31 grudnia 2014

Podsumowanie 2014 & życzenia noworoczne

Koniec roku to taki magiczny czas, który składania mnie do przemyśleń jaki był, co udało się zrealizować i co dobrego może przynieść kolejny. 2014 był dla mnie wyjątkowy. Mimo, wielkich planów i chęci, podróżniczo okazał się nie być tak fascynujący jak poprzedni, chociaż udało się odkryć kilka podróżniczych perełek :) Statystycznie 2014 również wypada nieco "słabiej" od poprzedniego, jednak śmiało mogę powiedzieć, że był to rok spełniających się marzeń.. i właśnie w tym roku rozpoczęła się nasza podróż życia, pełna wyzwań oraz wzruszających momentów.

W roku 2014 odbyliśmy 13 lotów, pokonując łącznie 17 127km, co daje prawie 30h w powietrzu. Dodatkowo dwukrotnie korzystaliśmy z oferty Simple Express odwiedzając sąsiadującą Litwę. Byliśmy na 4 jednodniówkach, dwa razy spaliśmy na lotnisku, odkrywaliśmy nieodkrytą Gruzję, spędziliśmy pierwszy dzień wiosny w pysznej Bolonii i zrealizowaliśmy dwa punkty z podróżniczej listy marzeń :) 



23 grudnia 2014

Zaczarowane miasto Tallinn, 02.08.2014


Nigdy nie myślałam o Tallinnie jak o miejscu, które koniecznie chciałabym zobaczyć i gdyby nie świetna promocja LOTu pewnie jeszcze długo bym się tam nie wybrała. W moim przekonaniu była to kolejna Europejska stolica, bardziej poradziecka niż skandynawska, niecharakteryzująca się niczym wyjątkowym.  Paryż ma francuski szyk i wieżę Eiffla, Barcelona Gaudiego, nawet światowa stolica mody, jaką jest Mediolan wydawała mi się zdecydowanie atrakcyjniejszym miejscem niż Tallinn, o którym nie wiedziałam i nie słyszałam prawie nic. Dlatego też, podczas naszej LOTowskiej oblotówki Tallinn - Helsinki - Monachium, zaplanowaliśmy zaledwie pół dnia w stolicy Estonii. Oh, w jakim ja wówczas byłam błędzie!

25 września 2014

Zmiany w życiu i na blogu - kilka słów wyjaśnienia

Niedawno przedstawiałam Wam naszą nową towarzyszkę podróży - uroczą Małą Mi. Wtedy, na początku sierpnia nawet nie przyszłoby mi do głowy, że to nie jedyny członek, który chciałby dołączyć do teamu Babskiej Robinsonady. Jakiś czas temu, niecałe 3 tygodnie przed planowanym wylotem do Indii dowiedziałam się, że mamy jeszcze jednego pasażera na gapę! Imię robocze - Bąbel, dziś ma trochę ponad 11tygodni, miewa się dobrze w przeciwieńtwie do Mamusi i już nieźle namieszał w naszym życiu. To, że Bąbel zaskoczył nas w tym właśnie momencie, nie znaczy, że był niespodziewanką. Był to najbardziej wyczekiwany Bąbel jakiego znam! :) Jednak wtedy moje wszystkie myśli krążyły wokół kolejnego wyjazdu, jakim miały być Indie..

5 sierpnia 2014

Muzeum Powstania Warszawskiego i godzina "W" 70lat później

Mimo, że warszawianką jestem od urodzenia w szkole średniej historia mojego kraju i mojego miasta niespecjalnie mnie interesowała. Zmieniło się to kilka lat temu.. było to chyba kiedy zmarł Nasz Papież Jan Paweł II, a Warszawa była jakby nieWarszawą. Wszyscy czuliśmy więź, ja poczułam więź z ludźmi, z obcym mi to tej pory miastem. Potem przyszedł czas na powtórkę z historii i pierwszą samodzielną wizytę w Muzeum Powstania Warszawskiego. Pierwsze samodzielnie obejrzane filmy o losach naszego kraju. Pierwsze łzy wzruszenia. I to trwa do dziś.



1 sierpnia 2014

Nowy członek team'u wyjazdowego - Mała Mi

Kto śledzi Babską Robinsonadę na Facebooku ten już wie, że nasz wyjazdowy team zyskał wczoraj nowego członka, a właściwie członkinię :)) Mała Mi - Miś z Misiolandii. Wszystkie Misie z Misiolandii są rządne nowych przygód i chętnie wyruszają w świat. Trafiają one do swoich nowych opiekunów i razem z nimi odkrywają nowe miejsca.

Mała Mi również jest urodzoną podróżniczką! Oprócz tego jak każda kobietka lubi dobrze wyglądać w każdych warunkach, kosztować nowe smaki i nie rozstaje się z aparatem.. zupełnie jak ja! Nasza pierwsza wspólna podróż już w nadchodzący weekend, przedtem jednak trzeba się nieco przygotować...



29 lipca 2014

GADŻETY PODRÓŻNIKA – bidon składany z karabińczykiem

Kolejnym gadżetem, którym chciałabym się z Wami podzielić jest bidon. Ale nie jest to zwyczajny bidon, tylko bidon idealny dla podróżnika! Bidon, który po opróżnieniu możecie zwinąć i wsadzić w kieszeń, który nie zajmuje dużo miejsca, a przy okazji jest.. uroczy ;) Swój bidon dostałam od Agnieszki i Jej Męża, za co jeszcze raz dziękuje! Agnieszka swojego czasu pisała o tym co można sprezentować maniakowi taniego latania i potwierdzam, bidon to strzał w 10! Szczególnie w ostatnich dniach dostrzegam zalety bidonu. Zimą korzystałam rzadziej, ale w te upały jest idealny :)

26 lipca 2014

"Lalki w ogdniu. Opowieści z Indii" P.Wilk - kilka słów o książce


Kiedy powiedziałam w pracy, że kupiliśmy bilety do Indii koleżanka, która również odwiedziła ten kraj dała mi książkę Pauliny Wilk „Lalki w ogniu” i powiedziała: „musisz to koniecznie przeczytać”. Zanim dojechałam do domu przeczytałam pierwszy rozdział i z rozstrojem żołądka zaczęłam się zastanawiać.. czy Indie oby na pewno są miejscem, do którego chce jechać? Kiedy zostawiałam książkę u rodziców, Tata wyrywkowo przeczytał kilka stron i powiedział, że z chęcią przeczytałby ją całą, ale już po naszym powrocie, bo inaczej będzie się o nas zamartwiał.. „Lalki w ogniu”, czy prawdziwe oblicze Indii?



15 lipca 2014

Warsztaty kuchni indyjskiej w Masala Skład Bananów - relacja

Czy wspominałam już, że uwielbiam swoją pracę? ;) moja szefowa potrafi zmotywować i docenić pracowników. W nagrodę za kolejny rok dobrej pracy dostałam możliwość skorzystania z jednej z ofert znajdujących się na portalu mocprezentow.pl. Długo zastanawiałam się co wybrać, pierwszy w oczy rzucił mi się pakiet SPA i relaksujący masaż mhmm.. coś czym nie pogardziłaby żadna kobieta! Ale były jeszcze bardziej kuszące propozycje, kurs fotografii, czy lot szybowcem! Pierwsze dwie propozycje nie były dla mnie nowością, i na masażach i na szybkim kursie fotografii kiedyś byłam, natomiast na ostatnią propozycję zabrakło odwagi ;) postanowiłam spróbować czegoś zupełnie nowego… Warsztaty kulinarne wydały mi się idealne, lubię i dobrze zjeść, i gotować. A warsztaty kuchni indyjskiej były właśnie tym czego szukałam, wspaniałym wstępem do wrześniowego wyjazdu.

Z kuchnią indyjską miałam do tej pory niewiele wspólnego. Słyszałam dużo pozytywnych opinii, jednak po wizycie w Maroku i moim jadłowstręcie do curry bardzo obawiałam się, czy dwa tygodnie w Indiach nie skończą się stołowaniem w zeuropeizowanym McDonald’sie. Po wieczorze z kuchnią indyjską jestem pełna nadziei i tym bardziej czekam na spróbowanie wszystkiego tam, na miejscu. O kuchni indyjskiej z pewnością powstanie osobny post, bo to obszerny i bardzo ciekawy temat, dzisiaj będzie kilka słów o samym kursie.
 


10 lipca 2014

Dlaczego WARTO przygotowywać się do podróży, kilka argumentów

Lipiec zaczął się u nas od przygotowań do nadchodzącego ogromnymi krokami wrześniowego wyjazdu do Indii. Były pierwsze szczepienia i przeczytane przewodniki, rozmowy z tymi, którzy tam byli i godziny spędzone na forach w poszukiwaniu najważniejszych informacji. A przed nami dużo więcej.. Do Indii czy w inne egzotyczne miejsce raczej nikt nie pojechałby bez porządnego przygotowania, jednak nie tylko duże wyjazdy zasługują na wcześniejsze przygotowanie. Zdarzało się nam podróżować na pełnym spontanie, kiedy oprócz noclegu nie mieliśmy zaplanowane kompletnie nic, zaraz po wylądowaniu szliśmy do biura informacji turystycznej i poznawaliśmy miasto trochę po omacku, dlatego też wiem, jaka jest różnica między takim wyjazdem, a wyjazdem do którego wcześniej się przygotuje. Mimo, że zabiera to dużo czasu zawsze staram się go wygospodarować chociaż w minimalnym stopniu, a im dłuższy i dalszy wyjazd potrzeba go więcej. Z drugiej strony przygotowanie do wyjazdu wcale nie pozbawia nas możliwości bycia spontanicznym, w tym wypadku zawsze mamy wybór, czy podążamy zgodnie z planem czy wybieramy spontan :) Wcześniej pisałam trochę o samych przygotowaniach:


Dzisiaj będzie z nieco innej strony, a mianowicie dlaczego jednak WARTO przygotowywać się do podróży.




8 lipca 2014

Kiedy za oknem lato.. ja planuję zimowe surviviale. Nyköping w lutym!

Na początku tego roku przekonałam się, że zimowe jednodniówki ze spaniem na lotnisku wcale nie są takie straszne, jak mogłoby się wydawać. Pamiętacie wyjazd do Bergen? Ja pamiętam doskonale, było świetnie! I mimo wcześniejszych obaw, że to zima, że Skandynawia (czyt. drogo), że zamarzniemy na lotnisku albo umrzemy z głodu.. był to jeden z bardziej udanych wyjazdów, a ja zapragnęłam więcej zimowego survivalu :) 

Ciężko planować zimowe wyjazdy, kiedy za oknem 30stopni i lato na całego ;) Już w lutym będę miała kolejną okazję wskoczyć w swoje cieplutkie spodnie do sportów zimowych i zmierzyć się ze swoimi słabościami. Lecimy do Nyköping, niewielkiego miasteczka w pobliżu lotniska Sztokholm Skavsta. Tam nas jeszcze nie było! ;)


Warszawa - Nyköping - Warszawa by WizzAir 27-28.02.2015


27 czerwca 2014

GADŻETY PODRÓŻNIKA - grill jednorazowy piknikowy



Dzisiejszy gadżet to jedno z odkryć sezonu i mimo, że nie będziemy z niego korzystać zbyt często nad czym zresztą bardzo ubolewamy wydaje mi się, że warto go przedstawić, tym bardziej, że lato w pełni, a wakacje właśnie się rozpoczęły. Grill jednorazowy piknikowy jak brzmi pełna nazwa ów gadżetu, cóż to za wynalazek i czy warto z niego korzystać?




23 czerwca 2014

[GRUZJA] Badridżani, pkhali i tradycyjna sałatka z orzechami włoskimi



Wolny weekend może oznaczać tylko jedno… weekend w kuchni! A że przyszło lato, to czas przerzucić się na nieco lżejsze jedzenie :) tym razem zagościły u nas gruzińskie przystawki, zdrowe, smaczne i mocno orzechowe, jak na gruzińską kuchnię przystało.
  

Uwaga: kosztowanie wszystkich trzech przystawek jednocześnie grozi przedawkowaniem orzechów włoskich i orzechowstręt ;)




20 czerwca 2014

Czy Holandia ma szanse na mistrza? Bilety na jesień do Eindhoven już są!

Jakąś wielką fanką piłki nożnej nigdy nie byłam, i mimo, że mecze rozgrywane na Mistrzostwach Świata ogląda się znacznie ciekawiej byłam trochę przerażona, kiedy Mąż oznajmił, że czeka nas miesiąc pod znakiem Mundialu. Przecież to całe wieczory z piłką nożną! Szybko jednak Mąż znalazł sposób, żeby i mnie przekonać do śledzenia rozgrywek poszczególnych reprezentacji, a nawet do oglądania meczy z wypiekami na twarzy. Jak tego dokonał? Powiedział, że w przyszłym roku pojedziemy do kraju, który wygra Mistrzostwa Świata! Szybko zapoznałam się ze składami poszczególnych grup i ... właśnie wtedy poczułam, że najbardziej to chyba chciałabym pojechać do Meksyku ;) Dlatego bardzo kibicuje reprezentacji Meksyku i z niecierpliwością czekam na poniedziałkowy mecz o wszystko z Chorwacją. 



Jednak rozsądek podpowiada mi, że to Holandia może wygrać Mundial. Szczególnie po meczu z obecnymi mistrzami - z Hiszpanią pokazali swoją moc! Czy Holandia ma szansę na mistrza? Czy ma czy nie do Holandii zawsze warto jechać :D dlatego kiedy pojawiły się fajne bilety do Eindhoven na październik nie zastanawialiśmy się zbyt długo :) Jednodniówka z Poznania z powrotem do Warszawy, niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba!


Poznań - Eindhoven - Warszawa by Wizz Air 03-04.10.2014


13 czerwca 2014

DIY - Mapka z trasą zwiedzania



Opracowanie dobrej trasy zwiedzania jest jednym z kluczowych elementów planowania samodzielnego wyjazdu i jednym z moich ulubionych, chociaż niestety zajmuje najwięcej czasu. Zdarzało się nam korzystać z gotowych tras zaproponowanych w przewodnikach, jednak ma to kilka minusów. Przede wszystkim trasy w przewodnikach zazwyczaj podzielone są tematycznie i są bardzo szczegółowe, co byłoby fajną opcją gdybyśmy mieli do dyspozycji około tygodnia w jednym miejscu.. a w naszym przypadku takie okoliczności nie mają miejsca ;) lubimy intensywne i krótkie wypady, dlatego też potrzebujemy skompresowanej mapki. Tworząc własną trasę zwiedzania sami wybieramy co nas interesuje, sami decydujemy o tempie, a dodatkowo możemy zaznaczyć hotel, dworzec, czy lokal, w warto zatrzymać się na obiad. Dodatkowo już w momencie robienia mapki znamy orientacyjną długość trasy i możemy porównać ją z naszą kondycją. Inna sprawa, że przygotowując trasę zwiedzania poznajemy topografię miasta, co jest bardzo pomocne w późniejszej orientacji w nowym miejscu. Nawet Mąż bywa zaskoczony, kiedy bez mapki prowadzę go pod sam hostel, bo na co dzień notorycznie mylę lewą stronę z prawą ;) U nas wydrukowana mapką ma jeszcze jedną zaletę, ja opracowuję trasę zwiedzania, ale to Mąż oprowadza po mieście, bo ja w tym czasie robię zdjęcie za zdjęciem ;) Gotowa mapka z konkretną trasą pozwala uniknąć częstych przystanków i pytania "jak teraz  idziemy".. 

 

GOTOWA MAPKA Z TRASĄ ZWIEDZANIA

10 czerwca 2014

Opalona bez słońca, bez wolnego i bez wakacji...

Sezon urlopowy zaczął się na dobre, fala upałów dotarła w końcu i do nas, a na ulicy codziennie mijam coraz więcej dziewczyn kuszących piękną opalenizną. A co w przypadku kiedy w najbliższym czasie nie będzie żadnych wyjazdów.. nie będzie wakacji.. nie będzie wylegiwania się na słonku.. Czy w związku z tym nie będzie też ładnie opalonego ciała? Moje wakacje dopiero we wrześniu, ale mam nadzieje, że do tego czasu uda mi się choć trochę nabrać koloru, żeby w momencie kiedy już wyjdę na plażę zbytnio nie razić swoją bladością ;)

Już nie pamiętam, kiedy mogłam byczyć się całe lato i wylegiwać na słonku ile dusza zapragnie. Wraz z wkroczeniem w dorosłość przyszło mi spędzać lato w mieście, a nawet gorzej - w klimatyzowanym biurze. Inna sprawa, że po prostu nie lubię się opalać. Może to dziwne, ale bezczynnie siedzenie na słońcu zamiast relaksować strasznie mnie męczy. Nie bez powodu nazywają mnie córką młynarza, a co złośliwsi śmieją się, żebym w końcu ściągnęła te komunijne rajstopy.. Miss bladych nóg.. oto ja ;) Czy można cieszyć się ładną opalenizną bez długiego siedzenia na słońcu? spróbujmy :) 





2 czerwca 2014

GADŻETY PODRÓŻNIKA - Tołpa, żel do mycia twarzy & płyn miceralny

Wakacje to taki fajny okres, kiedy jeszcze bardziej chce mi się dbać o siebie. Szczególnie te wrześniowe, dłuższe urlopy lubię organizować również pod kątem pielęgnacji. Mimo, że nasze wyjazdy przeważnie są mega intensywne, a po całym dniu zwiedzania marzę tylko o łóżku, i mimo, że podróżujemy tylko z bagażem podręcznym zawsze zabieram ze sobą kilka kosmetyków bez których mogłabym  spokojnie się obejść, ale w sumie... chyba nie chce. Czyżby kolejny przywilej bycia kobietą? ;) do takich kosmetyków zaliczają się między innymi balsam do ciała, maseczka do twarzy czy też minikosmetyki Tołpy, żel do mycia twarzy i płyn miceralny. Zestaw Tołpy nie jest niezbędny, przez te kilka dni na wyjeździe spokojnie można zastąpić je mydłem i mleczkiem do demakijażu, które zresztą i tak zabieram ze sobą, ale nawet na wyjeździe lubię mieć odrobinę luksusu pielęgnacyjnego :) zresztą kosmetyki Tołpy poznałam właśnie dzięki miniaturkom i ... zakochałam się w nich tak bardzo, że zaraz po wyjeździe kupiłam pełnowymiarowe opakowania i używam ich na co dzień. 



26 maja 2014

[LITWA] Šaltibarščiai - chłodnik z botwinki

Kulinarnie Litwa w dalszym ciągu pozostaje dla mnie nie do końca odkryta, a każdy kolejny wyjazd dostarcza podniebieniu nowych wrażeń. Wszystko dlatego, że w kuchni litewskiej jest dużo mięsa, z którym jednak nie lubię eksperymentować, ale z wyjazdu na wyjazd robię się coraz odważniejsza również w temacie jedzenia. Cepeliny są mi dobrze znane i mogę zajadać się nimi o każdej porze dnia i nocy, a ze Svyturysem smakują wręcz wyśmienicie. Dlatego też będąc na Litwie to głownie ten zestaw lądują na moim talerzu. Ostatni wyjazd do Wilna nie zawiódł również pod względem kulinarnym. Były cepeliny, ale były i nowe smaki. Čeburekas, smażony pieróg wielkości talerza z nadzieniem mięsnym lub grzybowym oraz šaltibarščiai, tradycyjny chłodnik litewski, którego do tej pory nie miałam okazji spróbować. Bardzo przypadł mi do gustu :)

Tak bardzo, że w ostatni upalny weekend postanowiliśmy odtworzyć ten smak w domu, a dzisiaj dziele się nim z Wami :) jest to typowa zupa wiosenna, idealna na upały, jakie towarzyszyły nam przez ostatnie dni i mam nadzieje będą towarzyszyć aż do października ;)

Tradycyjny chłodnik litewski przyrządza się na kwaśnej śmietanie, bądź zsiadłym mleku. Można też użyć kefiru, maślanki czy jogurtu naturalnego, według uznania. Aby nie było zbyt dużego uszczerbku zarówno na figurze jak i na smaku, zdecydowaliśmy się na opcję pośrednią, śmietanę z kefirem w proporcji 1:2.




22 maja 2014

Wilno po mojemu, 10.05.2014

Wilno nie jest mi obce. Tak się składa, że byliśmy tam więcej razy niż w Krakowie czy w podwarszawskim Wilanowie, gdzie wstyd się przyznać, ale nie miałam jeszcze okazji pojechać.. (w najbliższych planach mam zamiar to nadrobić!) Pierwszy raz do Wilna pojechaliśmy na Zlot Litvas Lanciaklubas, jako część reprezentacji polskiego klubu miłośników włoskiej motoryzacji, jedynej słusznej według Męża marki - Lancii. Był to nasz pierwszy wspólny wyjazd za granice, jeszcze jak Polska i Litwa nie były w Schengen. Jak to przed każdym wyjazdem bywa mieliśmy mnóstwo wątpliwości.. jak odnajdziemy się w obcym kraju, jak to będzie NA WSCHODZIE, jak się dogadamy z miejscowymi?! Oj tak.. przed pierwszą podróżą za granice nasuwa się wiele pytań, które potem okazują się niepotrzebne :) Ludzie okazali się wspaniali, miasto nas zauroczyło, a oboje my pokochaliśmy cepeliny ze Sviturysem. W Wilnie znaleźliśmy przyjaciół, których odwiedzaliśmy z wielką przyjemnością, co tłumaczy nasze liczne wyjazdy na Litwę. Z perspektywy czasu dostrzegam jednak pewien minus naszej znajomości, za każdym razem to znajomi oprowadzili nas po mieście, dostarczali rozrywek, a my nie musieliśmy zaprzątać sobie głowy przygotowaniami. Efekt tego był taki, że mimo tak częstych wizyt w Wilnie kompletnie nie znałam miasta. Pamiętacie szkolne wycieczki z przewodnikiem..? no właśnie, niewiele się z nich wynosi, tu było podobnie. Nic nie daje takiej możliwości poznania miejsca niż samodzielne przygotowanie planu zwiedzania i samodzielne poruszanie się po mieście. Dzięki dobremu przygotowaniu poznaje się miasto na długo, do tej pory pamiętam plan Amsterdamu mimo, że spędziliśmy tam tylko jeden dzień i to 2lata temu, a w Poznaniu gdzie swojego czasu bywałam co weekend nie potrafiłabym dojechać z dworca na Jeżyce.. nawet nie wiem, w której części miasta się znajdują.. ;) Podsumowując ten dość długi wstęp, ostatni wyjazd do Wilna miał być wyjątkowy, bo mój. Przygotowany samodzielnie, dzięki czemu  odkryliśmy zupełnie inne miasto. Część miejsc co prawda widzieliśmy już wcześniej, ale znalazły się też takie, które były dla nas nowością.

Zapraszam na Wilno po mojemu. 



19 maja 2014

Europa staje się za ciasna.. Tel Aviv w styczniu!

Jak na 100% kobietę przystało, nie potrafię przejść obojętnie obok promocji.. a już szczególnie jak jest na prawdę kusząca! Dzisiejsza promocja Wizz Air z okazji 10-lecia taka właśnie była ;) Ze względu na sezonowy charakter pracy Męża i moje Klientki makijaże okres wakacyjny zdecydowanie nie jest najlepszym momentem na planowanie podróży.. Dlatego czerwiec i lipiec w dalszym ciągu pozostaje bezpodróżny.. Nie ma tego złego, wyjazdy poza sezonem mają swoje dobre strony, mniej turystów, mniej turystów z dziećmi, niższe ceny ;) jesień mamy już mocno obstawioną.. nieśmiało zajrzeliśmy do kalendarza na początek przyszłego roku...

...a tam TEL AVIV! z Warszawy, w pięknej cenie. O mamusiu.. chwila zawahania, przecież mieliśmy oszczędzać.. Indie na horyzoncie, a przed jeszcze dwa wcale niemałe wyjazdy. Szybka kalkulacja, sprawdzenie Wizz konta, wychodzi na to, że musielibyśmy dopłacić jedynie 100zł.. 100zł! za bilety dla dwóch osób, w dwie strony, do Tel Avivu na styczeń, kiedy u nas będzie zima stulecia a tam szansa na piękne słoneczko.. 100zł! to przecież tyle ile kosztowało nas sobotnie wyjście do kina! 100zł! przecież to tyle co nic! Bierzemy :D

Potem było tylko piękniej. Szybka wiadomość do niezawodnego team'u wyjazdowego, równie szybka reakcja i zrobiło się 6 os. Czyż każdy poniedziałek nie mógłby być taki wspaniały ;)


Wizz.. I <3 You!


Warszawa - Tel Aviv - Warszawa 23-25.01.2015 by Wizz Air



16 maja 2014

1. urodziny bloga, czyli jak zmienił się mój świat przez ten rok..

