29 marca 2014

4 oblicza Gruzji, lato w Kutaisi, cz.4/4 - 09.03.2014



Ostatni dzień naszej wycieczki po Gruzji postanowiliśmy spędzić w Kutaisi. Mimo, że samolot powrotny mieliśmy dopiero o 21.20 woleliśmy nie ryzykować i nie oddalać się zbytnio od miasta, żeby nie mieć problemów z dostaniem się na lotnisko. Nigdzie nie ma oficjalnych rozkładów odjazdów marszrutek, a już raz mieliśmy kłopoty z transportem, bo marszrutki odjeżdżały jedynie w godzinach porannych. Co prawda zawsze można liczyć na pomoc Gruzinów, jednak w dniu wyloty wolałabym uniknąć dodatkowego stresu ;) Trochę obawiałam się, co będziemy robić cały dzień w Kutaisi, tym bardziej, że opinie z jakimi się spotkałam nie zachęcały do zastania w tym mieście, a najciekawszą z nich była opinia, że nawet w Łodzi jest więcej do zwiedzania... W Łodzi jeszcze nie byłam, ale wybieram się, słyszałam, że są tam świetne murale! Generalnie daje szansę każdemu miejscu, a im mniej zrobione pod turystę tym bardziej mi się podoba. Kutaisi dodatkowo jest miastem przylotniskowym, a ja od jakiegoś czasu lubię odwiedzać miasta przylotniskowe i wyrabiać sobie o nich własne zdanie. Narita, Bergamo, Sandenfiord oraz Beauvias mnie zauroczyły, a jak było z Kutaisi...?





Nocleg w KUTAISI HOSTEL CENTER
Przed samą relacją z miasta wspomnę tylko o naszym niezapomnianym noclegu w Kutaisi Hostel Center. Szukając noclegów w Kutaisi nie mieliśmy zbytniego wyboru, miało być tanio i dla 8osób. Samo miejsce bardzo porządne, czyste, w dobrym miejscu. Jednak decydując się na nocleg w tym hostelu musicie liczyć się ze zbytnią uprzejmością i gościnnością Pani Właścicielki.. żeby nie powiedzieć ze zbytnią ciekawością, czy po prostu wścibskością. Jak to skomentowała koleżanka, nasza współtowarzyszka podróży "Nie wierzę że takie miejsca jeszcze istnieją! Hostel w którym nie wolno jeść w pokoju, właścicielka wchodzi do pokoju bez pukania i zagania nas do kąpania. Pościeli na pozostałych wolnych łóżkach nie wolno dotykać, a ta pod którą śpimy ma jutro rano wyglądać jak nieużywana. Ale wszystko jest "very, very clean" i "clean everyday". Mamy też spać przy otwartych drzwiach, a obok w pokoju chodzą mrówki. Piwo i wino otwieramy jak na koloniach, kaszląc by zagłuszyć dźwięk :)) Na każdej ścianie wiszą święte obrazki i krzyże. Dobrze, że aktów małżeństwa nie kazano pokazywać".. Opis jest bezbłędny! Przed dokonaniem rezerwacji zastanówcie, czy takie warunki Wam odpowiadają, czy lepiej jednak poszukać innego miejsca.



DWORZEC AUTOBUSOWY w KUTAISI i poszukiwania przechowalni bagażu
Gościnność Pani Właścicielki kończyła się wraz z końcem doby hotelowej. Mimo sporego hostelu i dużego podwórka przed, nie mogliśmy zostawić tu swoich bagaży. W Internecie też żadnych wiarygodnych informacji nie znalazłam, jedynie jakąś wzmiankę, że na dworcu autobusowym powinna być przechowalnia. Informację tę potwierdziła Pani Właścicielka, wsadziła nas do odpowiedniej marszrutki jadącej na dworzec i pojechaliśmy. Marszrutki z Kutaisi na lotnisko odjeżdżają z dworca kolejowego II przy McDonald'sie, a ostatnia jest o godz. 19.00 (koszt ok 1-2GEL). Przeszliśmy cały dworzec w poszukiwaniu przechowalni bagażu, pytaliśmy różnych osób, nawet dostaliśmy pomoc w postaci karteczki z zapytaniem po gruzińsku.. W końcu znaleźliśmy. A widok jaki nas zastał zaliczał się do jednych z największych zaskoczeń wyjazdu. Przechowalnią bagażu było pomieszczenie robiące za składzik, przy którym siedział Pan z wielką kłódką. Nie wyglądało to zbyt pewnie, a ja nie byłam przekonana czy chcę zostawiać tu swoją torbę. I nie chodziło o to, że bałam się, że jak wrócimy to mojej torby nie będzie, ja się bałam, że nie będzie tego Pana, a my nie będziemy mieli się jak dostać do bagaży! Zdecydowaliśmy się wziąć bagaże ze sobą, z nadzieją, że gdzieś je jeszcze zostawiliśmy.


