26 maja 2014

[LITWA] Šaltibarščiai - chłodnik z botwinki

Kulinarnie Litwa w dalszym ciągu pozostaje dla mnie nie do końca odkryta, a każdy kolejny wyjazd dostarcza podniebieniu nowych wrażeń. Wszystko dlatego, że w kuchni litewskiej jest dużo mięsa, z którym jednak nie lubię eksperymentować, ale z wyjazdu na wyjazd robię się coraz odważniejsza również w temacie jedzenia. Cepeliny są mi dobrze znane i mogę zajadać się nimi o każdej porze dnia i nocy, a ze Svyturysem smakują wręcz wyśmienicie. Dlatego też będąc na Litwie to głownie ten zestaw lądują na moim talerzu. Ostatni wyjazd do Wilna nie zawiódł również pod względem kulinarnym. Były cepeliny, ale były i nowe smaki. Čeburekas, smażony pieróg wielkości talerza z nadzieniem mięsnym lub grzybowym oraz šaltibarščiai, tradycyjny chłodnik litewski, którego do tej pory nie miałam okazji spróbować. Bardzo przypadł mi do gustu :)

Tak bardzo, że w ostatni upalny weekend postanowiliśmy odtworzyć ten smak w domu, a dzisiaj dziele się nim z Wami :) jest to typowa zupa wiosenna, idealna na upały, jakie towarzyszyły nam przez ostatnie dni i mam nadzieje będą towarzyszyć aż do października ;)

Tradycyjny chłodnik litewski przyrządza się na kwaśnej śmietanie, bądź zsiadłym mleku. Można też użyć kefiru, maślanki czy jogurtu naturalnego, według uznania. Aby nie było zbyt dużego uszczerbku zarówno na figurze jak i na smaku, zdecydowaliśmy się na opcję pośrednią, śmietanę z kefirem w proporcji 1:2.





Składniki:
0,5l kwaśnej śmietany i 1l kefiru
pęczek botwinki
pęczek szczypiorku
pęczek koperku
ogórek świeży
pęczek rzodkiewek opcjonalnie
1 łyżka octu
sól do smaku

do podania:
6 jajek ugotowanych na twardo
ziemniaki gotowane
 


1. Botwinkę wraz z liśćmi dokładnie umyć i pokroić w niedużą kostkę. Wrzucić do garnka i zalać wodą, zagotować. Dodać ocet, gotować 10min. Odstawić do całkowitego wystudzenia razem z wodą, w której botwinka się gotowała.  
2. Ogórek i rzodkiewkę pokroić w niewielką kostkę, posiekać koperek oraz szczypiorek. 
3. Kiedy botwinka i wywar będą zimne, dodać kefir ze śmietaną, ogórek, rzodkiewkę, koperek oraz szczypiorek. Posolić do smaku.
4. Chłodnik podawać mocno schłodzony z jajkiem na twardo oraz gotowanymi ziemniakami posypanymi koperkiem.

Smacznego!




22 maja 2014

Wilno po mojemu, 10.05.2014

Wilno nie jest mi obce. Tak się składa, że byliśmy tam więcej razy niż w Krakowie czy w podwarszawskim Wilanowie, gdzie wstyd się przyznać, ale nie miałam jeszcze okazji pojechać.. (w najbliższych planach mam zamiar to nadrobić!) Pierwszy raz do Wilna pojechaliśmy na Zlot Litvas Lanciaklubas, jako część reprezentacji polskiego klubu miłośników włoskiej motoryzacji, jedynej słusznej według Męża marki - Lancii. Był to nasz pierwszy wspólny wyjazd za granice, jeszcze jak Polska i Litwa nie były w Schengen. Jak to przed każdym wyjazdem bywa mieliśmy mnóstwo wątpliwości.. jak odnajdziemy się w obcym kraju, jak to będzie NA WSCHODZIE, jak się dogadamy z miejscowymi?! Oj tak.. przed pierwszą podróżą za granice nasuwa się wiele pytań, które potem okazują się niepotrzebne :) Ludzie okazali się wspaniali, miasto nas zauroczyło, a oboje my pokochaliśmy cepeliny ze Sviturysem. W Wilnie znaleźliśmy przyjaciół, których odwiedzaliśmy z wielką przyjemnością, co tłumaczy nasze liczne wyjazdy na Litwę. Z perspektywy czasu dostrzegam jednak pewien minus naszej znajomości, za każdym razem to znajomi oprowadzili nas po mieście, dostarczali rozrywek, a my nie musieliśmy zaprzątać sobie głowy przygotowaniami. Efekt tego był taki, że mimo tak częstych wizyt w Wilnie kompletnie nie znałam miasta. Pamiętacie szkolne wycieczki z przewodnikiem..? no właśnie, niewiele się z nich wynosi, tu było podobnie. Nic nie daje takiej możliwości poznania miejsca niż samodzielne przygotowanie planu zwiedzania i samodzielne poruszanie się po mieście. Dzięki dobremu przygotowaniu poznaje się miasto na długo, do tej pory pamiętam plan Amsterdamu mimo, że spędziliśmy tam tylko jeden dzień i to 2lata temu, a w Poznaniu gdzie swojego czasu bywałam co weekend nie potrafiłabym dojechać z dworca na Jeżyce.. nawet nie wiem, w której części miasta się znajdują.. ;) Podsumowując ten dość długi wstęp, ostatni wyjazd do Wilna miał być wyjątkowy, bo mój. Przygotowany samodzielnie, dzięki czemu  odkryliśmy zupełnie inne miasto. Część miejsc co prawda widzieliśmy już wcześniej, ale znalazły się też takie, które były dla nas nowością.

