26 lipca 2014

"Lalki w ogdniu. Opowieści z Indii" P.Wilk - kilka słów o książce


Kiedy powiedziałam w pracy, że kupiliśmy bilety do Indii koleżanka, która również odwiedziła ten kraj dała mi książkę Pauliny Wilk „Lalki w ogniu” i powiedziała: „musisz to koniecznie przeczytać”. Zanim dojechałam do domu przeczytałam pierwszy rozdział i z rozstrojem żołądka zaczęłam się zastanawiać.. czy Indie oby na pewno są miejscem, do którego chce jechać? Kiedy zostawiałam książkę u rodziców, Tata wyrywkowo przeczytał kilka stron i powiedział, że z chęcią przeczytałby ją całą, ale już po naszym powrocie, bo inaczej będzie się o nas zamartwiał.. „Lalki w ogniu”, czy prawdziwe oblicze Indii?





Książka jest zbiorem 16 rozdziałów opowiadających o życiu Hindusów, niby zwykła codzienność, rytuały, kultura, religia. Autorka  już na samym początku ostrzega, że „Indie niczego nie ukrywają, odsłaniają całe piękno i nędzę istnienia. Kto tu przyjecie zobaczy wszystko. Więcej niżby chciał.” I dotrzymuje obietnicy. Pokazuje ciemne oblicze Indie, mordowane kobiety, które nie wniosły odpowiedniego posagu do rodziny męża, ideał żony, która po śmierci męża płonie z nim na stosie, ludzi umierających masowo na ulicach, smród w miast, że aż trudno oddychać. O tym, że Indie to nie tylko kolorowy Bollywood i plaże na Goa wiedziałam zanim zdecydowaliśmy się na kupno biletów, jednak to co przeczytałam w tej książce nieco mną wstrząsnęło. Cała magia wyjazdu w egzotyczne miejsce prysła, przed oczami miałam Indie śmierdzące latryną, kalectwo, upośledzenie, chorobę… zupełnie nie zgadzało mi się to z opisem Indii znajomych, którzy tam byli i z relacjami, jakie już wcześniej miałam okazje czytać. Czy to te same Indie?!
Przeczytanie całej książki zajęło mi bardzo długo, bo ponad miesiąc. Musiałam dawkować sobie zawarte w niej szokujące informacje i równoważyć tymi bardziej optymistycznymi, zachęcającymi do wyjazdu. Zgadzam się, że Indie są krajem kontrastów i nie twierdzę, że to co znajduje się w książce jest zaburzonym obrazem Indii, ale moim zdaniem, Autorka za bardzo skupiła się na negatywach. W najprostszych rzeczach próbuje doszukać się budzących zgorszenie faktów, czasem miałam wręcz wrażenie, że pisze o tym wszystkim z nieuzasadnioną wyższością i pogardą. A o tym, że potrafi pięknie pisać możemy przekonać się w tej samej książce, czego dowodem jest chociażby bardzo pozytywny rozdział o hinduskich strojach, biżuterii oraz o męskiej słabości – włosach. Również rozdział o jedzeniu wydawał się być smacznym kąskiem tej książki, jednak jeden z najbardziej fascynujących tematów każdej kultury został pokazany jako nijaki „dahl powinien być ciężki i gęsty, ale częściej przypomina burą zupę, wodnistą i pozbawioną smaku. Pomaga tylko przełknąć ryż i suche placki.” W dalszej części przygląda się hinduskiemu jadłospisowi nieco łagodniejszym okiem, rozpisując się o różnorodności potraw wegetariańskich i wpływach religii na kuchnie, po to, żeby całkiem przyjemny rozdział zakończyć w typowy dla siebie, szokujący sposób: „portret pamięciowy przeciętnego kucharza łatwo naszkicować: zlany potem mężczyzna w podkoszulku na ramiączkach, z burą szmatą przerzuconą przez ramię lub zawieszoną na karku. Częściej wyciera w nią ręce, niż je myje”. Brakuje tylko… smacznego.
Podsumowując książka napisana jest lekko i mimo wszystko warta przeczytania, szczególnie jeżeli ktoś szuka szokujących faktów, chociaż niekoniecznie zachęca do wyjazdu do Indii. Gdyby Autorka trochę więcej uwagi poświęciła nie tylko ciemnej stronie Indii, ale również temu co do Indii przyciąga na pewno zyskałaby więcej mojej sympatii. Morderstwa, bezdomni i żebrzące dzieci u nas też mają miejsce, ale czy na prawdę to jest najważniejsze w opowieściach z Indii?

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. daj znać jak wrażenia, śmiem przypuszczać, że moje nie do końca pozywyne odczucia wynikają ze zbliżającego się wielkimi krokami wyjazdu ;)

      Usuń