Gdyby jednak ktoś potrzebował zostawić bagaże w przechowalni i zdecydował się na przechowalnię na dworcu kolejowym, to nie zdziwcie się, ale ona wygląda właśnie tak.






W DRODZE DO PARLAMENTU i nieturystyczna część Kutaisi
Kutaisi jest drugim pod względem wielkości miastem Gruzji i to właśnie tutaj w 2012roku została przeniesiona siedziba Parlamentu. Nowoczesny budynek w kształcie szklanej kopuły miał symbolizować jasną, demokratyczną przyszłość Gruzji. Parlament znajduje się z dala od centrum w okolicy zaniedbanych blokowisk, miejsca gdzie trudno spotkać turystów. Z pewnością można podjechać tu którąś z marszrutek, ale jak to z marszrutkami bywa nie wiadomo dokąd jadą, skąd, ani gdzie właściwie jest przystanek. My zdecydowaliśmy się na godzinny spacer do centrum, ale jeżeli zależy Wam na czasie, chyba lepszym rozwiązaniem byłoby skorzystanie ze środków publicznego transportu miejskiego. Z drugiej jednak strony widoki jakie mogliśmy oglądać podczas spaceru też miały swój klimat.







INFORMACJA TURYSTYCZNA i turystyczna część Kutaisi
Z Parlamentu do centrum jest zaledwie 4km, jednak spacer strasznie się dłużył... z bagażami na plecach, w blasku pięknego słońca czułam się jak wielbłąd przemierzający Saharę. Dalsze zwiedzanie miasta w taki sposób z pewnością nie pozostawiłby pozytywnych wspomnień. Postanowiliśmy spróbować patentu z dnia poprzedniego i zostawić bagaże w Informacji Turystycznej, była niedziela, mogliśmy tylko mieć nadzieję, że ją znajdziemy i że będzie otwarta. Znaleźliśmy! Była czynna! Mogliśmy zostawić torby i plecaki! A oprócz tego dostaliśmy mapki i cenne wskazówki na dalsze zwiedzanie. Informacja Turystyczna w Kutaisi znajduje się w budynku Muzeum Historycznego przy alei Rustaveli tuż przy głównym placu Agmaszenebelis. Całe centrum miasta znajduje się po lewej stronie rzeki Rioni i jest zupełnie inne niż część, którą zobaczyliśmy wcześniej, nowe, zadbane, turystyczne. W obrębie placu Agmaszenebelis znajduje się również fontanna oraz ciekawy kompleks rzeźb.





DWA OBIEKTY UNESCO WARTE ZOBACZENIA: MONASTYR'u GELATI i KATEDRA BOGRATA
Będąc w Kutaisi warto pojechać do oddalonego o 6km klasztoru Gelati wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pod sam klasztor dojeżdżają marszrutki (n. 2, 4, 6, 11) z ulicy Mari Brosse znajdującej się na tyłach teatru. Idąc z biura informacji turystycznej należy kierować się w stronę fontanny, dalej prosto w stronę teatru i za teatrem pierwsza w prawo to właśnie ul. Brosse, skąd dojedziemy do klasztoru Gelati. Koszt marszrutki to 1GEL. Marszrutka powrotna przyjeżdża po 2h.


Jest to bardzo ważne miejsce dla każdego Gruzina. Klasztor został wybudowany w 1106r. z polecenia króla Dawida Budowniczego, który spoczywa tu wraz z innymi władcami Gruzji, a prezydent Saakaszwili wybrał to miejsce na inaugurację swojej prezydentury. W środku znajdują się piękne, kolorowe freski uważane za jedne z najwspanialszych w całym kraju.








W pobliżu klasztoru znajduje się cmentarz, a wizyta na nim, nawet za dnia, była ciekawym doświadczeniem. Z każdej strony spoglądali na nas wizerunki zmarłych. Zgodnie z gruzińską tradycją na nagrobkach umieszcza się podobiznę zmarłych, czasem nawet kilka, zdjęcia, obrazy, często w towarzystwie rzeczy, które za życie darzyli największą sympatią. Normalną rzeczą są też ławki i stoliczki, przy których można celebrować pamięć za zmarłych.





2 godziny oczekiwania na marszrutkę powrotną to sporo czasu, można skusić się na spacer do położonego nieopodal Mocameta, niewielkiego klasztoru, ponoć równie urokliwego.. my jednak woleliśmy spędzić ten czas na słonecznej polance i delektować się pysznym gruzińskim piwem. 


Po powrocie marszrutką do centrum udaliśmy się do kolejnego godnego zobaczenia miejsca w Kutaisi do katedry Borgata. Katedra położona jest na niewielkim wzgórzu Ukimerioni po prawej stornie rzeki. Katedra została wybudowana w 1003r. po czym wysadzona przez Turków osmańskich, którzy najechali Kutaisi, w skutek czego zawalił się strop i kopuła katedry. Dopiero w 2008r. wbrew opinii UNESCO rozpoczęły się prace rekonstrukcyjne. Kamień połączono z drewnem i stalą, nadając całości nieco awangardowego wyrazu. W chwili obecnej świątynia należy do Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego, jednak msze w niej odbywają się sporadycznie. Obok katedry znajdują się ruiny pałacu-cytadeli, a ze wzgórza rozpościera się widok na panoramę Kutaisi.








Informacja Turystyczna czynna jest do 18.00, ostatnia marszrutka w stronę lotniska odjeżdża o 19.00, czas leciał nieubłaganie, a przed nami były jeszcze zakupy na targu i ostatni gruziński obiad. Targ znajduje się przy ulicy Tsminda Nino i nie sposób nie natknąć się na niego idąc z katedry Borgata w stronę centrum. Na targu można kupić lokalne przysmaki: sery, czurchelę, przyprawy, wszystko świetnie sprawdzi się w roli suvenirów, które bez problemów można przewozić w bagażu podręcznym. Odebraliśmy bagaże przed zamknięciem informacji turystycznej i poszliśmy szukać lokalu na pożegnalną suprę. Miejsce polecane w biurze turystycznym, restauracja z kuchnią kaukaską przy alei Rustaveli niestety była w remoncie, musieliśmy zdać się na własny instynkt. Czasu było niewiele, warunek tylko jeden - lokalnie. Znaleźliśmy  baro-restaurację na ulicy Alexandra Pushkina z pyszną sałaką i chaczapuri. To tutaj też miałam okazję spróbować najdziwniej potrawy kuchni gruzińskiej jaką spotkałam w przeciągu tych 4 dni - łososia w zalewie z octu winnego i kolendry kindzmari, zdecydowanie nie mój smak.





Zasiedzieliśmy się w knajpie, 19.00 dawno minęła, ostatnia marszrutka w kierunku lotniska odjechała. Po raz ostatni podczas tego wyjazdu postanowiliśmy przetestować Gruzinów. Poszliśmy do kelnera, żeby oprócz rachunku.. załatwił nam transport na lotnisko. Udało się, a jakże, bo gościnność i pomocność Gruzinów jest niezawodna :) nie zawiodło też samo Kutaisi, które zostanie dopisane na listę przylotniskowych miasteczek godnych uwagi!






wskazówki:

  • marszrutki na lotnisko odjeżdżają z dworca kolejowego II przy McDonald'sie, a ostatnia jest o godz. 19.00.
  • przechowalnia bagażu znajduje się na dworcu kolejowym II, ale jeżeli chcecie uniknąć zostawiania tam bagażu to bez problemu można zrobić to w informacji turystycznej
  • informacja turystyczna znajduje się w budynku Muzeum Historycznego przy alei Rustaveli
  • marszrutki do klasztoru Gelati odjeżdżają z ulicy Mari Brosse znajdującej się na tyłach teatru

27 marca 2014

Kolejna wizyta na Litwie zaplanowana, majowe Wilno - 10.05.2014

W Wilnie byliśmy już kilkukrotnie, spędziliśmy tam masę pięknych chwil, witaliśmy potrójny Nowy Rok, poznaliśmy wspaniałych ludzi :) być może dlatego tak chętnie tam wracamy.

Kiedy dostałam informację od Simple Express o dzisiejszej promocji, nie mogłam oprzeć się pokusie! Czas odwiedzić stare rejony i zrobić porządną relację ze stolicy Litwy :D Tym bardziej, że data wyjątkowa, bo prawierocznicowa, a sama rocznica również wyjątkowo, bo już 5!


Zapowiada się kolejna fajna jednodniówka :)

 
Wilno 10.05.2014 by Simple Express


19 marca 2014

4 oblicza Gruzji, jesienne urwanie głowy w Gori i Upliscyche, cz.3/4 - 08.03.2014



Gruzja jest bardzo różnorodnym krajem, w większej części górzystym, z dostępem do Morza Czarnego, dzięki czemu ma wiele do zaoferowania turystom przez cały rok. Podczas planowania naszego wyjazdu mieliśmy spore dylematy, na które miejsca się zdecydować, a do dyspozycji mieliśmy zaledwie 4 dni. Tbilisi i Kazbegi były punktami obowiązkowymi na mojej liście, wybór pozostałych miejsc nie był już taki łatwy.. bo można by zostać dzień dłużej w Tbilisi i pojechać do pobliskiej Mcchety, albo spędzić dzień w nadmorskim Batumi, czy też kolejny dzień w górach udając się do Mestii.. myśleliśmy nawet o wypadzie do Erewania, jednak czasu było niewiele, a plan zakładał, że wieczorem powinniśmy być już w Kutaisi, skąd następnego dnia mieliśmy lot powrotny i gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Dlatego zdecydowaliśmy się na Gori znajdujące się po drodze z Tbilisi do Kutaisi, z opcją skalnego miasta Upliscyche oddalonego o 15km od Gori.






DOJAZD Z TBILISI DO GORI i dalej do Upliscyche
Z Tbilisi do Gori marszrutki odjeżdżają z tego samego dworca co do Kazbegi czy bezpośrednio do Kutaisi, z dworca przy stacji metra Didube. Z informacje jakie udało się nam zdobyć przy wyjazdem koszt przejazdu powinien wynieść około 5GEL/os, jednak nie było to w pełni satysfakcjonujące nas rozwiązanie, ponieważ mimo niewielkiej odległości nie ma zbyt dobrego dojazdu z Gori do Upliscyche. Można się tam dostać miejską marsztuką jadąc do pobliskiego miasteczka Kwachwareli, a potem spacerem ok 30min (2km) w jedną stronę, jednak nigdzie nie było informacji co to za autobus, ile kosztuje oraz jak często kursuje, drugą opcja jest dojazd taksówką, a właściwie dwoma, bo było nas 8-ro i do jednej taksówki moglibyśmy mieć problem się zmieścić.. chociaż z perspektywy czasu stwierdzam, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale o tym niebawem ;) marszrutka plus dwie taksówki z
postojem na czas zwiedzana mogłyby znacznie wykroczyć poza nasz budżet, dlatego już w Tbilisi postaraliśmy się o transport prywatnym busikiem najpierw do Upliscyche, potem do Gori, przy założeniu, że zapłacimy 60GEL za wszystkich. W tym przypadku negocjacje okazały się niezbędne i bardzo skuteczne! Cena wyjściowa jaką usłyszeliśmy od kierowców to 300GEL... pojechaliśmy za 70GEL ;) w bardzo komfortowych warunkach, ogrzewanym busikiem, z przyzwoitym kierowcą. Z Tbilisi do Gori jest 90km, jechaliśmy nieco ponad godzinę, ale trudno mi powiedzieć, ponieważ zaraz po wyjeździe z miasta zasnęłam błogim snem i obudziłam się dopiero na miejscu.


