16 kwietnia 2014

Sentymentalna podróż w czasie, Kowno 06.04.2014



Od jakiegoś czasu staramy się celebrować ważne dla nas chwile na wyjeździe. Nie muszą być to od razu najmodniejsze stolice Europy, czy egzotyczne miejsca, równie dobrze sprawdzi się wypad za miasto lub odwiedzenie jednego z naszych pięknych Polskich miast. Rocznice, czy urodziny poza domem zawsze się udają, dają możliwość spędzenia czasu tylko we dwoje, doświadczając razem nowych rzeczy oraz są idealną okazją do gromadzenia nowych wspomnień. Od zawsze uważałam, że wyjazdy zbliżają, nawet te najmniejsze, nawet te najkrótsze. Dlatego kiedy tylko mamy okazję, korzystamy i jedziemy w nieznane. Tym razem było to Kowno, spóźnione walentynki ;) Miejsce trafiło się przypadkiem, jak przeważnie u nas. Simple Express z okazji walentynek zrobił promocję na trasie Berlin - Wino i .. padło na Kowno. W Kownie jeszcze nas nie było, a Litwa jest bliska naszym sercom od zawsze, dlatego stwierdziłam, że może być to idealna okazja do odświeżenia starych uczuć.







DWORZEC KOLEJOWY i przechowalnia bagażu w Kownie, czyli praktycznie
Do Kowna przyjechaliśmy o 6.30, miasto przywitało nas rześkim powietrzem i pustymi ulicami. Było znacznie chłodniej niż u nas i znacznie chłodniej niż przypuszczałam, że będzie. Pierwsze kroki skierowaliśmy do oddalonego o 400m dworca kolejowego, żeby trochę się ogarnąć i zostawić torbę. Było to jedno z nielicznych miejsc czynnych o tej godzinie. Na dworcu kolejowym są bezpłatne toalety z dziwnym, niebieskim światłem, nieco utrudniającym nakładanie makijażu ;) oraz duża poczekalnia z udostępnionym wi-fi. Na dworcu jest też przechowalnia bagażu z postaci automatycznych skrzynek na drobne monety, koszt zostawienia bagażu na 12h to 4Lt płatne z góry. Skrzynki znajdują się w podziemiach dworca, tuż obok toalet. Do pełni szczęścia zabrakło  kawiarni z ciepłą herbatą i czymś do jedzenia (znaczy się była, ale o tej godzinie jeszcze zamknięta), na dworcu były jedynie automaty z gorącymi napojami. W okolicy nie znaleźliśmy też niezawodnego McDonald'sa, który nie raz ratował nas w takiej sytuacji, a wszystkie kawiarnie czynne były od godziny 9.00. Ostał się termos z ciepłą herbatą i kanapki na śniadanie ;) Teraz mogliśmy ruszyć na spotkanie z Litwą, plan dnia wyglądał następująco.






W DRODZE NA STARÓWKĘ, czyli sentymentalnie
Centrum Kowna nie jest zbyt duże i spokojnie można zrezygnować z komunikacji miejskiej na rzecz przyjemnego spaceru. Z dworca na starówkę idzie się ok 30min, wcześniej jednak mijamy kilka atrakcyjnych obiektów. Pierwszym z nich jest kościół św. Michała Archanioła, moim zdaniem najładniejszy budynek w całym mieście. Symetryczny, jasny i widocznie zniszczony, co wcale nie odbiera mu uroku, wręcz przeciwnie. Kościół należał wcześniej do soboru prawosławnego, obecnie znajduje się w nim parafia rzymskokatolicka. 






Kościół znajduje się na jednym z końców alei Laisves, czyli alei Wolności, głównego deptaku w mieście i najbardziej reprezentacyjnej ulicy w mieście. Znajdują się na niej w większości kawiarnie i restauracje. Tutaj też zatrzymaliśmy się na pierwsze spotkanie z kuchnią litewską w dniu dzisiejszym, kołduny na śniadanie, to coś co lubię! jednak o prawdziwym jedzeniu litewskim będzie trochę później.. w porze obiadowej oczywiście ;)


Idąc dalej aleją Wileńską dojedziemy wprost na starówkę, z charakterystycznymi kolorowymi kamienicami oraz budynkami z czerwonej cegły. Są tu też liczne ławeczki, na których lokalny browar Svyturys smakuje wybornie!







W pobliżu starówki znajduje się kilka atrakcyjnych kościołów jak bazylika Świętych Apostołów Piotra i Pawła, Kościół św. Trójcy (bernardynek), czy Kościół Witolda znajdujący się tuż nad Niemnem. Idąc w stronę tego ostatniego nie sposób przeoczyć Domu Perkuna, mieszczącego się na ulicy Aleksoto 6. Jest to kamienica z czerwonej cegły zbudowana w stylu gotyckim na przełomie XV i XVIw., mieściły się w niej m.in. szkoła, teatr oraz internat. Kamienica ma bardzo interesujące zdobienia, nadające jej specyficzny wyraz. Trochę dalej, bliżej Zamku, mieści się kościół św. Jerzego, urzekający swą surowością.









