15 marca 2014

4 oblicza Gruzji, zima w drodze na Kazbegi cz.2/4 - 07.03.2014




Kolejny dzień w Gruzji chcieliśmy przeznaczyć na wycieczkę Gruzińską Drogą Wojenną do miejscowości Kazbegi, a właściwie do Stepancmindy, bo tak od 1925roku brzmi nazwa  miejscowości u podnóża góry Kazbeg. Pogoda od rana nie zachęcała do zwiedzania, w  Tbilisi zrobiło się znacznie chłodniej niż poprzedniego dnia i padał deszcz. Nie mieliśmy pojęcia czego możemy się spodziewać w górach...




DOJAZD Z TBILISI DO KAZBEGI
Marszrutki z Tbilisi do Kazbegi oraz innych miast odjeżdżają z niewielkiego "dworca"  przy metrze Didube. Jak można się było spodziewać nie ma żadnych konkretnych rozkładów odjazdów marszrutek, gdzieś wcześniej wyczytałam, że marszrutka w tamtym kierunku odjeżdża o godzinie 10.00 i na tą właśnie godzinę staraliśmy się dotrzeć na dworzec. Zaraz po wyjściu ze stacji metra otoczyli nas naganiacze, pytając dokąd chcemy jechać. Początkowo nie chcieliśmy korzystać z ich pomocy, jednak okazało się to nieuniknione. Na placu przed metrem Didube oprócz marszrutek zatrzymują się prywatne busiki, jest też świetny targ, na którym można kupić lokalne przysmaki, pełno jest ludzi i ogólnie panuje tam chaos. Naganiacz zaprowadził nas do marszrutki jadącej do Kazbegi. Normalnie przejazd kosztuje 10GEL w jedną stronę, nam jednak zależało na kilku przystankach po drodze, chcieliśmy zobaczyć fortyfikacje Ananuri, jezioro Żniwiarskiego oraz pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej. Kierowca zgodził się bez problemu, ustaliliśmy cenę 15GEL od osoby. Oprócz nas w marszrutce było kilku miejscowych, którym chyba nie robiło różnicy jak długo zajmie nasza podróż do Kazbegi, oraz Sam - turysta z Kalifornii, który razem z nami spędził ten dzień  (greeting for Sam!). Godzina 10.00 dawno minęła, a my dalej czekaliśmy na placu Didube.. wspominałam już, że tutaj nikt nie przywiązuje uwagi do czasu..? Zaopatrzyliśmy się jeszcze tylko chlebki Shoti, które miały nam starczyć na cały dzień (bardzo dobre!) i ruszyliśmy na gruzińską drogę wojenną, mając za kierowcę kolejnego Gruzina z fantazją do prowadzenia busików.



W DRODZE DO KAZBEGI - Gruzińska Droga Wojenna
Gruzińska Droga Wojenna to odcinek 208km z Tbilisi do Władykaukazu prowadząca malowniczą górską drogą i oferujące piękne widoki.. podobno, bo nam nie było dane ich podziwianie. Już za Ananuri, czyli praktycznie na początku drogi pojawiła się gęsta mgła znacznie ograniczająca widoczność. Nie było widać nic oprócz białych chmur przed nami. Mogliśmy mieć jedynie nadzieję, że wysoko w górach pogoda będzie lepsza.




CAMINDA SAMEBA i widoki ze wzgórza, a właściwie ich brak
Do Kazbegi przyjechaliśmy po godzinie 13.00, do odjazdu powrotnej marszrutki zostały niespełna 2godziny. To zdecydowanie za mało, żeby przejść odcinek 4km górską drogą do kościół Cminda Sameba – Gergeti, porobić zdjęcia i wrócić na czas. Na nocleg chcieliśmy wrócić do Tbilisi, gdzie mieliśmy opłacony hostel. Tym bardziej, że wkoło panowała zima, śniegu było na kilka centymetrów, a ja w adidasach... Mimo, że nie jest to duży odcinek zdecydowaliśmy się na opcję dla turystów - wjazd terenowym samochodem pod sam kościół. Przyjemność ta kosztowała 8GEL od osoby i pozwoliła zaoszczędzić cenny dla nas czas. Przejażdżka terenówką sama w sobie była atrakcją, szczególnie kiedy przejeżdżaliśmy bardzo wąską drogą tuż nas przepaścią, a sam kierowca drapał się po głowie i zastanawiał czy uda się nam przejechać.