SKALNE MIASTO UPLISCYCHE
Pierwszym punktem dzisiejszego dnia było Upliscyche, skalne miasto, którego historia sięga V w. p.n.e. i uważane jest za jedną z najstarszych osad na Kaukazie. Nazwa Upliscyche to w dosłownym tłumaczeniu "Pańska Twierdza", a miasto pełniło funkcję rezydencji władców Gruzji, kiedy Tbilisi było przejęte przez Arabów. Wejście do kompleksu kosztuje 3GEL bilet normalny, bądź 1GEL bilet ulgowy. Pomieszczenia mieszkalne wykute są w skale tworząc labirynty i niesamowity widok.. czy ludzie na prawdę kiedyś tak mieszkali? Otaczały nas drogi, schody, jednak największe wrażenie wywarły na mnie dekoracyjny strop kasetonowy na suficie jednego z pomieszczeń. W chwili obecnej kompleks zajmuje 4ha powierzchni, jednak jeszcze niedawno było tutaj prawie 5 razy więcej tych niesamowitych budynków, domów wykutych w skale. Większość została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1920roku.





Na szczycie wzgórza stoi Cerkiew Książęca, postawiona na ruinach dawnej, pogańskiej świątyni. W otoczeniu średniowiecznych komnat zdaje się emanować spokojem i surowością, dostojnie patrząc na wszystko z góry, a patrzeć jest na co, bo z góry rozpościerają się malownicze widoki. Trochę się wypogodziło, chociaż cały dzień strasznie wiało, czasem tak mocno, że trudno było utrzymać równowagę. Najważniejsze, że już nie padało i można było podziwiać znajdującą się wkoło nas historię. Nasz kierowca czekał na nas cierpliwie aż skończymy zwiedzanie po czym zawiózł nas pod muzeum Stalina, jednego z głównych punktów miasta.





PIERWSZE KROKI W GORI, czyli informacja turystyczna i nie ma rzeczy niemożliwych
Pożegnaliśmy się z kierowcą, daliśmy jeszcze 5GEL napiwku, bo okazał się na prawdę w porządku i ruszyliśmy do informacji turystycznej, która mieści się w pobliżu muzeum, musieliśmy przecież pozbyć się bagaży. Ku naszej radości informacja turystyczna okazała się być otwarta, a Pani tam pracująca przemiła. W końcu trafiliśmy na kogoś z kim nie było problemu porozumieć się po angielsku! Nie było problemu z zostawieniem bagaży w informacji turystycznej (uff!), jedyny warunek, żebyśmy odebrali je przed zamknięciem biura, czyli przed godziną 18.00 Dodatkowo dostaliśmy mapkę centrum i wskazówki gdzie najlepiej zjeść. Jednak najważniejsze informacje były dopiero przed nami.. okazało się, że marszrutki do Kutaisi odjeżdżają tylko rano, została opcja dostania się do miejsca naszego noclegu pociągiem, jednak jedyny odjeżdżał dopiero o 22.00 i jechał około 3h! Przed oczami miałam czarne scenariusze, jak teraz dostaniemy się do hostelu?? Zapomniałam, że to Gruzja... uprzejma Pani z biura informacji turystycznej nim się zdążyliśmy zorientować, organizowała nam transport. Udało się, za nieco więcej niż początkowo zakładaliśmy, bo za 100GEL w 8 osób zostaliśmy zawiezieni pod sam hostel. I to w prawdziwie gruziński sposób, ponieważ zabraliśmy się niepozornie wyglądającą 6osobową Hondą Odyssey.. nawet miejscowi patrzyli na nas z ciekawością i z uśmiechem na twarzy pozdrawiali "Welcome to Georgia" ;)





MUZEUM STALINA

Ale wróćmy do Gori, największą atrakcją w całym mieście jest kontrowersyjne muzeum Stalina. Wstęp kosztuje 10GEL plus 5GEL za zwiedzanie wagonu Stalina, muzeum czynne jest w godzinach 10.00-18.00. Prawdopodobnie gdyby to było w innym miejscu nie zdecydowałabym się na wejście, ponieważ nie przepadam za muzeami i nie ukrywajmy, nie przepadam też za Stalinem. Wydawałoby się, że po tym co zrobił nienawidzi go cały świat, jednak nie tu, nie w Gori. Mieszkańcy są dumni, że to z ich miasta pochodzi potężny władca radziecki, próbują tłumaczyć się osiągnięciami Stalina, a właściwie Iosifa Dżugaszwili'ego jak brzmi jego prawdziwe gruzińskie nazwisko. Uważają, że dzięki niemu Związek Sowiecki przeobraził się w supermocarstwo, jakby zapominając, że w czasie swojego panowania w ogóle nie liczył się ze swoimi rodakami. Przed gmachem muzeum stoi posąg Stalina, ten który się ostał. Główny posag stał przed urzędem miasta i obalono go w 2010 roku. 



