeszu Ouarzazate, nazywanego bramą do pustyni. Brzmiało to dość obiecująco i miałam nadzieje, że zaspokoi moją ciekawość pustynią. Autobus CTM (tamtejszy PKS) jeździ tylko raz dziennie, z 3h przerwą na miejscu. Chcąc w pełni wykorzystać czas na miejscu, jednocześnie zachęceni obietnicami o "malowniczej trasie w górach Atlas", postanowiliśmy skorzystać z usług biura Sahara Expedition i za 25€/os. wraz z 8-mioma innymi turystami wybraliśmy się na zorganizowaną wycieczkę. To była pierwsza tego typu wycieczka z naszym udziałem i muszę przyznać, że nie do końca wiedzieliśmy na co się piszemy... Wydawało mi się, że kierowca zawiezie nas w określone miejsce, powie "bawcie się dobrze, spotykamy się w tym miejscu za Xh" i puści nas wolno. Nic z tych rzeczy.. najzwyczajniej w świecie zostaliśmy sprzedani, lokalnemu przewodnikowi, na którego wcale nie miałam ochoty i który miał z góry określony cennik za swoje usługi, a o których opłatach zapomnieli nas uprzedzić w biurze. Ale zanim spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem czekała nas inna atrakcja, podróż wspomnianym już "malowniczym szlakiem". Owszem, trochę zastanawiało mnie dlaczego 200km jedzie się aż 4h, ale myślałam, że chodzi o fatalny stan dróg i rygorystyczne przestrzeganie przepisów drogowych. Nie przyszło mi na myśl, że będziemy jechać doliną śmierci! Wąskie drogi, ostre zakręty, a po obu stronach przepaść. Zgodzę się, widoki robiły wrażenie, ale dramatyzmu całej tej sytuacji dodawał tutejszy kierowca, któremu ani trochę nie byłam w stanie zaufać, a który pędził tymi serpentynami 100km/h nic sobie nie robiąc z miejsca w jakim się znajdujemy i z porywistego wiatru hulającego wysoko w górach, tak silnego, że nie byłam w stanie ustać w miejscu po wyjściu z busa.





Wątpliwy bus dał rade, kierowca dał rade i my też daliśmy rade, i po 4h w pełnym stresie dojechaliśmy do miejsca docelowego, a raczej do Ajt Bin Haddu, miejscowości niedaleko Ouarzazate, tamtejszej atrakcji turystycznej. Ajt Bin Haddu to niewielka osada, cała wpisana na listę UNESCO, gdzie kręcone były różne filmy, m.in Gladiatora . Miasteczko może i warte jest odwiedzenia, ale strasznie nie podobał mi się sposób w jaki oprowadzał nas przewodnik i ile czasu mu to zajęło. Pamiątki kupujemy u tego lokalnego artysty, tutaj proszę się nie zatrzymywać, a jak chcieliśmy wrócić w miejsce gdzie się nam kilka rzeczy podobało, to poprowadził nas taką drogą, że koleżanka z busa - Pani w kozaczkach miała problem zejść. Jednak szczytem wszystkiego było, kiedy ów przewodnik zaprowadził nas do zaprzyjaźnionej restauracji, gdzie ceny były 2 razy wyższe niż w każdym innym miejscu i tak jak w przypadku zakupów powiedział, że jemy tu a nie gdzie indziej. Ok, rozumiem, że on od każdego przyprowadzonego turysty ma zarobek, ale nie lubię być oszukiwana. Nie zjedliśmy. Nikt mnie nie zmusi do jedzenia, a mało brakowało, że wepchnąłby nas tam siłą ;) 




Następnym punktem wycieczki (o którym również nie było mowy wcześniej) było studio filmowe w pobliżu Ouarzazate. Jak super by ono nie było, nie miałam ochoty na zwiedzania studia filmowego, tylko na zwiedzanie miasta! Z największą uprzejmością podziękowaliśmy za możliwość zwiedzania tego iście interesującego miejsca, ale przewodnikowi trudno było zrozumieć, że ktoś może nie chcieć zobaczyć studia filmowego. Próbował wywrzeć na nas presję, że jeżeli nie wejdziemy to pozostali uczestniczy będą musieli zapłacić więcej itp. Cóż, kiepski argument, tym bardziej, że pomału dobiegał czas powrotu a my nawet jeszcze nie wjechaliśmy do Ouarzazate, nie mówiąc już o jakimkolwiek zwiedzaniu! Moja frustracja rosła, przewodnik zrezygnował, a kierowca chyba zauważył moje rozdrażnienie i zapytał, czy nie podrzucić nas do miasta. To była najlepsza propozycja tego dnia! Pojechaliśmy pod Medinę, dał godzinę wolności i wrócił po resztę wycieczki. Na spokojnie zjedliśmy obiad w restauracji, którą sami sobie wybraliśmy i wreszcie, w spokoju mogliśmy pozachwycać się Ouarzazate. 


Po umówionym czasie zjawił się kierowca i zawiózł nas do reszty grupy, im niestety już nie starczyło czasu na Ouarzazate, zobaczyli tylko Medinę z zewnątrz i czas było wracać do Marrakeszu. Powrót niestety był jeszcze gorszy... Do górskich serpentyn, wątpliwego busa i szalonego kierowcy doszedł zapadający zmrok. Odliczałam minuty kiedy będziemy na miejscu, podróż była niesamowicie stresująca. Był to dzień pełen wrażeń, ale i nauk na przyszłość. Przekonałam się, że jestem trudną turystką i zdecydowanie nie nadaje się na wyjazdy zorganizowane ;) 

wskazówki: 
  • w ciągu dnia z Marrakeshu do Ouarzazate odjeżdża tylko jeden autobus, który na miejscu jest 3h. 
  • decydując się na wycieczkę zorganizowaną z biura (koszt 250MAD) warto wcześniej ustalić dokładny plan dnia oraz zastanowić się, czy taki nam odpowiada. Cena nie zawiera opłaty ewentualnego przewodnika (50MAD), wejścia do studia filmowego (50MAD) oraz obiadu w najdroższej restauracji w okolicy (ok. 120MAD/os.)
  • zdecydowanie nie jest to trasa dla osób o słabych nerwach. Widoki w Atlasie Wysokim może i są zapierające dech w piersiach, jednak nie jestem przekonana czy warte tylu stresów.

     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz