29 stycznia 2014

W krainie jak z bajki, Bergen, 25-26.01.2014

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami żyła piękna dziewczyna o imieniu Emma, miała cerę niczym alabaster i włosy jak anielskie promyki.. Brzmi jak bajka? Ale bajką wcale nie jest, to moje pierwsze wrażenie, jakie przywiozłam z Bergen. Jeden dzień, który spędziliśmy w Norwegii to niewiele, ale wystarczyło, abym jeszcze bardziej zauroczyła się tym miejscem, jego pięknem, spokojem i harmonią jaką da się zauważyć między mieszkańcami a naturą. To miejsce, gdzie po prostu chce się być i chłonąć błogostan jaki w koło się udziela. Przygotowując się do wyjazdu byłam przekonana, że Bergen nie jest miejscem dla mnie, ja potrzebująca do egzystencji słońca i ciepła nie wyobrażałam sobie życia w miejscu, gdzie przez ponad 250dni w roku pada i jest pochmurno. Po weekendzie w Bergen byłabym skłonna zaryzykować i spróbować życia tutaj :)




Norwegia przywitała nas zdecydowanie lepszą pogodą niż panowała w Polsce. Panujące -15stopni, które zostawiliśmy w Gdańsku przysparzało mnie o gęsią skórkę na samą myśl o tym, jak mielibyśmy przetrwamy cały dzień spacerując i zwiedzając miasto, a potem jeszcze spędzić noc na lotnisku! Byłam przygotowana na prawdziwy zimowy survival, a do tego niskobudżetowy, bo to przecież Norwegia! A w Bergen.. a w Bergen było 2 stopnie na plusie i warunki idealne na szwędanie się po mieście. Z lotniska można dostać się do centrum miasta shuttle bus, jednak jego koszt znacznie przekraczał nasz całodzienny budżet. Bilet w jedną stronę kosztuje 90NOK, a my mieliśmy do dyspozycji jedynie 220NOK, na nas dwoje i to na cały dzień! Zdecydowaliśmy się na tańszą opcję - komunikację miejską. Przystanek autobusu, który miał nas zawieść do miasta oddalony był od lotniska 2km, ale za bilet dla całej naszej czwórki zapłaciliśmy 90NOK, czyli tyle, ile zapłaciłaby jedna osoba jadąc bezpośrednio z lotniska! Jednak spacer się opłaca ;)


Bergen jest niedużym miastem, jednak ma wiele do zaoferowania. Osoby, które wolą miejski odpoczynek z pewnością oddadzą się urokowi i niepowtarzalnej atmosferze panującej szczególnie w starej części miasta, a ci którzy preferują aktywny wypoczynek, będą mogli wspiąć się na jedno z siedmiu wzgórz otaczających Bergen. My mieliśmy do dyspozycji zaledwie jeden dzień, ale chcieliśmy doświadczyć obu tych rozkoszy, zarówno miejskiego szyku, jak i odrobiny górskich przyjemności. Może w minimalnym stopniu, ale udało się zrealizować cel :)

Głównymi punktami wycieczki był targ rybny Torget, "starówka" Bryggen oraz wzgórze Floyen.



Pierwsze kroki skierowaliśmy do znajdującego się na Torgallmenningen McDonalds'a. Marzyliśmy o porannej kawie, a niestety ograniczony budżet oraz zdecydowanie za wysokie ceny w Norwegii nie pozwoliły nam na skorzystanie z innej lokalnej kawiarni. Natomiast ceny w McDonald's były nawet przystępne: kawa latte 20NOK, cheesburger menu (cheesburger, średnie frytki, napój) 44NOK. Z czystym sumieniem mogliśmy wypić rozgrzewającą kawę i ruszyć dalej na zwiedzanie Bergen :)

TORGET, BRYGGEN, FLOYEN - spacer po mieście
Torget, czyli słynny targ rybny trochę mnie rozczarował. Spodziewałam się długiej ulicy ze straganami pod gołym niebem, gdzie można kupić nie tylko ryby, ale również inne smakołyki Norwegii oraz skosztować lokalnych przekąsek. Sądząc po zdjęciach jakie można zobaczyć w Internecie, tak właśnie kiedyś wyglądał Torgen. Może i dalej tak wygląda, ale w bardziej sprzyjających ku temu warunkach pogodowych. Miałam nadzieję, że uda się nam spróbować kanapki z mięsem renifera, serwowanej prosto ze straganu, ale nic z tych rzeczy. Niestety nie mieliśmy okazji zobaczyć prawdziwego targu. W jego miejscu stoi nowoczesny kompleks, z licznymi restauracjami w środku, gdzie przy okazji można kupić jakąś rybę, ale żeby zaopatrywali się tu miejscowi.. nie sądzę. Miałam wrażenie, że oszklony budynek jest zrobiony wyłącznie pod turystów, niestety ceny również były piekielnie wysokie, jak dla turystów, przykładowo zupa rybna - 99NOK, grillowany wieloryb - 179NOK.. Żaden z tych przysmaków nie mieścił się w naszym budżecie, musieliśmy zadowolić się kanapkami przywiezionymi z Polski.