W muzeum znajduje się wiele eksponatów, osobistych rzeczy Stalina oraz prezentów jakie napływały z całego komunistycznego świata, znalazła się nawet wałbrzyska porcelana, podarunek z okazji 70 urodzin z dedykacją "Wodzowi wolnych narodów towarzyszowi Stalinowi w 70-tą rocznicę urodzin pracownicy państwowej fabryki farb i chemikaliów ceramicznych "CERFARBA" Wałbrzych - Polska 1949". Oprócz pamiątek w muzeum możemy poznać historię dyktatora od najwcześniejszych lat aż do śmierci, poznać jego rodzinę, dzieci, i spróbować spojrzeć na niego jak na zwykłego człowieka. Na terenie muzeum znajduje się również dom, w którym rzekomo przyszedł na świat oraz pancerna salonka (wagon) z eleganckimi meblami, łazienką, pokojem dziennym.


Miejsce to ma typowo muzealny klimat, który dodatkowo dopełnia zwiedzanie z przewodnikiem.






OBIAD W SPORT CAFE I SPACEREM PO MIEŚCIE

Po wizycie w muzeum Stalina udaliśmy się na obiad, do polecanej w biurze informacji turystycznej Sport Cafe mieszczącej się na końcu alei Stalina, kawiarnio-restauracji z kuchnią gruzińską. Jak zwykle zamówiliśmy za dużo i nie do przejedzenia.. tym razem próbowaliśmy chaczapuri adżaruli - placek w kształcie łódki z jajkiem i serem, chikhirtma - zupa z kurczaka z dodatkiem octu i kolendry oraz chinkali - pierożków z nadzieniem ze słonego sera (bardziej smakowała mi wersja z mięsem, mimo, że generalnie nie jadam mięsa ;) ) Jedzenie smaczne, wystrój przeciętny, ceny wysokie.






Najedzeni ruszyliśmy dalszą trasą zaznaczoną na otrzymanej w informacji turystycznej mapce. Nie ukrywam, że miasto, a w szczególności odnowiona część bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Gori bardzo ucierpiało podczas konfliktu z Rosją w 2008roku, zostało częściowo zbombardowane. Spodziewałam się raczej przykrych widoków zniszczonego miasta, a moim oczom ukazała się  świeżo wyremontowana dzielnica, zaprojektowana w nowoczesnym, ale jednocześnie klasycznym, spójnym stylu, jeszcze niezagospodarowana i niezamieszkała. Z tego co udało się nam dowiedzieć to Państwo sfinansowało odbudowę tego kawałka miasta, dając szansę na odrobinę normalności. Jestem przekonana, że kiedy wrócę tu za kilka lat, miejsce to będzie tętniło życiem, w koło będzie wiele modnych knajpek i luksusowych hotelu, a jedynym wspomnieniem konfliktu będzie pomnik armii gruzińskiej, ku czci żołnierzy poległych w czasie trwania Wojny Pięciodniowej.






Dalej trasa prowadzi do Twierdzy na wzgórzu, a dokładniej mówiąc do pozostałości jakie zostały po średniowiecznej twierdzy. Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na całe miasto i dolinę rzeki. Wracając po bagaże mijamy jeszcze Katedrę Matki Boskiej i przypadkowo znajdujemy klub szachisty (na lewo od muzeum Stalina). Chcieliśmy tylko schronić się przed wiatrem, a uroczy starszy Pan zaprosił nas do środka. Kiedy dowiedział się, że jesteśmy z Polski nie krył radości i my również :) kolejny mit się potwierdził, Gruzini na prawdę nas lubią! zrobiliśmy wspólne zdjęcie i pora była uciekać na umówiony transport.



