19 marca 2014

4 oblicza Gruzji, jesienne urwanie głowy w Gori i Upliscyche, cz.3/4 - 08.03.2014



Gruzja jest bardzo różnorodnym krajem, w większej części górzystym, z dostępem do Morza Czarnego, dzięki czemu ma wiele do zaoferowania turystom przez cały rok. Podczas planowania naszego wyjazdu mieliśmy spore dylematy, na które miejsca się zdecydować, a do dyspozycji mieliśmy zaledwie 4 dni. Tbilisi i Kazbegi były punktami obowiązkowymi na mojej liście, wybór pozostałych miejsc nie był już taki łatwy.. bo można by zostać dzień dłużej w Tbilisi i pojechać do pobliskiej Mcchety, albo spędzić dzień w nadmorskim Batumi, czy też kolejny dzień w górach udając się do Mestii.. myśleliśmy nawet o wypadzie do Erewania, jednak czasu było niewiele, a plan zakładał, że wieczorem powinniśmy być już w Kutaisi, skąd następnego dnia mieliśmy lot powrotny i gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Dlatego zdecydowaliśmy się na Gori znajdujące się po drodze z Tbilisi do Kutaisi, z opcją skalnego miasta Upliscyche oddalonego o 15km od Gori.








DOJAZD Z TBILISI DO GORI i dalej do Upliscyche
Z Tbilisi do Gori marszrutki odjeżdżają z tego samego dworca co do Kazbegi czy bezpośrednio do Kutaisi, z dworca przy stacji metra Didube. Z informacje jakie udało się nam zdobyć przy wyjazdem koszt przejazdu powinien wynieść około 5GEL/os, jednak nie było to w pełni satysfakcjonujące nas rozwiązanie, ponieważ mimo niewielkiej odległości nie ma zbyt dobrego dojazdu z Gori do Upliscyche. Można się tam dostać miejską marsztuką jadąc do pobliskiego miasteczka Kwachwareli, a potem spacerem ok 30min (2km) w jedną stronę, jednak nigdzie nie było informacji co to za autobus, ile kosztuje oraz jak często kursuje, drugą opcja jest dojazd taksówką, a właściwie dwoma, bo było nas 8-ro i do jednej taksówki moglibyśmy mieć problem się zmieścić.. chociaż z perspektywy czasu stwierdzam, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale o tym niebawem ;) marszrutka plus dwie taksówki z
postojem na czas zwiedzana mogłyby znacznie wykroczyć poza nasz budżet, dlatego już w Tbilisi postaraliśmy się o transport prywatnym busikiem najpierw do Upliscyche, potem do Gori, przy założeniu, że zapłacimy 60GEL za wszystkich. W tym przypadku negocjacje okazały się niezbędne i bardzo skuteczne! Cena wyjściowa jaką usłyszeliśmy od kierowców to 300GEL... pojechaliśmy za 70GEL ;) w bardzo komfortowych warunkach, ogrzewanym busikiem, z przyzwoitym kierowcą. Z Tbilisi do Gori jest 90km, jechaliśmy nieco ponad godzinę, ale trudno mi powiedzieć, ponieważ zaraz po wyjeździe z miasta zasnęłam błogim snem i obudziłam się dopiero na miejscu.


SKALNE MIASTO UPLISCYCHE
Pierwszym punktem dzisiejszego dnia było Upliscyche, skalne miasto, którego historia sięga V w. p.n.e. i uważane jest za jedną z najstarszych osad na Kaukazie. Nazwa Upliscyche to w dosłownym tłumaczeniu "Pańska Twierdza", a miasto pełniło funkcję rezydencji władców Gruzji, kiedy Tbilisi było przejęte przez Arabów. Wejście do kompleksu kosztuje 3GEL bilet normalny, bądź 1GEL bilet ulgowy. Pomieszczenia mieszkalne wykute są w skale tworząc labirynty i niesamowity widok.. czy ludzie na prawdę kiedyś tak mieszkali? Otaczały nas drogi, schody, jednak największe wrażenie wywarły na mnie dekoracyjny strop kasetonowy na suficie jednego z pomieszczeń. W chwili obecnej kompleks zajmuje 4ha powierzchni, jednak jeszcze niedawno było tutaj prawie 5 razy więcej tych niesamowitych budynków, domów wykutych w skale. Większość została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1920roku.