RUINY ZAMKU KOWEŃSKIEGO
Błąkając się uliczkami Kowna można poczuć się jak u siebie.. bo to przecież jakby u nas :) Kowno w dużej części należało do Królestwa Polskiego, a nasza historia przeplata się z historią Litwy. Dzieje Kowna są mocno związane z Wielkim księciem Litwy Witoldem Kiejstutowiczem, który był stryjecznym bratem Władysława Jagiełły. Jednak obu Panów łączyła dość burzliwa relacja, namiętnie walczyli między sobą o przejęcie władzy na Litwie. Zagłębiając się w dzieje polsko-litewskie i historię księcia Litwy doszliśmy do obrazu Matejki przedstawiającego Bitwę pod Grunwaldem, w którym to ów książę przedstawiony jest w centralnej jego części. Mimo licznych konfliktów bracia połączyli swoje siły i w 1409 roku Polska i Litwa wspólnie wystąpiła przeciwko zakonowi krzyżackiemu. Z historii zawsze byłam nogą, wolałam wszystkie inne przedmioty z fizyką włącznie (której również nigdy nie darzyłam sympatią ;)) Oprócz 3 najważniejszych dat w dziejach Polski nie wyniosłam z lekcji historii nic, a jak się okazuje może być to bardzo wciągający i interesujący temat. Potwierdza to tylko ogólną opinię, że podróże kształcą. O dziwo również na płaszczyźnie historycznej :)


Taką namacalną lekcją historii jest zamek w Kownie, a właściwie jego pozostałości. Zamek miał za zadanie chronić przed Krzyżakami Wilno i Troki, przez co wielokrotnie ulegał zniszczeniu. W chwili obecnej ostał się kawałek muru oraz jedna z baszt, które zostały zrekonstruowane.







KOWNO ALTERNATYWNE
W Kownie zachwyca jeszcze coś, uliczne historie przedstawione na murach tego miasta. Tak jak w Bolonii popisane ściany strasznie mnie męczyły, tak tutaj steet art jest jakby jego częścią, nadaje mu wyjątkowy klimat. Nie ma co ukrywać, Kowno nie jest
najpiękniejszym miastem w jakim byłam, nie olśniewa cudownymi budynkami ani zapierającą dech w piersiach panoramą. Nie było też robiących na mnie wrażenie widoków miejskich dachów, ale była niepowtarzalna atmosfera, która przyciąga i którą czuć na każdym kroku. Galeria miejskiego życia pod gołym niebem.



 



OBIAD W BerneliU Uzeiga i kilka słów o kuchni litewskiej
Jest miejsce w Kownie, które trzeba odwiedzić - BerneliU Uzeiga na Valanciaus 9, w pobliżu placu ratuszowego. Miejsce polecane przez tripadvisor.pl i przez miejscowych, miejsce, gdzie możecie poczuć jak smakuje Litwa. Menu jest bardzo różnorodne i każdy znajdzie coś dla siebie, my postawiliśmy na dania typowe dla kuchni litewskiej. Kuchnia litewska jest tłusta i dość kaloryczna, jak na krajach biedniejsze i trudniejsze w uprawie przystało przeważają potrawy z ziemniaków oraz mączne. Na początek zamówiliśmy gorącą zupę na rozgrzanie po tak mroźnym poranku w Kownie, barscai su silbaravykais, czyli barszcz grzybowy podany z pieczonymi ziemniakami oraz astri perkuno sriuba, czyli pikantną zupę mięsną, dla mojego smakosza zup mięsnych i pikantnych jednocześnie ;) obie były wyśmienite, jednak ten barszcz.. rzadko zamawiam zupy, szczególnie kiedy do wyboru są inne przysmaki, jednak ten barszcz był przepyszny! lekko słodki, z kwaśną śmietaną, mistrzostwo! Po zupach przyszedł czas na coś konkretniejszego, koldūnai smażone na głębokim oleju z farszem mięsnym i sosem grzybowo-śmietanowym oraz didžkukuliai czyli popularne cepeliny. Cepeliny dla Litwinów są jak pierogi dla nas, wszyscy je kochają ;) w smaku podobne do pyz z mięsem, jednak znacznie większych rozmiarów, dwa potrafią poskromić największych twardzieli! Tradycyjnie podaje się je z kwaśną śmietaną i okraszone smażonym boczkiem. BerneliU Uzeiga oprócz pysznego jedzenia oferuje coś jeszcze, bardzo atrakcyjne ceny. Za obiad dla dwóch osób i 4 piwa zapłaciliśmy niewiele ponad 50Lt! (1Lt = 1,2pln). Zdecydowanie warto :)


A na trawienie, gira - kwas chlebowy, wytwarzany z czarnego żytniego chleba. Smakuje... specyficzne ;) raczej nie będę jego zwolenniczką, jednak spróbować trzeba było!