Zapraszam na Wilno po mojemu. 



DWORZEC PKS W WILNIE
Do Wilna dojechaliśmy busem Simple Express i mieliśmy do dyspozycji cały dzień. Nocka w busie nie jest dla nas nowością, nie jest też wielkim wyzwaniem. Zdecydowanie łatwiej spędzić mi 12h w busie niż kilka godzin w samolocie, gdzie umieram ze strachu i nie mam szans nawet na małą drzemkę. Lekko zdezelowani wysiedliśmy na Dworcu PKS w Wilnie i ruszyliśmy do niezawodnego McDonlad'sa znajdującego się nieopodal na śniadanie. Ciepła herbata i kanapki z plecaka, zdecydowanie tak smakuje przygoda! ;) Wróciliśmy na dworzec, gdzie znajduje bezpłatna toaleta, bankomat (w mieście mieliśmy problem ze znalezieniem bankomatu, dlatego jeżeli planujecie wypłacić pieniądze, lepiej zrobić to na dworcu) oraz przechowalnia bagażu, czynna do 20.30 (koszt zostawienia torby na cały dzień 3 Lt). Bez bagażu, po śniadaniu mogliśmy ruszyć na miasto.

Plan wyglądał następująco. 



SPACER PO STARÓWCE - kościoły, Mickiewicz i panorama miasta z Góry Zamkowej
Jakby to delikatnie ująć w słowa... bliżej mi do zbłąkanej owieczki niż do wzorowego praktykującego katolika, do kościoła zachodzę od wielkiego święta i.. na wyjazdach właśnie. Mimo, że na co dzień mi tam nie po drodze na wyjeździe lubię podziwiać kościoły, cerkwie, meczety i inne obiekty sakralne. Nie ma się co oszukiwać, są to piękne budynki, perełki architektoniczne, na które nigdy nie żałowano pieniędzy. W Wilnie jest blisko 40 kościołów, duża część z nich znajduje się w obrębie starówki. Nie sposób zobaczyć ich wszystkich w tak krótkim czasie, tym bardziej spamiętać ich nazw. Spacerując po uliczkach miasta z pewnością natkniecie się na warte uwagi budynki sakralne, jednym poświęcicie więcej uwagi, innym mniej. Natomiast kilka z nich jest punktem obowiązkowym, nawet jeżeli w Wilnie mamy do dyspozycji jedynie jeden dzień.

Pierwszym istotnym punktem na naszej mapie była Ostra Brama, symbol Wilna. Jedyna brama miejska w Wilnie, która pozostała po dawnych fortyfikacjach. Od wewnętrznej strony bramy znajduję się kaplica Ostrobramska z  obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Obraz przez wiernych uważany jest za cudotwórczy, co tłumaczy popularność tego miejsca wśród pielgrzymów oraz turystów. W kaplicy odprawiane są nabożeństwa, a w sezonie trudno dostać się do środka z uwagi na licznych chętnych, jednak w sobotni poranek mogliśmy wejść do kaplicy bez kolejki i w przez chwilę delektować się tą majestatyczną chwilą. Wejście znajduje się od strony starówki, drzwi po lewej stronie patrząc w kierunku Ostrej Bramy. 