Pod samym kościołem czekała na nas równie gęsta mgła jak w drodze do Kazbegi. Była tak gęsta, że trudno było dostrzec kościół, nie wspominając już o jakichkolwiek widokach.





Nie było widać nic poza gęstą, białą mgłą. Mogliśmy jedynie wyobrazić sobie jak piękne widoki mamy przed oczami. A widoki z tego miejsca są przepiękne! Poniżej zdjęcie naszego znajomego z marszrutki Sama, z dnia następnego. Już bez mgły, za to z Kazbegiem w tle.


photo by Sam



Chociaż po cichu liczyłam na jeszcze lepszą pogodę i zdjęcie jak poniżej, na które natknęłam się szukając informacji o Kazbegi w Internecie. Zdjęcie pochodzi z bloga Pozornie Zależna. Cóż, będziemy musieli jeszcze wrócić do Kazbegi, może podczas lepszych warunków atmosferycznych ;)


źródło



A to już nasze widoki...
Na zdjęciu jeszcze jedna ciekawostka. Przed wyjazdem do Gruzji, w każdym przewodniku ostrzegali nas przez niebezpiecznymi psami pasterskimi i szakalami, czyhającymi na życie biednego turysty. Znaleźliśmy nawet wskazówki jak się przed nimi bronić, ale nie były to mądre wskazówki. Dlatego, kiedy podjechaliśmy pod Cminda Sameba i otoczyła nas zgraja psów, czy też o zgrozo szakali, wcale nie miałam ochoty wychodzić z bezpiecznego auta. Ku mojemu zdziwieniu szakale okazały się przyjaznymi psiakami, które towarzyszyły nam przy zwiedzaniu kościoła i chętnie pozowały do zdjęć ;)





Kierowca marszrutki jakby czekał tylko na nas. Kiedy tylko przyjechaliśmy spod Cminda Sameba zawołał resztę pasażerów, wpakował do auto i ruszyliśmy w drogę powrotną. Marsztuka w drogę powrotną kosztowała nas 10 GEL. Po drodze zrobiliśmy jeszcze przystanek przy pomniku przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej, jedyny kolorowy akcent jaki nas spotkał w dniu dzisiejszym.





Wróciliśmy do Tbilisi, zrobiliśmy zakupy na targu i udaliśmy się do naszego ulubionego miejsca w mieście - RACHY :) późnym popołudniem w lokalu było zdecydowanie więcej ludzi, niż kiedy byliśmy tam koło południa. Nie wszystkie pozycje z menu były jeszcze dostępne, ale mimo tego to co udało się dostać było pyszne i zaspokoiło całodzienny głód.






wskazówki:

  • marszrutki z Tbilisi do Kazbegi odjeżdżają z dworca przy metrze Didube, w godzinach porannych, ok.10.00, koszt 10 GEL w jedną stronę
  • przed wyjazdem do Kazbegi warto sprawdzić prognozę pogody ;) bądź zdecydować się na opcję z noclegiem, ponieważ w większości dni w roku już przed południem robi się tam pochmurnie
  • jeżeli zależy Wam na przystankach w miejscach turystycznych warto wcześniej omówić tą kwestię z kierowcą i ustalić cenę za przejazd
  • jedzenie na miejscu jest znacznie droższe, dlatego warto zabrać ze sobą suchy prowiant

2 komentarze:

  1. Relacja super, szkoda ze mgła przyslonila Wam takie piękne widoki, ale nic straconego, dzięki temu macie powód żeby tam wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bardzo żałujemy, ale jak mówisz nic straconego, wrócimy na pewno! :) zdjęcie z krową czeka ;)

      Usuń