Tak, tak, jestem sentymentalna ;) nie zapominajcie, że przede wszystkim jestem kobietą, a kobiety lubią przywiązywać wagę do takich pierdół jak daty i rocznice. Dlatego chyba nie zdziwi Was post z okazji 1. urodzin Babskiej Robinsonady :) Kiedy rok temu zakładałam tego bloga nie sądziłam, że na dobre wsiąknie w moje życie. Miał być formą pamiętnika z podróży, bo z czasem wszystkie wspomnienia zaczęły się mieszać.. jakie bilety były w Barcelonie, a jakie w Mediolanie.. gdzie była ta fajna knajpka, którą znaleźliśmy w Pradze.. Znajomi dopytywali, a ja sama już nie wiedziałam co było gdzie, i co odpowiedzieć. Powstał blog, babskie zapiski z podróży. Blog, który z czasem przerodził się w prawdziwą pasję :)

A nad wszystkim czuwa mój wyrozumiały Mąż, który jest moim najwierniejszym z fanów, pierwszym recenzentem moich wypocin i niezastąpionym towarzyszem podróży :*



8 maja 2014

Oszalałam! Indie we wrześniu!

Od kilku tygodniu intensywnie myśleliśmy o planach na tegoroczne wakacje.. Chciałam, żeby to było coś niesamowitego i egzotycznego za razem. Długo zastanawialiśmy się na wyborem kierunku. Chciałoby się wszędzie, to zrozumiałe.. a jak już pojawią się dobre bilety w dobrej cenie to przychodzi chwila refleksji.. czy to na pewno tego szukamy?

Wczorajsza promocja, która pojawiła się na F4F nie mogła przejść niezauważona. Indie w super cenie! z Warszawy! idealne terminy! Szybkie porozumienie z Agnieszką i tak! daliśmy ponieść się emocjom.. KUPILIŚMY! 


Dalej trudno mi w to uwierzyć, ale we wrześniu LECIMY DO INDII :D


5 maja 2014

W poszukiwaniu warszawskich neonów & wizyta w Muzeum Neonu

Pogoda w ostatni weekend zdecydowanie nie zachęcała do wyjazdów, dlatego postanowiliśmy zostać w Warszawie i odwiedzić nowe miejsca, których do tej pory nie udało się nam zobaczyć. Typów na sobotę było wiele, miało być niezbyt sztywno i raczej optymistycznie, zdecydowaliśmy się na Muzeum Neonu i wycieczkę po Warszawie lat 70-tych :) drugiego dnia pogoda zdecydowanie bardziej sprzyjała spacerom, mogliśmy więc ruszyć na ulicę w poszukiwaniu neonów, które mimo upływu lat ostały się jeszcze w mieście.

Neony w Polsce pojawiły się już przed II wojną światową jednak okres największego rozkwitu przypada na lata 60te XX wieku, a neony są jednym z nieodłącznych elementów Polski socjalistycznej. Za czasów PRL, kiedy rynek był zmonopolizowany neony pełniły funkcję głównie informacyjną oraz dekoracyjną, rozświetlając ulice miasta na różnobarwne kolory. Były pierwszym z kroków do nowoczesnego miasta. Reklama, taką jaką znamy obecnie nie istniała, a neony informowały jedynie o charakterystyce danego punktu usługowego czy budynku użyteczności publicznej. Wykorzystywane hasła nie były zbytnio wyszukane, a wręcz proste jak: "kino","restauracja", czy "księgarnia". W czasach, kiedy wolny rynek nie istniał ów informacje w zupełności wystarczały, aby w skuteczny sposób pozyskać potencjalnego konsumenta. 



28 kwietnia 2014

[GRUZJA] Kharcho - pikantna zupa z mięsem

Kuchnia gruzińska skradła moje serce do tego stopnia, że jestem gotowa po raz kolejny odwiedzić to miejsce, tylko ze względu na doznania kulinarne :) do tego czasu będziemy musieli jednak radzić sobie w inny sposób. Zaopatrzona w skarbnicę wiedzy na temat kuchni gruzińskiej, oryginalną książkę kucharską, wróciłam do domu z nadzieją, że smak Gruzji zagości u nas na dobre. Na pierwszy ogień poszła pikantna zupa z mięsem - Kharcho, jedna z ulubionych potraw Męża podczas całego wyjazdu :) W smaku przypomina zupę gulaszową, jednak dodatek świeżej kolendry oraz orzechów włoskich, dwóch najważniejszych składników w całej kuchni gruzińskiej nadaje jej wyjątkowy smak. 

To co, macie ochotę posmakować Gruzji? :)





25 kwietnia 2014

Stambuł, kolejne podróżnicze marzenie do zrealizowania już w listopadzie!

Każdy zakup biletów w nowe miejsce cieszy, jednak ostatni zakup wywołał u mnie prawdziwą euforie! Dzięki news'owi od Agnieszki udało się nam kupić bilety do Stambułu na listopadowy weekend. I to nie byle jaki bilet, bo Turkish Airlines. Będzie okazja do przetestowania nowych linii!

Stambuł, Stambuł.. ach! Chodził za mną już od kilku lat! Odwiedzenie Błękitnego Meczetu znajduje się na mojej podróżniczej liście marzeń, ciesze się, że już w listopadzie będę mogła je zrealizować i podzielić się wrażeniami z Wami :) Ciesze się tym bardziej, ponieważ będzie to kolejny wyjazd z Agnieszką, City Break'a po babsku ciąg dalszy :) Poprzednie dwa wyjazdy były świetne, wierze, że ten będzie taki sam!

Pozostaje czekać na pojawienie się biletów Polskiego Busa do Berlina w dobrej cenie, a potem to już najprzyjemniejsze - planowanie!


Berlin - Stambuł - Berlin 08-11.11.2014 by Turkish Airlines


24 kwietnia 2014

GADŻETY PODRÓŻNIKA - ręcznik z mikrofibry

Ręcznik z mikrofibry nie jest żadną nowością, ani na rynku, ani dla nas, wspominałam już o nim w postach o tym jak pakować się w bagaż podręczny, jednak jest on tak wspaniałą rzeczą, że zasługuje na osobny post :) Jest to jedna z tych rzeczy, w którą powinien zaopatrzyć się każdy turysta, a ten podróżujący jedynie z bagażem podręcznym wręcz koniecznie. Przed zakupem ręcznika z mikrofibry staraliśmy sobie radzić na inne sposoby, zabierając mały ręcznik frote, bądź rezerwując nocleg w hostelach, gdzie ręczniki były na wyposażeniu. Niestety i te patenty zawodziły, mały ręcznik okazał się zbyt mały do wytarcia całego ciała, nie mówiąc już o włosach, a ręczniki hostelowe czasami okazywały się być kawałkiem.. prześcieradła (?), którym nie sposób było się wytrzeć. Zdarzało się też, że mimo wcześniejszej informacji i dopłaty nie było ich wcale, co przytrafiło się nam w hostelu w Barcelonie... Problem ten prawdopodobnie by mnie nie dotyczył, gdybym korzystała jedynie z droższych, kilku-gwiazdkowych hoteli, ale wiecie jak to jest z turystą niskobudżetowym... wolałam zaopatrzyć się w ręcznik z mikrofibry ;)


21 kwietnia 2014

FORT BEMA, czyli co można zrobić z niezagospodarowanymi terenami

W Warszawie mieszkam od zawsze, jednak wstyd się przyznać, jest w tym mieście wiele miejsc, o których istnieniu jeszcze niedawno nie miałam pojęcia. W codziennej gonitwie praca-dom i tysiącu pomysłach na minutę nie dostrzega się otaczającego nas piękna i nie ma czasu na poznanie swojego. Pomału się to zmienia, głównie za sprawą nowej rowerowej miłości i nowych postanowień :) Są też w Warszawie miejsca ulubione, do których wraca się często. W ramach nowego cyklu postów, chciałabym Wam przedstawić stolicę nie tylko taką jaką znajdziecie w przewodnikach, chociaż i o takich miejscach będzie, ale również stolicę prawdziwą, miejską.

16 kwietnia 2014

Sentymentalna podróż w czasie, Kowno 06.04.2014



Od jakiegoś czasu staramy się celebrować ważne dla nas chwile na wyjeździe. Nie muszą być to od razu najmodniejsze stolice Europy, czy egzotyczne miejsca, równie dobrze sprawdzi się wypad za miasto lub odwiedzenie jednego z naszych pięknych Polskich miast. Rocznice, czy urodziny poza domem zawsze się udają, dają możliwość spędzenia czasu tylko we dwoje, doświadczając razem nowych rzeczy oraz są idealną okazją do gromadzenia nowych wspomnień. Od zawsze uważałam, że wyjazdy zbliżają, nawet te najmniejsze, nawet te najkrótsze. Dlatego kiedy tylko mamy okazję, korzystamy i jedziemy w nieznane. Tym razem było to Kowno, spóźnione walentynki ;) Miejsce trafiło się przypadkiem, jak przeważnie u nas. Simple Express z okazji walentynek zrobił promocję na trasie Berlin - Wino i .. padło na Kowno. W Kownie jeszcze nas nie było, a Litwa jest bliska naszym sercom od zawsze, dlatego stwierdziłam, że może być to idealna okazja do odświeżenia starych uczuć.





8 kwietnia 2014

GADŻETY PODRÓŻNIKA - suchy szampon Batiste 50ml



O suchych szamponach słyszałam już wcześniej, jednak nigdy wcześniej nie miałam okazji do wypróbowania ów kosmetyku. Zawsze wydawało mi się, że niekorzystnie wpływają na włosy, bardziej szkodzą niż pomagają. Do czasu kiedy znalazłam suchy szampon firmy Batiste o pojemności 50ml, nadające do się bagażu podręcznego! Jestem posiadaczką szybko przetłuszczających się włosów, szczególnie grzywka już pod koniec dnia wygląda nieestetycznie, myję włosy codziennie i codziennie je prostuje (wiem, zły nawyk, ale jakieś wady też trzeba posiadać ;)) Rytuał ten stosuję również w podróży. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy moja fryzura jest zagrożona, a razem z nią całe moje samopoczucie.. Nocleg na lotnisku, całonocna podróż, czy nawet hostel, w którym trudno o ciepłą wodę do umycia włosów. Do tej pory ratowała mnie czapką zimną lub unikanie zdjęć w sezonie cieplejszym. Znalazłam rozwiązanie moich problemów!




5 kwietnia 2014

Miasto pod arkadami, Bolonia 20-22.03.2014

Marzec był bardzo intensywnym miesiącem, głownie pod znakiem Gruzji: przygotowania do wyjazdu do Gruzji, wyjazd do Gruzji, a potem życie wyjazdem do Gruzji, opowieści, relacje, wspomnienia.. przez to wszystko zabrakło czasu na zorganizowanie wyjazdu do Bolonii, urodzinowego prezentu od Męża. Jedyne co udało mi się wcześniej przygotować to absolutne minimum, czyli nocleg i dojazd z lotniska do centrum. Resztę ogarnialiśmy na bieżąco z przewodnika (całe szczęście miał zaznaczone trasy zwiedzania!) oraz z Internetu. Dobrze, że Włochy są tak wdzięcznym miejscem, że nawet błądząc bocznymi uliczkami możemy delektować się otaczającym nas pięknem :)



1 kwietnia 2014

Bolonia, co jeść i gdzie jeść



O mojej miłości do kuchni włoskiej pisałam już niejednokrotnie. Pizze, makarony, kremowe lody, a do tego domowe wino przy jednym z niewielkich stoliczków w słonecznej Italii.. dla tej wyjątkowej chwili jestem w stanie zrobić wiele, na przykład zrezygnować z wyjazdu w zupełnie nowe miejsce, po to tylko, żeby jeszcze raz wrócić do Włoch i delektować się prawdziwą włoską kuchnią. Do Bolonii pojechaliśmy w jednym celu - najeść się, dlatego pierwszy wpis będzie właśnie o jedzeniu, co jeść i gdzie jeść w Bolonii. Dietetycznie nie będzie, Bolonia opisywana jest przymiotnikiem la Grassa, co znaczy tłusta.. ale mając w koło takie pyszności dietę lepiej odłożyć na bok i czerpać z życia ile się da! :)) 


CO JEŚĆ w Bolonii
Jednym z celów naszego wyjazdu było spróbowanie prawdziwego sosu bolońskiego, inaczej zwanego ragu. Mało kto wie, że prawdziwe ragu przyrządza się z całej listy składników, a oprócz mielonego mięsa wołowego znajduje się w nim między innymi wątróbka, marchewka i czerwone wino. Kolejnym zaskoczeniem był makaron z jakim ragu jest podawane, u nas sos boloński jada się głównie ze spaghetti, Włosi natomiast przyrządzają ragu z makaronem tagiatelle, długim i płaskim. O sosie ragu z pewnością jeszcze usłyszycie na blogu :)



29 marca 2014

4 oblicza Gruzji, lato w Kutaisi, cz.4/4 - 09.03.2014



Ostatni dzień naszej wycieczki po Gruzji postanowiliśmy spędzić w Kutaisi. Mimo, że samolot powrotny mieliśmy dopiero o 21.20 woleliśmy nie ryzykować i nie oddalać się zbytnio od miasta, żeby nie mieć problemów z dostaniem się na lotnisko. Nigdzie nie ma oficjalnych rozkładów odjazdów marszrutek, a już raz mieliśmy kłopoty z transportem, bo marszrutki odjeżdżały jedynie w godzinach porannych. Co prawda zawsze można liczyć na pomoc Gruzinów, jednak w dniu wyloty wolałabym uniknąć dodatkowego stresu ;) Trochę obawiałam się, co będziemy robić cały dzień w Kutaisi, tym bardziej, że opinie z jakimi się spotkałam nie zachęcały do zastania w tym mieście, a najciekawszą z nich była opinia, że nawet w Łodzi jest więcej do zwiedzania... W Łodzi jeszcze nie byłam, ale wybieram się, słyszałam, że są tam świetne murale! Generalnie daje szansę każdemu miejscu, a im mniej zrobione pod turystę tym bardziej mi się podoba. Kutaisi dodatkowo jest miastem przylotniskowym, a ja od jakiegoś czasu lubię odwiedzać miasta przylotniskowe i wyrabiać sobie o nich własne zdanie. Narita, Bergamo, Sandenfiord oraz Beauvias mnie zauroczyły, a jak było z Kutaisi...?





Nocleg w KUTAISI HOSTEL CENTER
Przed samą relacją z miasta wspomnę tylko o naszym niezapomnianym noclegu w Kutaisi Hostel Center. Szukając noclegów w Kutaisi nie mieliśmy zbytniego wyboru, miało być tanio i dla 8osób. Samo miejsce bardzo porządne, czyste, w dobrym miejscu. Jednak decydując się na nocleg w tym hostelu musicie liczyć się ze zbytnią uprzejmością i gościnnością Pani Właścicielki.. żeby nie powiedzieć ze zbytnią ciekawością, czy po prostu wścibskością. Jak to skomentowała koleżanka, nasza współtowarzyszka podróży "Nie wierzę że takie miejsca jeszcze istnieją! Hostel w którym nie wolno jeść w pokoju, właścicielka wchodzi do pokoju bez pukania i zagania nas do kąpania. Pościeli na pozostałych wolnych łóżkach nie wolno dotykać, a ta pod którą śpimy ma jutro rano wyglądać jak nieużywana. Ale wszystko jest "very, very clean" i "clean everyday". Mamy też spać przy otwartych drzwiach, a obok w pokoju chodzą mrówki. Piwo i wino otwieramy jak na koloniach, kaszląc by zagłuszyć dźwięk :)) Na każdej ścianie wiszą święte obrazki i krzyże. Dobrze, że aktów małżeństwa nie kazano pokazywać".. Opis jest bezbłędny! Przed dokonaniem rezerwacji zastanówcie, czy takie warunki Wam odpowiadają, czy lepiej jednak poszukać innego miejsca.



DWORZEC AUTOBUSOWY w KUTAISI i poszukiwania przechowalni bagażu
Gościnność Pani Właścicielki kończyła się wraz z końcem doby hotelowej. Mimo sporego hostelu i dużego podwórka przed, nie mogliśmy zostawić tu swoich bagaży. W Internecie też żadnych wiarygodnych informacji nie znalazłam, jedynie jakąś wzmiankę, że na dworcu autobusowym powinna być przechowalnia. Informację tę potwierdziła Pani Właścicielka, wsadziła nas do odpowiedniej marszrutki jadącej na dworzec i pojechaliśmy. Marszrutki z Kutaisi na lotnisko odjeżdżają z dworca kolejowego II przy McDonald'sie, a ostatnia jest o godz. 19.00 (koszt ok 1-2GEL). Przeszliśmy cały dworzec w poszukiwaniu przechowalni bagażu, pytaliśmy różnych osób, nawet dostaliśmy pomoc w postaci karteczki z zapytaniem po gruzińsku.. W końcu znaleźliśmy. A widok jaki nas zastał zaliczał się do jednych z największych zaskoczeń wyjazdu. Przechowalnią bagażu było pomieszczenie robiące za składzik, przy którym siedział Pan z wielką kłódką. Nie wyglądało to zbyt pewnie, a ja nie byłam przekonana czy chcę zostawiać tu swoją torbę. I nie chodziło o to, że bałam się, że jak wrócimy to mojej torby nie będzie, ja się bałam, że nie będzie tego Pana, a my nie będziemy mieli się jak dostać do bagaży! Zdecydowaliśmy się wziąć bagaże ze sobą, z nadzieją, że gdzieś je jeszcze zostawiliśmy.


Gdyby jednak ktoś potrzebował zostawić bagaże w przechowalni i zdecydował się na przechowalnię na dworcu kolejowym, to nie zdziwcie się, ale ona wygląda właśnie tak.






W DRODZE DO PARLAMENTU i nieturystyczna część Kutaisi
Kutaisi jest drugim pod względem wielkości miastem Gruzji i to właśnie tutaj w 2012roku została przeniesiona siedziba Parlamentu. Nowoczesny budynek w kształcie szklanej kopuły miał symbolizować jasną, demokratyczną przyszłość Gruzji. Parlament znajduje się z dala od centrum w okolicy zaniedbanych blokowisk, miejsca gdzie trudno spotkać turystów. Z pewnością można podjechać tu którąś z marszrutek, ale jak to z marszrutkami bywa nie wiadomo dokąd jadą, skąd, ani gdzie właściwie jest przystanek. My zdecydowaliśmy się na godzinny spacer do centrum, ale jeżeli zależy Wam na czasie, chyba lepszym rozwiązaniem byłoby skorzystanie ze środków publicznego transportu miejskiego. Z drugiej jednak strony widoki jakie mogliśmy oglądać podczas spaceru też miały swój klimat.