WRAŻENIA
Pierwsze wrażenia z Kowna były mroźne jak poranek, który nas przywitał. Jednak z każdą kolejną chwilą tam spędzoną to się zmieniało. Może to właśnie Svyturys ostatecznie przekupił moje uczucia do Kowna.. Ten smak przypomniał mi pierwsze wspólne wyjazdy z Mężem i pierwsze poznawania świata. Pamiętacie pierwsze randki i motyle w brzuchu?? Spędzając popołudnie na ławce w centrum Kowna, delektując się kolejnym Svyturysem i serkami Pik-Nik wspomnienia odżyły.. zrobiło się ciepło na sercu, a obdrapane mury nabrały pozytywnego wyrazu. Świat dookoła nabrał kolorów, a Kowno skąpane w nieśmiałych promieniach słońca zaczęło się do mnie uśmiechać :)  


wskazówki:
  • na zwiedzanie Kowna w zupełności wystarczy jeden dzień, a nawet kilka godzin
  • przechowalnia bagażu znajduje się na dworcu kolejowym
  • informacja turystyczna czynna również w niedzielę znajduje się na placu ratuszowym, w samym środku starego miasta i jest czynna od godziny 9.00
  • pyszne, lokalne jedzenie serwują w BerneliU Uzeiga na Valanciaus 9, polecam w szczególności cepeliny, barszcz grzybowy i piwo Svyturys



7 komentarzy:

  1. Dzięki za ten wpis, przyda mi się bardzo! My jedziemy 1.5 dnia, nie zamierzamy się śpieszyć, będziemy jeść, cieszyć chwilą i powłóczyć nogami :) Mam nadzieję, że będzie już cieplej i bardziej zielono.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :) mają więcej czasu można pochodzić po muzeach, w tym po najpopularniejszym muzeum diabłów, moża pospacerować po Dolince Mickiewicza i można pojechać nad "morze" koweńskie oddalone trochę od samego centrum. Nam zabraklo energii.. albo za bardzo wciągnęła nas ta ławka i odświeżanie wspomnień.. mhmm.. ;) udanego wyjazdu do Kowna i czekam na Twoje wrażenia oraz relacje :)

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu jedzenie jest dla mnie jedną z ciekawszych atrakcji na wyjazdach. A przez Ciebie mam już kolejną knajpkę do odwiedzenia w przyszłości na mojej liście. Tą w Gruzji też sobie odnotowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dobrego obiadu potrafię spędzić kilka godzin w busie i z pewnością nie będą uważała tego czasu za zmarnowany! poznawanie lokalnej kuchni i odkrywanie nowych smaków jest jednym z moich ulubionych zajęć wyjazdowych :)) Chociaż nie zawsze są to udane doświadczenia :P marokańskie curry do dziś wspominam z gęsią skórką, oj.. nie mój smak ;) BerneliU Uzeiga w Kownie oraz Rachę w Tbilisi mogę polecić z czystym sumieniem!

      Usuń
  3. Ja również wybieram się do Kowna choć w miesiącu mam nadzieję, że cieplejszym niż Wy (sierpień). Początkowo miał to być wypad jedynie do Kowna ale stwierdziliśmy "po co się ograniczać" i wydłużyliśmy pobyt na Litwie o 1 dzień a listę miejsc do zwiedzania o Wilno i Troki. Mam nadzieję, że damy radę wszystko zwiedzić w przeciągu 3 dni, a żadna ławka na zbyt długi postój nas nie skusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 3 dni spokojnie można zwiedzić wszystkie te miejsca :) tym bardziej, jeżeli będziecie jechać samochodem i będziecie niezależni od rozkładów autobusów. Na Kowno i Troki spokojnie wystarczy po pół dnia, Wilno jest już nieco większe i można poświęcić mu więcej czasu. Wszystkie te z pewnością są warte odwiedzenia :)

      Usuń
  4. Właśnie wybieramy się z Mężem na festiwal jazzowy do Kowna (byliśmy też w zeszłym roku). W Kownie byłam już pięć razy, czasem po kilka dni i nigdy się nie nudzę, a do zobaczenia jest sporo. W jeden dzień można tylko liznąć :-)
    Polecam np. wyprawę na taras kościoła (zresztą można wejść również na taras kościoła jezuickiego przy ratuszu!): http://zapiskizdrogimlecznej.blogspot.com/2012/04/na-dachu-w-kownie.html

    OdpowiedzUsuń