 





Uff.. kierowca nas nie zawiódł, przyjechał punktualnie, a nawet 5min przed czasem, mogliśmy jechać do ostatniego miejsca Kutaisi.







wskazówki:

  • przechowalnia bagażu powinna znajdować się w pobliżu dworca kolejowego, jednak nie ma problemu z zostawieniem bagaży w informacji turystycznej
  • informacja turystyczna znajduje się przy muzeum Stalina i czynna jest do godz. 18.00.
  • marszrutki do Kutaisi odjeżdżają tylko rano, ostatni wieczorny pociąg w tym kierunku jest ok 22.00 do Upliscyche najwygodniej jest dostać się taksówką, powinna kosztować do 30GEL

15 marca 2014

4 oblicza Gruzji, zima w drodze na Kazbegi cz.2/4 - 07.03.2014




Kolejny dzień w Gruzji chcieliśmy przeznaczyć na wycieczkę Gruzińską Drogą Wojenną do miejscowości Kazbegi, a właściwie do Stepancmindy, bo tak od 1925roku brzmi nazwa  miejscowości u podnóża góry Kazbeg. Pogoda od rana nie zachęcała do zwiedzania, w  Tbilisi zrobiło się znacznie chłodniej niż poprzedniego dnia i padał deszcz. Nie mieliśmy pojęcia czego możemy się spodziewać w górach...

DOJAZD Z TBILISI DO KAZBEGI
Marszrutki z Tbilisi do Kazbegi oraz innych miast odjeżdżają z niewielkiego "dworca"  przy metrze Didube. Jak można się było spodziewać nie ma żadnych konkretnych rozkładów odjazdów marszrutek, gdzieś wcześniej wyczytałam, że marszrutka w tamtym kierunku odjeżdża o godzinie 10.00 i na tą właśnie godzinę staraliśmy się dotrzeć na dworzec. Zaraz po wyjściu ze stacji metra otoczyli nas naganiacze, pytając dokąd chcemy jechać. Początkowo nie chcieliśmy korzystać z ich pomocy, jednak okazało się to nieuniknione. Na placu przed metrem Didube oprócz marszrutek zatrzymują się prywatne busiki, jest też świetny targ, na którym można kupić lokalne przysmaki, pełno jest ludzi i ogólnie panuje tam chaos. Naganiacz zaprowadził nas do marszrutki jadącej do Kazbegi. Normalnie przejazd kosztuje 10GEL w jedną stronę, nam jednak zależało na kilku przystankach po drodze, chcieliśmy zobaczyć fortyfikacje Ananuri, jezioro Żniwiarskiego oraz pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej. Kierowca zgodził się bez problemu, ustaliliśmy cenę 15GEL od osoby. Oprócz nas w marszrutce było kilku miejscowych, którym chyba nie robiło różnicy jak długo zajmie nasza podróż do Kazbegi, oraz Sam - turysta z Kalifornii, który razem z nami spędził ten dzień  (greeting for Sam!). Godzina 10.00 dawno minęła, a my dalej czekaliśmy na placu Didube.. wspominałam już, że tutaj nikt nie przywiązuje uwagi do czasu..? Zaopatrzyliśmy się jeszcze tylko chlebki Shoti, które miały nam starczyć na cały dzień (bardzo dobre!) i ruszyliśmy na gruzińską drogę wojenną, mając za kierowcę kolejnego Gruzina z fantazją do prowadzenia busików.


W DRODZE DO KAZBEGI - Gruzińska Droga Wojenna
Gruzińska Droga Wojenna to odcinek 208km z Tbilisi do Władykaukazu prowadząca malowniczą górską drogą i oferujące piękne widoki.. podobno, bo nam nie było dane ich podziwianie. Już za Ananuri, czyli praktycznie na początku drogi pojawiła się gęsta mgła znacznie ograniczająca widoczność. Nie było widać nic oprócz białych chmur przed nami. Mogliśmy mieć jedynie nadzieję, że wysoko w górach pogoda będzie lepsza.