Następnie ruszyliśmy Traktem Królewskim w stronę Góry Zamkowej, skąd rozpościera się panorama miasta. Pogoda na ten dzień miała być zmienna, z licznymi opadami, dlatego chcieliśmy jak najszybciej wykorzystać sprzyjające warunki. Po drodze mijaliśmy m.in. Monaster Św. Ducha, ratusz, zabytkowe kamienice gotyckie stojące przy ul. Zamkowej (Pilies) 10-14 oraz ciekawe podwórze Domu Wiktorii, z figurką Matki Boskiej (ul. Zamkowa 32). 






Na szczycie Góry Zamkowej znajduje się ruiny zamku oraz Baszta Giedymina, w której obecnie mieści się muzeum. Do muzeum nie wchodziliśmy, jednak warto wejść na szczyt, aby podziwiać panoramę miasta. Z jednej strony staromiejską, z drugiej natomiast nowoczesną. Wszędzie jednak bardzo zieloną. Z Góry Zamkowej widać też drugi z polecanych przez przewodniki punktów widokowych - Górę Trzech Krzyży. Oprócz pomnika trzech białych krzyży upamiętniających męczeństwo siedmiu franciszkanów znajduje się tam park. Nam jednak w zupełności wystarczyły widoki z Góry Zamkowej, Górę Trzech Krzyży zostawiliśmy sobie na następny raz :) 






U podnóża Góry Zamkowej mieści się duży Plac Katedralny z Bazyliką św. Stanisława Biskupa i św. Władysława. Potężna katedra, jest najważniejszym kościołem w Wilnie. To tutaj miały miejsce ważne wydarzenia w historii Litwy oraz Polski, tutaj też pochowani są wielcy książęta litewscy i królowie Polski. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana, obecna bryła pochodzi z końca XVIIIw. W katedrze znajduje się 11 kaplic, z czego najpiękniejszą ponoć jest kaplica św. Kazimierza, ponoć, bo osobiście nie mieliśmy okazji zwiedzać wnętrza katedry, trafiliśmy na ślub i mnóstwo gości. Przed katedrą stoi dzwonnica, a pomiędzy Dzwonnicą a Katedrą znajduje się płyta chodnikowa ozdobiona napisem „stebuklas”, co znaczy cud. Ponoć wystarczy stanąć na płycie, pomyśleć życzenie i obrócić się o 360 stopni. Przesądna nie jestem, ale oczywiście, że na niej stanęłam!  

Czy życzenie się spełni.. zobaczymy :)
 




Z Placu Katedralnego możemy udać się do kolejnego godnego uwagi obiektu sakralnego w Wilnie - kościoła św. Anny. Piękny, wyniosły, w stylu późnego gotyku. W głębi znajduje się kościół św. Bernarda i Franciszka z Asyżu oraz klasztor Bernardynów. Tuż obok stoi pomnik Mickiewicza. Mickiewicz był bardzo związany z Wilnem, przyjechał tutaj studiować nauki humanistyczne na Uniwersytecie Wileńskim.  




Po przeciwnej stronie placu Katedralnego znajduje się ulica Giedymina, centralna ulica nowego Wilna, na której znajdują się liczne kawiarnie, hotele i banki. Tutaj też znajduje się Litewski Narodowy Teatr Dramatyczny z interesującą rzeźbą przedstawiającą dramat, tragedię i komedię. Następnie udaliśmy się w kierunku Pałacu Prezydenckiego, a dalej do kościoła św. Katarzyny, przed którym stoi popiersie Stanisława Moniuszki. Pogoda pogarszała się z minuty na minutę. Nad naszymi głowami pojawiły się ciemne chmury, zaczęło grzmieć, a sekundę później lunęło. Podążając bocznymi uliczkami starówki postanowiliśmy wycofać się w stronę dworca, gdzie mieliśmy upatrzoną miejscówkę na obiad, polecany na forum fly4free bar na ul. Szopena 3. Nie zawiedliśmy się, jedzenie było bardzo smaczne, ceny niskie, a jedynym minusem są godziny otwarcia w weekend, w soboty do 14.00, w niedziele bar jest nieczynny. Podczas naszego obiadu zdążyło się wypogodzić, mogliśmy ruszyć na dalsze zwiedzanie Wilna.
 




CMENTARZ NA ROSSIE - gdzie spoczywa "matka i serce syna"
Po bardzo sytym i ciężkostrawnym, jak na kuchnię litewską przystało, obiedzie leniwie skierowaliśmy się w stronę cmentarza na Rossie. Cmentarz podzielony jest na dwie części, wojskową i cywilną. Na tej pierwszej pochowani są  polscy żołnierze polegli w latach 1919-1920 w walkach o Wilno, oraz żołnierze AK polegli podczas operacji Ostra Brama w 1944 r. W centralnej części cmentarza wojskowego znajduje się grób, w którym spoczywa serce marszałka Piłsudskiego oraz jego matka. Część cywilna położona jest na wzgórzu, a wiekowe nagrobki dodają magii temu miejscu. Na cmentarzu spoczywa wielu wybitnych Polaków, Litwinów oraz Białorusinów. 




UZUPIO RES PUBLIKA - miejsce ludzi szczęśliwych
Ostatnim miejscem, jakie chcieliśmy odwiedzić w Wilnie była dzielnica Uzupis. Mimo, że nie ma tu zbyt wielu zabytków, a jeszcze do niedawana była do najbiedniejsza część miasta, w chwili obecnej jest to najmodniejsza dzielnica Wilna, gdzie spotykają się artyści. Najciekawsze jednak jest to, że Uzupis został ogłoszony niepodległą Republiką Zarzecza z własną flagą, konstytucją, z własnym burmistrzem, kościołami oraz cmentarzem. Konstytucja Zarzecza składa się z 32 oryginalnych punktów, jak pkt 10. Człowiek ma prawo kochać kota i opiekować się nim oraz pkt 13. Kot nie ma obowiązku kochać swego pana, ale powinien pomóc mu w trudnej chwili. Jednak moim ulubionym punktem jest ten mówiący o tym, że człowiek ma prawo do szczęścia.. proste prawda? :) Konstytucja wywieszona jest na ścianie budynku i przetłumaczona na kilkanaście języków, tak aby była dostępna dla każdego. Bardzo pozytywne miejsce :) 






Wyjazd zdecydowanie zaliczamy do udanych. Nie zepsuło tego nawet 2h oczekiwania na busa w McDonaldsie, ani nawet 12h spędzone w busie w drodze powrotnej... cóż, takie są uroki niskobudżetowych wyjazdów ;)



wskazówki:
  • przechowalnia bagażu znajduje się na dworcu PKS, czynna jest do 20.45. Koszt zostawienia torby na cały dzień to 3Lt
  • z dworca PKS do najważniejszych miejsc w Wilnie można dostać się pieszo, nie ma potrzeby zakupu biletów komunikacji miejskiej
  • naszą ulubioną knajpką w Wilnie jest Belmontas, duży kompleks restauracyjno-parkowy przy ul. Belmonto 17, jednak trudno dostać się tam komunikacją miejską, zostaje samochód albo taxi. Tym razem byliśmy bez samochodu, dlatego stołowaliśmy się w polecanym na forum fly4free barze na ul. Szopena 3. Ceny niskie, jedzenie smaczne, jedynym minusem są godziny otwarcia w sobotę: do 14.00. W niedziele nieczynne.


19 maja 2014

Europa staje się za ciasna.. Tel Aviv w styczniu!

Jak na 100% kobietę przystało, nie potrafię przejść obojętnie obok promocji.. a już szczególnie jak jest na prawdę kusząca! Dzisiejsza promocja Wizz Air z okazji 10-lecia taka właśnie była ;) Ze względu na sezonowy charakter pracy Męża i moje Klientki makijaże okres wakacyjny zdecydowanie nie jest najlepszym momentem na planowanie podróży.. Dlatego czerwiec i lipiec w dalszym ciągu pozostaje bezpodróżny.. Nie ma tego złego, wyjazdy poza sezonem mają swoje dobre strony, mniej turystów, mniej turystów z dziećmi, niższe ceny ;) jesień mamy już mocno obstawioną.. nieśmiało zajrzeliśmy do kalendarza na początek przyszłego roku...

