15 lipca 2014

Warsztaty kuchni indyjskiej w Masala Skład Bananów - relacja

Czy wspominałam już, że uwielbiam swoją pracę? ;) moja szefowa potrafi zmotywować i docenić pracowników. W nagrodę za kolejny rok dobrej pracy dostałam możliwość skorzystania z jednej z ofert znajdujących się na portalu mocprezentow.pl. Długo zastanawiałam się co wybrać, pierwszy w oczy rzucił mi się pakiet SPA i relaksujący masaż mhmm.. coś czym nie pogardziłaby żadna kobieta! Ale były jeszcze bardziej kuszące propozycje, kurs fotografii, czy lot szybowcem! Pierwsze dwie propozycje nie były dla mnie nowością, i na masażach i na szybkim kursie fotografii kiedyś byłam, natomiast na ostatnią propozycję zabrakło odwagi ;) postanowiłam spróbować czegoś zupełnie nowego… Warsztaty kulinarne wydały mi się idealne, lubię i dobrze zjeść, i gotować. A warsztaty kuchni indyjskiej były właśnie tym czego szukałam, wspaniałym wstępem do wrześniowego wyjazdu.

Z kuchnią indyjską miałam do tej pory niewiele wspólnego. Słyszałam dużo pozytywnych opinii, jednak po wizycie w Maroku i moim jadłowstręcie do curry bardzo obawiałam się, czy dwa tygodnie w Indiach nie skończą się stołowaniem w zeuropeizowanym McDonald’sie. Po wieczorze z kuchnią indyjską jestem pełna nadziei i tym bardziej czekam na spróbowanie wszystkiego tam, na miejscu. O kuchni indyjskiej z pewnością powstanie osobny post, bo to obszerny i bardzo ciekawy temat, dzisiaj będzie kilka słów o samym kursie.
 




Warsztaty zorganizowane były w miejscu Masala Skład Bananów, gdzie mieści się niewielki sklepik z egzotycznymi przyprawami oraz zaplecze do przeprowadzania warsztatów kulinarnych właśnie. Kurs poprowadził Piotr Henschke, specjalista od kuchni ajurvedyjskiej (staroindyjskiej), chińskiej oraz wegetariańskiej. Na uczestników czekały materiały szkoleniowe, fartuszki, a także 4 stanowiska do gotowania, niezbędne przybory kuchenne oraz produkty spożywcze. W warsztatach brało udział 10 osób, podzieliliśmy się na drużyny 2 i 3 osobowe. Na środku stała wyspa naszego Szefa Kuchni.




Warsztaty zaczęliśmy od wykładu na temat kuchni ajurvedyjskiej oraz przypraw jakich się w niej używa. To, że moje „ulubione” curry jest tak naprawdę mieszanką innych przypraw to wiedziałam, jednak dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że w Indiach używają liści curry, które smakują zupełnie inaczej niż popularna przyprawa. Po wykładzie przyszedł czas na gotowanie. W sumie zrobiliśmy 6 potraw:  ryż basmati po indyjsku, a do tego dahl - sos z czerwonej soczewicy z kokosem, curry subji - warzywa w sosie curry, chapaty, czyli pieczywo z mąki razowej, które przygotowuje się na żywym ogniu, pakory - warzywa w cieście z mąki groszkowej (u nas bakłażan i kalafior) oraz raita, czyli sałatkę jogurtową z prażonymi wiórkami kokosowymi i czarną gorczycą. Właśnie ta ostatnia była dla mnie największym kulinarnym odkryciem, do tej pory nie przyszłoby mi do głowy połączyć świeżego pomidora czy ogórka z jogurtem i kokosem ;) bardzo smaczna! Każda drużyna oraz Szef Kuchni przygotowywaliśmy swój zestaw wszystkich dań, którymi mogliśmy wzajemnie się częstować. Degustacja była jedną z lepszych elementów tego wieczoru. Wszystkie dania bardzo mi smakowały i mimo, że trochę odbiegały smakiem od dań Piotra byłam dumna z tego co udało się nam przygotować. Swoją drogą było to niesamowite, że wszyscy gotowaliśmy z tego samego przepisu, na tych samych produktach, przy użyciu takiej samej ilości (odmierzonej) przypraw, a każdej drużynie wyszło nieco inaczej :) tego co nie udało się nam zjeść na miejscu dostaliśmy spakowane w pojemniczkach na wynos. Były idealne na drugi dzień na obiad w pracy :D przepisy z pewnością znajdą się na blogu. Całość trwała 3,5h.





Nie zabrakło również rozmów o samych Indiach, na które bardzo liczyłam. Piotr przez 8lat mieszkał w Indiach, a jego żona jest hinduską. Przez ten czas nie szczepił się na nic i chorował na malarię… 3 razy! A ja myślałam, że malaria to wyrok ;) okazuje się, że 80% hindusów chorowało na malarię, a ta wcześnie wykryta i leczona nie jest zagrożeniem. Padło nawet podrównanie do naszej grypy, które nieleczone również może powodować wiele powikłań. Nie ukrywam, że ta informacja bardzo mnie uspokoiła, chociaż w tym jednym temacie. Inna ciekawostką jaką się dowiedziałam było to, że w Indiach do gotowania najczęściej używa się… wyschniętego krowiego łajna, które ponoć jest jednym z lepszych ECOpaliw ;)



Podsumowując był to niesamowity i pyszny wieczór, a sama koncepcja warsztatów była jeszcze lepsza niż myślałam, że będzie! Z przyjemnością poszłabym na kolejne, w szczególności o kuchni meksykańskiej i włoskiej! Nie pozostaje mi nic innego jak w dalszym ciągu starać się o tytuł pracownika roku ;)

6 komentarzy:

  1. Mmmmm pyszności! Będziesz naszym kulinarnym przewodnikiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko smakowało lepiej niz się tego spodziewałam :) i lepiej niz wyglada na zdjeciach heh bo niestety kuchnia indyjska nie jest zbyt fotogeniczna.. tym bardziej na warsztatach gdzie ma się ręce pełne roboty ;) najważniejsze ze jest smaczna! Och te warzywa w ciescie.. mniam :)

      Usuń
  2. Świetny sposób motywowania pracowników! Ja pewnie wybrałabym kurs fotograficzny, ale taka kulinarna podróż też byłaby mile widziana :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, zgadzam się, świetny sposob motywowania :) każdy znajdzie cos fajnego dla siebie, nad kursem fotograficznym tez się zastanawiałam, ale w ofercie był tylko kurs bardzo podstawowy.. nie zebym jakims wielkim profesjonalista byla ale już tyle razy slyszalam o ISO i przyslonie, a i tak robie po swojemu ;) dalam sobie za cel ogarnąć to sama :)

      Usuń
  3. Co prawda nie jestem zakochana w indyjskiej kuchni, ale muszę przyznać, że na zdjęciach wygląda zachęcająco :-) Oj, jak bym chciała żeby mnie ktoś tak zmotywował...eh dobrze masz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie byłam przekonana do kuchni indyjskiej, tym bardziej, że curry zdecydowanie nie jest moją ulubioną przyprawą, ale wszystko smakowało na prawdę dobrze :)

      Usuń