INFORMACJA TURYSTYCZNA i turystyczna część Kutaisi
Z Parlamentu do centrum jest zaledwie 4km, jednak spacer strasznie się dłużył... z bagażami na plecach, w blasku pięknego słońca czułam się jak wielbłąd przemierzający Saharę. Dalsze zwiedzanie miasta w taki sposób z pewnością nie pozostawiłby pozytywnych wspomnień. Postanowiliśmy spróbować patentu z dnia poprzedniego i zostawić bagaże w Informacji Turystycznej, była niedziela, mogliśmy tylko mieć nadzieję, że ją znajdziemy i że będzie otwarta. Znaleźliśmy! Była czynna! Mogliśmy zostawić torby i plecaki! A oprócz tego dostaliśmy mapki i cenne wskazówki na dalsze zwiedzanie. Informacja Turystyczna w Kutaisi znajduje się w budynku Muzeum Historycznego przy alei Rustaveli tuż przy głównym placu Agmaszenebelis. Całe centrum miasta znajduje się po lewej stronie rzeki Rioni i jest zupełnie inne niż część, którą zobaczyliśmy wcześniej, nowe, zadbane, turystyczne. W obrębie placu Agmaszenebelis znajduje się również fontanna oraz ciekawy kompleks rzeźb.





DWA OBIEKTY UNESCO WARTE ZOBACZENIA: MONASTYR'u GELATI i KATEDRA BOGRATA
Będąc w Kutaisi warto pojechać do oddalonego o 6km klasztoru Gelati wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pod sam klasztor dojeżdżają marszrutki (n. 2, 4, 6, 11) z ulicy Mari Brosse znajdującej się na tyłach teatru. Idąc z biura informacji turystycznej należy kierować się w stronę fontanny, dalej prosto w stronę teatru i za teatrem pierwsza w prawo to właśnie ul. Brosse, skąd dojedziemy do klasztoru Gelati. Koszt marszrutki to 1GEL. Marszrutka powrotna przyjeżdża po 2h.


Jest to bardzo ważne miejsce dla każdego Gruzina. Klasztor został wybudowany w 1106r. z polecenia króla Dawida Budowniczego, który spoczywa tu wraz z innymi władcami Gruzji, a prezydent Saakaszwili wybrał to miejsce na inaugurację swojej prezydentury. W środku znajdują się piękne, kolorowe freski uważane za jedne z najwspanialszych w całym kraju.








W pobliżu klasztoru znajduje się cmentarz, a wizyta na nim, nawet za dnia, była ciekawym doświadczeniem. Z każdej strony spoglądali na nas wizerunki zmarłych. Zgodnie z gruzińską tradycją na nagrobkach umieszcza się podobiznę zmarłych, czasem nawet kilka, zdjęcia, obrazy, często w towarzystwie rzeczy, które za życie darzyli największą sympatią. Normalną rzeczą są też ławki i stoliczki, przy których można celebrować pamięć za zmarłych.





2 godziny oczekiwania na marszrutkę powrotną to sporo czasu, można skusić się na spacer do położonego nieopodal Mocameta, niewielkiego klasztoru, ponoć równie urokliwego.. my jednak woleliśmy spędzić ten czas na słonecznej polance i delektować się pysznym gruzińskim piwem. 


Po powrocie marszrutką do centrum udaliśmy się do kolejnego godnego zobaczenia miejsca w Kutaisi do katedry Borgata. Katedra położona jest na niewielkim wzgórzu Ukimerioni po prawej stornie rzeki. Katedra została wybudowana w 1003r. po czym wysadzona przez Turków osmańskich, którzy najechali Kutaisi, w skutek czego zawalił się strop i kopuła katedry. Dopiero w 2008r. wbrew opinii UNESCO rozpoczęły się prace rekonstrukcyjne. Kamień połączono z drewnem i stalą, nadając całości nieco awangardowego wyrazu. W chwili obecnej świątynia należy do Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego, jednak msze w niej odbywają się sporadycznie. Obok katedry znajdują się ruiny pałacu-cytadeli, a ze wzgórza rozpościera się widok na panoramę Kutaisi.








Informacja Turystyczna czynna jest do 18.00, ostatnia marszrutka w stronę lotniska odjeżdża o 19.00, czas leciał nieubłaganie, a przed nami były jeszcze zakupy na targu i ostatni gruziński obiad. Targ znajduje się przy ulicy Tsminda Nino i nie sposób nie natknąć się na niego idąc z katedry Borgata w stronę centrum. Na targu można kupić lokalne przysmaki: sery, czurchelę, przyprawy, wszystko świetnie sprawdzi się w roli suvenirów, które bez problemów można przewozić w bagażu podręcznym. Odebraliśmy bagaże przed zamknięciem informacji turystycznej i poszliśmy szukać lokalu na pożegnalną suprę. Miejsce polecane w biurze turystycznym, restauracja z kuchnią kaukaską przy alei Rustaveli niestety była w remoncie, musieliśmy zdać się na własny instynkt. Czasu było niewiele, warunek tylko jeden - lokalnie. Znaleźliśmy  baro-restaurację na ulicy Alexandra Pushkina z pyszną sałaką i chaczapuri. To tutaj też miałam okazję spróbować najdziwniej potrawy kuchni gruzińskiej jaką spotkałam w przeciągu tych 4 dni - łososia w zalewie z octu winnego i kolendry kindzmari, zdecydowanie nie mój smak.





Zasiedzieliśmy się w knajpie, 19.00 dawno minęła, ostatnia marszrutka w kierunku lotniska odjechała. Po raz ostatni podczas tego wyjazdu postanowiliśmy przetestować Gruzinów. Poszliśmy do kelnera, żeby oprócz rachunku.. załatwił nam transport na lotnisko. Udało się, a jakże, bo gościnność i pomocność Gruzinów jest niezawodna :) nie zawiodło też samo Kutaisi, które zostanie dopisane na listę przylotniskowych miasteczek godnych uwagi!






wskazówki:

  • marszrutki na lotnisko odjeżdżają z dworca kolejowego II przy McDonald'sie, a ostatnia jest o godz. 19.00.
  • przechowalnia bagażu znajduje się na dworcu kolejowym II, ale jeżeli chcecie uniknąć zostawiania tam bagażu to bez problemu można zrobić to w informacji turystycznej
  • informacja turystyczna znajduje się w budynku Muzeum Historycznego przy alei Rustaveli
  • marszrutki do klasztoru Gelati odjeżdżają z ulicy Mari Brosse znajdującej się na tyłach teatru