...a tam TEL AVIV! z Warszawy, w pięknej cenie. O mamusiu.. chwila zawahania, przecież mieliśmy oszczędzać.. Indie na horyzoncie, a przed jeszcze dwa wcale niemałe wyjazdy. Szybka kalkulacja, sprawdzenie Wizz konta, wychodzi na to, że musielibyśmy dopłacić jedynie 100zł.. 100zł! za bilety dla dwóch osób, w dwie strony, do Tel Avivu na styczeń, kiedy u nas będzie zima stulecia a tam szansa na piękne słoneczko.. 100zł! to przecież tyle ile kosztowało nas sobotnie wyjście do kina! 100zł! przecież to tyle co nic! Bierzemy :D

Potem było tylko piękniej. Szybka wiadomość do niezawodnego team'u wyjazdowego, równie szybka reakcja i zrobiło się 6 os. Czyż każdy poniedziałek nie mógłby być taki wspaniały ;)


Wizz.. I <3 You!


Warszawa - Tel Aviv - Warszawa 23-25.01.2015 by Wizz Air



16 maja 2014

1. urodziny bloga, czyli jak zmienił się mój świat przez ten rok..

Tak, tak, jestem sentymentalna ;) nie zapominajcie, że przede wszystkim jestem kobietą, a kobiety lubią przywiązywać wagę do takich pierdół jak daty i rocznice. Dlatego chyba nie zdziwi Was post z okazji 1. urodzin Babskiej Robinsonady :) Kiedy rok temu zakładałam tego bloga nie sądziłam, że na dobre wsiąknie w moje życie. Miał być formą pamiętnika z podróży, bo z czasem wszystkie wspomnienia zaczęły się mieszać.. jakie bilety były w Barcelonie, a jakie w Mediolanie.. gdzie była ta fajna knajpka, którą znaleźliśmy w Pradze.. Znajomi dopytywali, a ja sama już nie wiedziałam co było gdzie, i co odpowiedzieć. Powstał blog, babskie zapiski z podróży. Blog, który z czasem przerodził się w prawdziwą pasję :)

A nad wszystkim czuwa mój wyrozumiały Mąż, który jest moim najwierniejszym z fanów, pierwszym recenzentem moich wypocin i niezastąpionym towarzyszem podróży :*



Co dało mi blogowanie
Rok blogowania nie zmienił mnie w gwiazdę blogosfery, nie aspiruję również do rankingu Kominka. Jeszcze nie ;) Mimo wszystko rok poświęcony Babskiej jest moim osobistym sukcesem :) jednym z marzeń, które udało mi się zrealizować i to w dużej mierze dzięki Wam! Dziękuję, za to, że jesteście, że czytacie i że chcecie dzielić się swoimi doświadczeniami. Nic nie napędza bardziej niż świadomość, że być może ktoś skorzysta, ktoś inny przekona się, że warto organizować wyjazdy na własną rękę, a podróże wcale nie muszą być kosztowne :) dzięki temu mam ogromną motywację do jeszcze lepszego przygotowywania się do wyjazdów, do zbierania jak największej ilości informacji, którymi mogłabym się podzielić z Wami.

Jednak największą radość sprawia mi to, że mogę Was inspirować :) przez ten rok kilkakrotnie dostałam wiadomość, że blog skłonił Was do wyjazdu.. jednodniówka w Sandefjord, Bergen ze spaniem na lotnisku, czy odkrywanie nieodkrytej jeszcze Gruzji, a to tylko część z miejsc, które odwiedziliście :) Serce rośnie! Ale nie tylko ja inspiruje. Dzięki Babskiej znalazłam blogi, które inspirują i mnie :) nie tylko podróżnicze. Mogę na nich znaleźć historie, które przyprawiają o gęsią skórkę oraz te, które bawią do łez.

Dzięki blogowaniu nauczyłam się wielu nowych rzeczy i wciąż się uczę. Całkiem niedawno udało mi się stworzyć wygląd strony, jaki zrodził się w mojej głowie dużo wcześniej. Brakowało umiejętności.. dla kogoś, kto używa paint'a jako programu do obróbki graficznej było to nie lada wyzwanie ;) Docelowy wygląd miał być nieco inny, jednak ten, który powstał bardzo mi pasuje :) Zmieniło się również moje podejście do podróżowania, na bardziej.. blogowe. Długo zajęło mi przestawienie się tryb blogowy, pierwsze relacje są głównie zapisem wspomnień, z obecnymi bardziej się utożsamiam. Czuje, że to był bardzo owocny rok dla Babskiej i życzę sobie, aby kolejne były równie dobre :)

