26 maja 2014

[LITWA] Šaltibarščiai - chłodnik z botwinki

Kulinarnie Litwa w dalszym ciągu pozostaje dla mnie nie do końca odkryta, a każdy kolejny wyjazd dostarcza podniebieniu nowych wrażeń. Wszystko dlatego, że w kuchni litewskiej jest dużo mięsa, z którym jednak nie lubię eksperymentować, ale z wyjazdu na wyjazd robię się coraz odważniejsza również w temacie jedzenia. Cepeliny są mi dobrze znane i mogę zajadać się nimi o każdej porze dnia i nocy, a ze Svyturysem smakują wręcz wyśmienicie. Dlatego też będąc na Litwie to głownie ten zestaw lądują na moim talerzu. Ostatni wyjazd do Wilna nie zawiódł również pod względem kulinarnym. Były cepeliny, ale były i nowe smaki. Čeburekas, smażony pieróg wielkości talerza z nadzieniem mięsnym lub grzybowym oraz šaltibarščiai, tradycyjny chłodnik litewski, którego do tej pory nie miałam okazji spróbować. Bardzo przypadł mi do gustu :)

Tak bardzo, że w ostatni upalny weekend postanowiliśmy odtworzyć ten smak w domu, a dzisiaj dziele się nim z Wami :) jest to typowa zupa wiosenna, idealna na upały, jakie towarzyszyły nam przez ostatnie dni i mam nadzieje będą towarzyszyć aż do października ;)

Tradycyjny chłodnik litewski przyrządza się na kwaśnej śmietanie, bądź zsiadłym mleku. Można też użyć kefiru, maślanki czy jogurtu naturalnego, według uznania. Aby nie było zbyt dużego uszczerbku zarówno na figurze jak i na smaku, zdecydowaliśmy się na opcję pośrednią, śmietanę z kefirem w proporcji 1:2.




22 maja 2014

Wilno po mojemu, 10.05.2014

Wilno nie jest mi obce. Tak się składa, że byliśmy tam więcej razy niż w Krakowie czy w podwarszawskim Wilanowie, gdzie wstyd się przyznać, ale nie miałam jeszcze okazji pojechać.. (w najbliższych planach mam zamiar to nadrobić!) Pierwszy raz do Wilna pojechaliśmy na Zlot Litvas Lanciaklubas, jako część reprezentacji polskiego klubu miłośników włoskiej motoryzacji, jedynej słusznej według Męża marki - Lancii. Był to nasz pierwszy wspólny wyjazd za granice, jeszcze jak Polska i Litwa nie były w Schengen. Jak to przed każdym wyjazdem bywa mieliśmy mnóstwo wątpliwości.. jak odnajdziemy się w obcym kraju, jak to będzie NA WSCHODZIE, jak się dogadamy z miejscowymi?! Oj tak.. przed pierwszą podróżą za granice nasuwa się wiele pytań, które potem okazują się niepotrzebne :) Ludzie okazali się wspaniali, miasto nas zauroczyło, a oboje my pokochaliśmy cepeliny ze Sviturysem. W Wilnie znaleźliśmy przyjaciół, których odwiedzaliśmy z wielką przyjemnością, co tłumaczy nasze liczne wyjazdy na Litwę. Z perspektywy czasu dostrzegam jednak pewien minus naszej znajomości, za każdym razem to znajomi oprowadzili nas po mieście, dostarczali rozrywek, a my nie musieliśmy zaprzątać sobie głowy przygotowaniami. Efekt tego był taki, że mimo tak częstych wizyt w Wilnie kompletnie nie znałam miasta. Pamiętacie szkolne wycieczki z przewodnikiem..? no właśnie, niewiele się z nich wynosi, tu było podobnie. Nic nie daje takiej możliwości poznania miejsca niż samodzielne przygotowanie planu zwiedzania i samodzielne poruszanie się po mieście. Dzięki dobremu przygotowaniu poznaje się miasto na długo, do tej pory pamiętam plan Amsterdamu mimo, że spędziliśmy tam tylko jeden dzień i to 2lata temu, a w Poznaniu gdzie swojego czasu bywałam co weekend nie potrafiłabym dojechać z dworca na Jeżyce.. nawet nie wiem, w której części miasta się znajdują.. ;) Podsumowując ten dość długi wstęp, ostatni wyjazd do Wilna miał być wyjątkowy, bo mój. Przygotowany samodzielnie, dzięki czemu  odkryliśmy zupełnie inne miasto. Część miejsc co prawda widzieliśmy już wcześniej, ale znalazły się też takie, które były dla nas nowością.

Zapraszam na Wilno po mojemu. 



19 maja 2014

Europa staje się za ciasna.. Tel Aviv w styczniu!

Jak na 100% kobietę przystało, nie potrafię przejść obojętnie obok promocji.. a już szczególnie jak jest na prawdę kusząca! Dzisiejsza promocja Wizz Air z okazji 10-lecia taka właśnie była ;) Ze względu na sezonowy charakter pracy Męża i moje Klientki makijaże okres wakacyjny zdecydowanie nie jest najlepszym momentem na planowanie podróży.. Dlatego czerwiec i lipiec w dalszym ciągu pozostaje bezpodróżny.. Nie ma tego złego, wyjazdy poza sezonem mają swoje dobre strony, mniej turystów, mniej turystów z dziećmi, niższe ceny ;) jesień mamy już mocno obstawioną.. nieśmiało zajrzeliśmy do kalendarza na początek przyszłego roku...

...a tam TEL AVIV! z Warszawy, w pięknej cenie. O mamusiu.. chwila zawahania, przecież mieliśmy oszczędzać.. Indie na horyzoncie, a przed jeszcze dwa wcale niemałe wyjazdy. Szybka kalkulacja, sprawdzenie Wizz konta, wychodzi na to, że musielibyśmy dopłacić jedynie 100zł.. 100zł! za bilety dla dwóch osób, w dwie strony, do Tel Avivu na styczeń, kiedy u nas będzie zima stulecia a tam szansa na piękne słoneczko.. 100zł! to przecież tyle ile kosztowało nas sobotnie wyjście do kina! 100zł! przecież to tyle co nic! Bierzemy :D

Potem było tylko piękniej. Szybka wiadomość do niezawodnego team'u wyjazdowego, równie szybka reakcja i zrobiło się 6 os. Czyż każdy poniedziałek nie mógłby być taki wspaniały ;)


Wizz.. I <3 You!


Warszawa - Tel Aviv - Warszawa 23-25.01.2015 by Wizz Air



16 maja 2014

1. urodziny bloga, czyli jak zmienił się mój świat przez ten rok..

Tak, tak, jestem sentymentalna ;) nie zapominajcie, że przede wszystkim jestem kobietą, a kobiety lubią przywiązywać wagę do takich pierdół jak daty i rocznice. Dlatego chyba nie zdziwi Was post z okazji 1. urodzin Babskiej Robinsonady :) Kiedy rok temu zakładałam tego bloga nie sądziłam, że na dobre wsiąknie w moje życie. Miał być formą pamiętnika z podróży, bo z czasem wszystkie wspomnienia zaczęły się mieszać.. jakie bilety były w Barcelonie, a jakie w Mediolanie.. gdzie była ta fajna knajpka, którą znaleźliśmy w Pradze.. Znajomi dopytywali, a ja sama już nie wiedziałam co było gdzie, i co odpowiedzieć. Powstał blog, babskie zapiski z podróży. Blog, który z czasem przerodził się w prawdziwą pasję :)

A nad wszystkim czuwa mój wyrozumiały Mąż, który jest moim najwierniejszym z fanów, pierwszym recenzentem moich wypocin i niezastąpionym towarzyszem podróży :*



8 maja 2014

Oszalałam! Indie we wrześniu!

Od kilku tygodniu intensywnie myśleliśmy o planach na tegoroczne wakacje.. Chciałam, żeby to było coś niesamowitego i egzotycznego za razem. Długo zastanawialiśmy się na wyborem kierunku. Chciałoby się wszędzie, to zrozumiałe.. a jak już pojawią się dobre bilety w dobrej cenie to przychodzi chwila refleksji.. czy to na pewno tego szukamy?

Wczorajsza promocja, która pojawiła się na F4F nie mogła przejść niezauważona. Indie w super cenie! z Warszawy! idealne terminy! Szybkie porozumienie z Agnieszką i tak! daliśmy ponieść się emocjom.. KUPILIŚMY! 


Dalej trudno mi w to uwierzyć, ale we wrześniu LECIMY DO INDII :D


5 maja 2014

W poszukiwaniu warszawskich neonów & wizyta w Muzeum Neonu

Pogoda w ostatni weekend zdecydowanie nie zachęcała do wyjazdów, dlatego postanowiliśmy zostać w Warszawie i odwiedzić nowe miejsca, których do tej pory nie udało się nam zobaczyć. Typów na sobotę było wiele, miało być niezbyt sztywno i raczej optymistycznie, zdecydowaliśmy się na Muzeum Neonu i wycieczkę po Warszawie lat 70-tych :) drugiego dnia pogoda zdecydowanie bardziej sprzyjała spacerom, mogliśmy więc ruszyć na ulicę w poszukiwaniu neonów, które mimo upływu lat ostały się jeszcze w mieście.

Neony w Polsce pojawiły się już przed II wojną światową jednak okres największego rozkwitu przypada na lata 60te XX wieku, a neony są jednym z nieodłącznych elementów Polski socjalistycznej. Za czasów PRL, kiedy rynek był zmonopolizowany neony pełniły funkcję głównie informacyjną oraz dekoracyjną, rozświetlając ulice miasta na różnobarwne kolory. Były pierwszym z kroków do nowoczesnego miasta. Reklama, taką jaką znamy obecnie nie istniała, a neony informowały jedynie o charakterystyce danego punktu usługowego czy budynku użyteczności publicznej. Wykorzystywane hasła nie były zbytnio wyszukane, a wręcz proste jak: "kino","restauracja", czy "księgarnia". W czasach, kiedy wolny rynek nie istniał ów informacje w zupełności wystarczały, aby w skuteczny sposób pozyskać potencjalnego konsumenta.