Kolejnym punktem wycieczki było Bryggen, najstarsza dzielnica Bergen, cała wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Charakterystyczne, kolorowe domki należały niegdyś do kupców, a cała okolica była zagłębiem handlowym. Dziś znajdują się tam liczne sklepiki z pamiątkami, restauracje i muzea. Bryggen emanuje nostalgicznym, wręcz magicznym klimatem, który sprawia, że chce się spędzać w ich otoczeniu cały dzień. Gdybyśmy tylko mieli więcej czasu.. A tak musieliśmy udać się w kierunku ostatniego zadania na dzień dzisiejszy - wzgórza Floyen.



Do samego punktu widokowego można dostać wieloma drogami, najszybciej kolejką, która wwiezie nas na wzgórze w zaledwie 8min, jednak koszt tej przyjemności to 89NOK w dwie strony, lub 45NOK w jedną stronę. Pogoda nie była najgorsza, zdecydowaliśmy się na spacer. Ale i tutaj trzeba uważać, i pilnować odpowiedniej drogi. Mimo licznych drogowskazów skręciliśmy nie w tą alejkę co potrzeba i zamiast najkrótszej drogi wybraliśmy najdłuższą. Po całonocnej podróży do Gdańska, z całym ekwipunkiem na plecach i jedynie o suchym prowiancie, wejście nawet na tak niewysokie wzgórze (399 m n.p.m.) nie było łatwym zadaniem. Otuchy dodawali Norwegowie, którzy jak gdyby nigdy nic wbiegali na sam szczyt. W pewnym momencie miałam wrażenie, że trafiliśmy na dzień miłości do Floyen, ponieważ chyba wszyscy mieszkańcy Bergen, w jednym czasie postanowili wejść na szczyt. Robili to indywidualnie, w parach albo grupkach, wszyscy ubrani na sportowo i z uśmiechem na twarzy, bez najmniejszej zadyszki, wchodzi albo wręcz wbiegali na Floyen, jakby robili to codziennie.. a może właśnie oni robią to codziennie.. może dlatego nie widziałam ani jednej otyłej Norweżki, a wszystkie jakie miałam okazje obserwować tego dnia były smukłe i wysportowane, a do tego wyglądały jakby całe dnie spędzały na świeżym powietrzu... Może to właśnie jest tajemnicą hipnotyzującego piękna mieszkanek Bergen - codzienny spacer na Floyen! A z samego Floyen rozpościera się piękny widok na miasto. Znajduje się tam również park z placem zabaw i figurkami trolli oraz wiedźm, restauracja oraz sklep z pamiątkami.



Wejście na Floyen było ostatnim punktem naszej wycieczki po Bergen. Poczekaliśmy jeszcze chwilę przy rozgrzewającej kawie, aż zapadnie zmierzch i mogliśmy pożegnać się z miastem. W weekendy autobus w stronę lotniska odjeżdża średnio co godzinę, dlatego warto wcześniej sprawdzić, o której godzinie przyjść na przystanek. My tego nie zrobiliśmy i ponad 40min musieliśmy czekać na autobus. Szczęście się jednak do nas uśmiechnęło i kiedy już autobus podjechał, okazało się, że kierowcą jest Słowak, który wpuścił nas do środka bez biletu :) z zaoszczędzonych NOK mogłam kupić suvenir, o którym mam nadzieje napiszę niedługo na blogu :D

NOCLEG NA LOTNISKU i 5* komfortsone
Na koniec czekał nas jeszcze jeden etap survivalowego wyjazdu, którego bałam się najbardziej. Noc na lotnisku. Nie była to pierwsza noc na lotnisku jaką miałam spędzić, ale pierwsza zimą i po całym dniu zwiedzania bez ciepłego posiłku. Jak się okazało moje obawy były niepotrzebne. Lotnisko w Bergen jest najlepszym lotniskiem na jakim miałam okazję nocować! Na półpiętrze jest wydzielona specjalna strefa do odpoczynku "komfortsone" z bardzo wygodnymi rozkładanymi fotelami. Do tego zupka chińska, niezbędnik, śpiwór i czas do rana zleciał w mgnienia oka. Gdybyście chcieli poczytać więcej o spaniu na lotnisku to odsyłam do posta "spanie na lotnisku - kilka porad".