Ciemna strona blogowania
Jednak blogowanie to nie same przyjemności... To też sporo pracy. Częste wyjazdy zobowiązują do zamieszczania regularnych postów, chciałabym na bieżąco dzielić się z Wami odkrywanymi miejscami. Codzienne obowiązki, praca.. Okazało się, że doba ma zdecydowanie za mało godzin. I tak oto moja reputacja ucierpiała. Z ułożonej i uporządkowanej stałam się NIEperfekcyjną panią domu, u której okna aż proszę się o umycie, NIEperfekcyjną żoną, która zamiast wieczór z Mężem wybiera wieczór przed komputerem i NIEperfekcyjną towarzyszką podróży, która lata z aparatem jak oszalała i robi zdjęcie, każdej napotkanej rzeczy i każdemu jedzeniu, którym mogłabym się z Wami podzielić ;) uff.. męczące takie podróżowanie z blogerką. Jest na to jedna rada.. podróżowanie z drugą blogerką! Serdecznie pozdrawiam Agnieszkę i Jej Męża :)

Bilans jest prosty, blogowanie daje wiele radości. Dlatego nie zamierzam na tym roku kończyć! a Wy.. fajnie, że jesteście ze mną!

Dziękuje!

8 maja 2014

Oszalałam! Indie we wrześniu!

Od kilku tygodniu intensywnie myśleliśmy o planach na tegoroczne wakacje.. Chciałam, żeby to było coś niesamowitego i egzotycznego za razem. Długo zastanawialiśmy się na wyborem kierunku. Chciałoby się wszędzie, to zrozumiałe.. a jak już pojawią się dobre bilety w dobrej cenie to przychodzi chwila refleksji.. czy to na pewno tego szukamy?

Wczorajsza promocja, która pojawiła się na F4F nie mogła przejść niezauważona. Indie w super cenie! z Warszawy! idealne terminy! Szybkie porozumienie z Agnieszką i tak! daliśmy ponieść się emocjom.. KUPILIŚMY! 


Dalej trudno mi w to uwierzyć, ale we wrześniu LECIMY DO INDII :D



Dawno temu Indie były moim największym podróżniczym marzeniem, które z czasem straciło na mocy. W dalszym ciągu nie potrafię powiedzieć, czy to właśnie to miejsce, które chciałabym zobaczyć najbardziej na świecie, ale jedno jest pewne, będzie MEGA :) po nieprzespanej nocy emocje nieco opadły, a na ich miejsce pojawił się lekki strach.. czas oswoić się z tą myślą i spokojnie myśleć nad planem :) taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć!

Na chwilę obecną wiemy, że swoją przygodę z Indiami zaczynamy w Bombaju, później krótki wypoczynek w eleganckim hotelu na Goa po to, żeby po kilku dniach udać się na północ kraju zobaczyć prawdziwe oblicze Indii.. zrobić sobie tatuaż w Delhi, zrobić zdjęcie przed Tadż Mahal i zobaczyć himalaje :) Liczymy, że uda się odwiedzić również Nepal, jedno z podróżniczych marzeń Męża :)

Do zagospodarowania mamy jeszcze 10dni, myślimy o czymś z poniżej listy. Wszystkiego nie da się niestety zobaczyć, może macie jakieś sugestie, może byliście w którymś z tych miejsc i polecacie, albo wręcz odwrotnie, byliście i nie polecacie. Na razie jestem jeszcze oszołomiona zaistniałą sytuacją, trudno mi myśleć logicznie, ale z pewnością będę wdzięczna za każdą informację :)

Jodhpur - Jaipur - Agra - Orchha - Khajuraho - Varanasi - Katmandu - Pokhara - Dharamsala - Amritsar - Delhi



5 maja 2014

W poszukiwaniu warszawskich neonów & wizyta w Muzeum Neonu

Pogoda w ostatni weekend zdecydowanie nie zachęcała do wyjazdów, dlatego postanowiliśmy zostać w Warszawie i odwiedzić nowe miejsca, których do tej pory nie udało się nam zobaczyć. Typów na sobotę było wiele, miało być niezbyt sztywno i raczej optymistycznie, zdecydowaliśmy się na Muzeum Neonu i wycieczkę po Warszawie lat 70-tych :) drugiego dnia pogoda zdecydowanie bardziej sprzyjała spacerom, mogliśmy więc ruszyć na ulicę w poszukiwaniu neonów, które mimo upływu lat ostały się jeszcze w mieście.