Na szczycie wzgórza stoi Cerkiew Książęca, postawiona na ruinach dawnej, pogańskiej świątyni. W otoczeniu średniowiecznych komnat zdaje się emanować spokojem i surowością, dostojnie patrząc na wszystko z góry, a patrzeć jest na co, bo z góry rozpościerają się malownicze widoki. Trochę się wypogodziło, chociaż cały dzień strasznie wiało, czasem tak mocno, że trudno było utrzymać równowagę. Najważniejsze, że już nie padało i można było podziwiać znajdującą się wkoło nas historię. Nasz kierowca czekał na nas cierpliwie aż skończymy zwiedzanie po czym zawiózł nas pod muzeum Stalina, jednego z głównych punktów miasta.





PIERWSZE KROKI W GORI, czyli informacja turystyczna i nie ma rzeczy niemożliwych
Pożegnaliśmy się z kierowcą, daliśmy jeszcze 5GEL napiwku, bo okazał się na prawdę w porządku i ruszyliśmy do informacji turystycznej, która mieści się w pobliżu muzeum, musieliśmy przecież pozbyć się bagaży. Ku naszej radości informacja turystyczna okazała się być otwarta, a Pani tam pracująca przemiła. W końcu trafiliśmy na kogoś z kim nie było problemu porozumieć się po angielsku! Nie było problemu z zostawieniem bagaży w informacji turystycznej (uff!), jedyny warunek, żebyśmy odebrali je przed zamknięciem biura, czyli przed godziną 18.00 Dodatkowo dostaliśmy mapkę centrum i wskazówki gdzie najlepiej zjeść. Jednak najważniejsze informacje były dopiero przed nami.. okazało się, że marszrutki do Kutaisi odjeżdżają tylko rano, została opcja dostania się do miejsca naszego noclegu pociągiem, jednak jedyny odjeżdżał dopiero o 22.00 i jechał około 3h! Przed oczami miałam czarne scenariusze, jak teraz dostaniemy się do hostelu?? Zapomniałam, że to Gruzja... uprzejma Pani z biura informacji turystycznej nim się zdążyliśmy zorientować, organizowała nam transport. Udało się, za nieco więcej niż początkowo zakładaliśmy, bo za 100GEL w 8 osób zostaliśmy zawiezieni pod sam hostel. I to w prawdziwie gruziński sposób, ponieważ zabraliśmy się niepozornie wyglądającą 6osobową Hondą Odyssey.. nawet miejscowi patrzyli na nas z ciekawością i z uśmiechem na twarzy pozdrawiali "Welcome to Georgia" ;)





MUZEUM STALINA

Ale wróćmy do Gori, największą atrakcją w całym mieście jest kontrowersyjne muzeum Stalina. Wstęp kosztuje 10GEL plus 5GEL za zwiedzanie wagonu Stalina, muzeum czynne jest w godzinach 10.00-18.00. Prawdopodobnie gdyby to było w innym miejscu nie zdecydowałabym się na wejście, ponieważ nie przepadam za muzeami i nie ukrywajmy, nie przepadam też za Stalinem. Wydawałoby się, że po tym co zrobił nienawidzi go cały świat, jednak nie tu, nie w Gori. Mieszkańcy są dumni, że to z ich miasta pochodzi potężny władca radziecki, próbują tłumaczyć się osiągnięciami Stalina, a właściwie Iosifa Dżugaszwili'ego jak brzmi jego prawdziwe gruzińskie nazwisko. Uważają, że dzięki niemu Związek Sowiecki przeobraził się w supermocarstwo, jakby zapominając, że w czasie swojego panowania w ogóle nie liczył się ze swoimi rodakami. Przed gmachem muzeum stoi posąg Stalina, ten który się ostał. Główny posag stał przed urzędem miasta i obalono go w 2010 roku. 