PODSUMOWANIE kosztów wyjazdu na osobę:

bilety lotnicze Gdańsk - Bergen - Gdańsk - 108zł
dojazd do Gdańska - 50zł
autobus z lotniska do Bergen - 11zł (22,5NOK)
kawa i cheesburger w McDonald's - 32zł (64NOK)



13 komentarzy:

  1. Norwegia marzy mi się od dawna i jej odwiedziny przekładam od zawsze na moment, gdy będę bogatsza ;) Ale twój sposób na tanie Begen sam się prosi o wykorzystanie! A takich lotniskowych leżanek nie widziałam jeszcze nigdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać jednodniówka w Bergen wcale nie musi być droga :) jest tylko jeden minus.. Norwegia uzależnia i chce się więcej i więcej! już się nie mogę doczekać sierpniowego wypadu do Stavanger, tym razem na 3 dni, ale tak samo survivalowo.. Ceny w Norwegii do tego zmuszają, ale całe szczęście kraj jest tak gościny i tolerancyjny, że nie ma problemu z biwakowaniem na dziko :) co do foteli na lotnisku to istne mistrzostwo świata! ja też nigdzie indziej takich nie spotkałam. Takie "komfortsone" powinno być na każdym lotnisku :D

      Usuń
  2. Ja w marcu mam 3 dni w Norwegii pierwszy raz i jestem ciekawy i nie moge sie doczekac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokąd dokładnie lecisz? Norwegia uzależnia, na pewno będziesz zadowolony! :)

      Usuń
  3. Jeśli ktoś lubi muzea i inne atrakcje watro kupować w norweskich miasta tzn pass Bregenpass, Oslopass itd kosz ok 270 nok ale gwarantuje wejście do wszystkich muzeów a w Oslo również parkingi miejskie lub komunikację miejską.
    Co do biwakowanie w Norwegi istnieje ustawa o Swobodzie dostępu do natury czyli można biwakować na czyimś terenie 24h bez pozwolenia w odległości 100 m od zabudowań jeśli chcemy być dłużej warto zapytać.
    Targ rybny jest również na podwórku ale w sezonie czyli od maja do września.
    Ja osobiście wybrałam się do Bergen pociągiem z Oslo 7 h niezapomnianej przygody koszt ok 150 zl po promocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak też myślałam, że w sezonie targ rybny jest prawdziwym targiem.. no nic, będziemy musieli jeszcze wrócić do Bergen w sezonie :D a opcja przez Oslo też bardzo ciekawa, tym bardziej, że do Oslo można się dostać nie tylko z Gdańska, a słyszałam że trasa Oslo-Bergen jest wyjątkowo piękna! dziękuje za wskazówki :)

      Usuń
  4. Czy mogłabyś zdradzić mi tajemnice jakimi liniami lecieliście bo ja z tego co póki co udało mi się sprawdzić to Wizzair wylatuje jedynie w środy i w niedziele, a to za długo urlopowo i kwotowo, a godziny przylotów i odlotów nie pozwalają na jednodniówkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lecieliśmy właśnie wizzem z gdańska, jeszcze w rozkładzie ziomowym, który dawał możliwość na weekendową jednodniówkę sobota-niedziala. W rozkładzie letnim (np lipiec) z Gdańska do Bergen lata 5x w tygodniu, a takie typowe jednidniówki można zrobić czwartek-piątek lub piątek-sobota. Polecam!

      Usuń
  5. Zapraszam na moj blog, obecnie duzo o Bergen :) iideaandlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale Ci zazdraszaczam tej Norwegii... Ale tak pozytywnie ;-)

    PS. Bardzo fajny blog, będę często zaglądała :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam takie pytanie bo spędzę na lotnisku w Bergen 6 godzin jakie ceny są tam za kawę lub coś zimnego oraz czy można płacić zwykłą naszą kartą płatniczą?
    Będę wdzięczna za odpowiedz bo na dodatek pierwszy raz w życiu lecę samolotem na dodatek sama :)
    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny na lotnisku są dość wysokie, nie pamiętam dokładnie ile może kosztować napój, bo zamiast kupować woleliśmy wziąć kubek i grzałkę i samemu przyrządzić sobie herbatę :) w innym wypadku trzeba się przygotować na to, że woda może kosztować ok. 30pln. Z kartami płatniczymi za granicą generalnie są problemy, wiele państw nie akceptuje kart debetowych, ale jak jest w Norwegii, również nie pomogę, bo nie korzystaliśmy z kart debetowych tylko kredytowej.

      Usuń
  8. Bardzo pomocny wpis, również planuję wyjazd, ale mam jeden problem. Otóż taki, że próbując wyszukać na stronie skyss.no tego busa nr 51, który by mnie zawiózł do centrum, nie mogę go odnaleźć: ( Czy to możliwe, że go wycofali?

    OdpowiedzUsuń