CAMINDA SAMEBA i widoki ze wzgórza, a właściwie ich brak
Do Kazbegi przyjechaliśmy po godzinie 13.00, do odjazdu powrotnej marszrutki zostały niespełna 2godziny. To zdecydowanie za mało, żeby przejść odcinek 4km górską drogą do kościół Cminda Sameba – Gergeti, porobić zdjęcia i wrócić na czas. Na nocleg chcieliśmy wrócić do Tbilisi, gdzie mieliśmy opłacony hostel. Tym bardziej, że wkoło panowała zima, śniegu było na kilka centymetrów, a ja w adidasach... Mimo, że nie jest to duży odcinek zdecydowaliśmy się na opcję dla turystów - wjazd terenowym samochodem pod sam kościół. Przyjemność ta kosztowała 8GEL od osoby i pozwoliła zaoszczędzić cenny dla nas czas. Przejażdżka terenówką sama w sobie była atrakcją, szczególnie kiedy przejeżdżaliśmy bardzo wąską drogą tuż nas przepaścią, a sam kierowca drapał się po głowie i zastanawiał czy uda się nam przejechać.


Pod samym kościołem czekała na nas równie gęsta mgła jak w drodze do Kazbegi. Była tak gęsta, że trudno było dostrzec kościół, nie wspominając już o jakichkolwiek widokach.





Nie było widać nic poza gęstą, białą mgłą. Mogliśmy jedynie wyobrazić sobie jak piękne widoki mamy przed oczami. A widoki z tego miejsca są przepiękne! Poniżej zdjęcie naszego znajomego z marszrutki Sama, z dnia następnego. Już bez mgły, za to z Kazbegiem w tle.


photo by Sam



Chociaż po cichu liczyłam na jeszcze lepszą pogodę i zdjęcie jak poniżej, na które natknęłam się szukając informacji o Kazbegi w Internecie. Zdjęcie pochodzi z bloga Pozornie Zależna. Cóż, będziemy musieli jeszcze wrócić do Kazbegi, może podczas lepszych warunków atmosferycznych ;)


źródło



A to już nasze widoki...
Na zdjęciu jeszcze jedna ciekawostka. Przed wyjazdem do Gruzji, w każdym przewodniku ostrzegali nas przez niebezpiecznymi psami pasterskimi i szakalami, czyhającymi na życie biednego turysty. Znaleźliśmy nawet wskazówki jak się przed nimi bronić, ale nie były to mądre wskazówki. Dlatego, kiedy podjechaliśmy pod Cminda Sameba i otoczyła nas zgraja psów, czy też o zgrozo szakali, wcale nie miałam ochoty wychodzić z bezpiecznego auta. Ku mojemu zdziwieniu szakale okazały się przyjaznymi psiakami, które towarzyszyły nam przy zwiedzaniu kościoła i chętnie pozowały do zdjęć ;)





Kierowca marszrutki jakby czekał tylko na nas. Kiedy tylko przyjechaliśmy spod Cminda Sameba zawołał resztę pasażerów, wpakował do auto i ruszyliśmy w drogę powrotną. Marsztuka w drogę powrotną kosztowała nas 10 GEL. Po drodze zrobiliśmy jeszcze przystanek przy pomniku przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej, jedyny kolorowy akcent jaki nas spotkał w dniu dzisiejszym.





Wróciliśmy do Tbilisi, zrobiliśmy zakupy na targu i udaliśmy się do naszego ulubionego miejsca w mieście - RACHY :) późnym popołudniem w lokalu było zdecydowanie więcej ludzi, niż kiedy byliśmy tam koło południa. Nie wszystkie pozycje z menu były jeszcze dostępne, ale mimo tego to co udało się dostać było pyszne i zaspokoiło całodzienny głód.






wskazówki:

  • marszrutki z Tbilisi do Kazbegi odjeżdżają z dworca przy metrze Didube, w godzinach porannych, ok.10.00, koszt 10 GEL w jedną stronę
  • przed wyjazdem do Kazbegi warto sprawdzić prognozę pogody ;) bądź zdecydować się na opcję z noclegiem, ponieważ w większości dni w roku już przed południem robi się tam pochmurnie
  • jeżeli zależy Wam na przystankach w miejscach turystycznych warto wcześniej omówić tą kwestię z kierowcą i ustalić cenę za przejazd
  • jedzenie na miejscu jest znacznie droższe, dlatego warto zabrać ze sobą suchy prowiant