Neony w Polsce pojawiły się już przed II wojną światową jednak okres największego rozkwitu przypada na lata 60te XX wieku, a neony są jednym z nieodłącznych elementów Polski socjalistycznej. Za czasów PRL, kiedy rynek był zmonopolizowany neony pełniły funkcję głównie informacyjną oraz dekoracyjną, rozświetlając ulice miasta na różnobarwne kolory. Były pierwszym z kroków do nowoczesnego miasta. Reklama, taką jaką znamy obecnie nie istniała, a neony informowały jedynie o charakterystyce danego punktu usługowego czy budynku użyteczności publicznej. Wykorzystywane hasła nie były zbytnio wyszukane, a wręcz proste jak: "kino","restauracja", czy "księgarnia". W czasach, kiedy wolny rynek nie istniał ów informacje w zupełności wystarczały, aby w skuteczny sposób pozyskać potencjalnego konsumenta. 



W MUZEUM NEONU
Muzeum Neonu jest dość świeżą inicjatywą, zostało otwarte w 2012 roku na warszawskiej Starej Pradze w Soho Factory i jest jedynym tego typu muzeum w Polsce. Mieści się w sporej hali, gdzie panuje dość luźna atmosfera, z pewnością nie typowo "muzealna". W chwili obecnej kolekcja liczy ponad 60 neonów, zdobiących niegdyś ulice polskich miast, w tym głównie Warszawy. Neony, które skazane były na śmierć i zapomnienie przez upływający czas są sukcesywnie odnawiane i udostępniane dla zwiedzających. Część z nich rozświetla wnętrze hali, część po prostu leży, jednak całość nadaje miejscu niepowtarzalny klimat, a przez tą chwilę spędzoną w muzeum można poczuć się jak w starej Warszawie :) wejście do muzeum kosztuje 10pln. 




W zbiorach muzeum znajdują się szyldy między innymi: kina Praha oraz kina Helios, restauracji Ambasador, kawiarni Jaś i Małgosia, Cepelii czy Społemu. Jednak do najważniejszych eksponatów możemy zaliczyć pierwszy z eksponatów "Berlin" będące niegdyś znakiem Stołecznego Przedsiębiorstwa Tekstylno-Odzieżowego przy ul. Marszałkowskiej oraz syrenka neon Biblioteki Publicznej przy pl. Narutowicza na warszawskiej Ochocie.









Muzeum Neonu
ul. Mińska 25
Soho Factory

czwartek-sobota 12.00-17.00
niedziela 12.00-16.00

bilety: cegiełki w wysokości 10pln


SPACER PO WARSZAWIE w poszukiwaniu starych neonów
Oczarowani neonami, które zobaczyliśmy w muzeum postanowiliśmy wykorzystać ładną pogodę dnia następnego i wyruszyliśmy na rowerową przejażdżkę po Warszawie w poszukiwaniu starych neonów. Udało się nam odnaleźć kilka z nich i stworzyć małą galerię :) część z tych miejsc mijam codziennie w drodze do pracy, o części nie miałam pojęcia, jedno jest pewne wcześniej nie zwracałam uwagi na socjalistyczne szyldy.. ot, po prostu były, czasem świeciły, czasem nie, czasem urzekały, innym razem odstraszały wiekowym wyglądem. Teraz mogłam poświęcić warszawskim neonom więc czasu, mogłam podziwiać je całe popołudnie.. całe popołudnie tylko dla warszawskich neonów :)

W Warszawie z pewnością zostało wiele pięknych neonów pamiętających czasy PRL-u, nam udało się nam znaleźć ok 12 :) na szczególną uwagę zasługuje kultowy "Sezam" na ul. Marszałkowskiej, "Instrumenty Muzyczne" na placu Konstytucji oraz mój ulubiony z neonów "dansing" na Nowym Świecie.. czyż nie jest piękny? ta linia i te słodkie nutki :D 

a Wam, który podoba się najbardziej?










Jeżeli macie ochotę na spacer po Warszawie w poszukiwaniu starych neonów, poniżej znajdziecie mapkę z zaznaczonymi miejscami, które udało się nam namierzyć. A może macie swoje ulubione warszawskie neony? :) Dajcie koniecznie cynk, z przyjemnością uzupełnię galerię o nowe pozycje.