W muzeum znajduje się wiele eksponatów, osobistych rzeczy Stalina oraz prezentów jakie napływały z całego komunistycznego świata, znalazła się nawet wałbrzyska porcelana, podarunek z okazji 70 urodzin z dedykacją "Wodzowi wolnych narodów towarzyszowi Stalinowi w 70-tą rocznicę urodzin pracownicy państwowej fabryki farb i chemikaliów ceramicznych "CERFARBA" Wałbrzych - Polska 1949". Oprócz pamiątek w muzeum możemy poznać historię dyktatora od najwcześniejszych lat aż do śmierci, poznać jego rodzinę, dzieci, i spróbować spojrzeć na niego jak na zwykłego człowieka. Na terenie muzeum znajduje się również dom, w którym rzekomo przyszedł na świat oraz pancerna salonka (wagon) z eleganckimi meblami, łazienką, pokojem dziennym.


Miejsce to ma typowo muzealny klimat, który dodatkowo dopełnia zwiedzanie z przewodnikiem.






OBIAD W SPORT CAFE I SPACEREM PO MIEŚCIE

Po wizycie w muzeum Stalina udaliśmy się na obiad, do polecanej w biurze informacji turystycznej Sport Cafe mieszczącej się na końcu alei Stalina, kawiarnio-restauracji z kuchnią gruzińską. Jak zwykle zamówiliśmy za dużo i nie do przejedzenia.. tym razem próbowaliśmy chaczapuri adżaruli - placek w kształcie łódki z jajkiem i serem, chikhirtma - zupa z kurczaka z dodatkiem octu i kolendry oraz chinkali - pierożków z nadzieniem ze słonego sera (bardziej smakowała mi wersja z mięsem, mimo, że generalnie nie jadam mięsa ;) ) Jedzenie smaczne, wystrój przeciętny, ceny wysokie.






Najedzeni ruszyliśmy dalszą trasą zaznaczoną na otrzymanej w informacji turystycznej mapce. Nie ukrywam, że miasto, a w szczególności odnowiona część bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Gori bardzo ucierpiało podczas konfliktu z Rosją w 2008roku, zostało częściowo zbombardowane. Spodziewałam się raczej przykrych widoków zniszczonego miasta, a moim oczom ukazała się  świeżo wyremontowana dzielnica, zaprojektowana w nowoczesnym, ale jednocześnie klasycznym, spójnym stylu, jeszcze niezagospodarowana i niezamieszkała. Z tego co udało się nam dowiedzieć to Państwo sfinansowało odbudowę tego kawałka miasta, dając szansę na odrobinę normalności. Jestem przekonana, że kiedy wrócę tu za kilka lat, miejsce to będzie tętniło życiem, w koło będzie wiele modnych knajpek i luksusowych hotelu, a jedynym wspomnieniem konfliktu będzie pomnik armii gruzińskiej, ku czci żołnierzy poległych w czasie trwania Wojny Pięciodniowej.






Dalej trasa prowadzi do Twierdzy na wzgórzu, a dokładniej mówiąc do pozostałości jakie zostały po średniowiecznej twierdzy. Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na całe miasto i dolinę rzeki. Wracając po bagaże mijamy jeszcze Katedrę Matki Boskiej i przypadkowo znajdujemy klub szachisty (na lewo od muzeum Stalina). Chcieliśmy tylko schronić się przed wiatrem, a uroczy starszy Pan zaprosił nas do środka. Kiedy dowiedział się, że jesteśmy z Polski nie krył radości i my również :) kolejny mit się potwierdził, Gruzini na prawdę nas lubią! zrobiliśmy wspólne zdjęcie i pora była uciekać na umówiony transport.



 





Uff.. kierowca nas nie zawiódł, przyjechał punktualnie, a nawet 5min przed czasem, mogliśmy jechać do ostatniego miejsca Kutaisi.







wskazówki:

  • przechowalnia bagażu powinna znajdować się w pobliżu dworca kolejowego, jednak nie ma problemu z zostawieniem bagaży w informacji turystycznej
  • informacja turystyczna znajduje się przy muzeum Stalina i czynna jest do godz. 18.00.
  • marszrutki do Kutaisi odjeżdżają tylko rano, ostatni wieczorny pociąg w tym kierunku jest ok 22.00 do Upliscyche najwygodniej jest dostać się taksówką, powinna kosztować do 30GEL

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz