9 kwietnia 2016

Malta - ogólne i z dzieckiem

Na Malcie spędziliśmy 4dni i mimo, że wyspa jest na prawdę niewielka, ma dużo do zaoferowania odwiedzającym ją turystom. My, z rocznym dzieckiem, ledwie ją liznęliśmy, co nie jest takie najgorsze, bo będzie okazja do ponownego spotkania i odwiedzenia miejsc, których nie udało się nam zobaczyć :) pomimo krótkiego pobytu zdążyliśmy się z Maltą polubić.. być może za sprawą panującego tam klimatu, być może, za sprawą ludzi jakich tam spotkaliśmy, a może tak po prostu, bo to fajne miejsce. Może uda mi się przybliżyć Wam co nieco Maltę, tym którzy się na nią wybierają coś podpowiedzieć, a tym którzy się zastanawiają czy warto - być może zachęcić :)
 
 
 
BEZPIECZEŃSTWO i ludzie
Do hotelu dotarliśmy po zmroku, ja zajęłam się usypianiem młodego, a Mąż poszedł na miasto w poszukiwaniu czegoś na kolację.. nie było go dłuższą chwilę, zaczęłam się nawet martwić, a jeżeli coś się stało? Przecież jesteśmy w zupełnie obcym miejscu, tak na prawdę nic o nim nie wiemy. Jednak moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Jak się okazało już następnego dnia Malta jest bardzo bezpieczna, a ludzie niespotykanie uprzejmi i pomocni. Nawet w kurortach pełnych turystów nie ma jakiegoś naciągactwa, owszem są stragany oferujące zorganizowane wycieczki, ale proponowane się nienachalnie, a sprzedający rozumieją znaczenie słowa "no" odpowiadając szczerym uśmiechem a nie jak do tej pory się spotykaliśmy psioczeniem pod nosem. Nikt nie rzucał się na Męża kiedy ten tylko wyciągał papierosa.. kierowca skutera, który zatrzymał się zbyt gwałtownie kiedy przechodziliśmy na pasach przeprosił nas.. chyba za narażony stres związany z jego wybrykiem ;) a kiedy idąc z wózkiem po chodniku zatrzymałam się na samym środku przepraszając przechodniów za kłopot, to oni przepraszali mnie bardziej za kłopot.. kierowcy, obsługa, sprzedawcy, wszyscy są uśmiechnięci, spokojni i wyluzowani.
 
TRANSPORT i komunikacja miejska
Transport na Malcie budzi skrajne emocje. Przed wyjazdem spotkałam się z wieloma opiniami, że komunikacja miejska na wyspie rządzi się swoimi prawami, autobusy nie zawsze jeżdżą zgodnie z rozkładem, a kierowcy są panami wszystkich panów i to oni decydują, czy ktoś się jeszcze zmieści do autobusu, czy też nie. Obawiałam się tym bardziej, że jechaliśmy z młodym, z wózkiem, a chcieliśmy trochę pojeździć po wyspie. Najgorszą wizją jaka mnie dręczyła był brak powrotu do miejscowości, w której mieliśmy nocleg i głodne, zmęczone dziecko. Całe szczęście nic takiego się nie wydarzyło, żadne przykre sytuacje nie miały miejsca, chociaż to prawda, że życie w autobusach na Malcie się dłuuuuży. Nie tylko z roczniakiem na pokładzie ;) Prawdą również jest, że to kierowca decyduje, czy zatrzyma się na przystanku, żeby zabrać pasażerów, i że potrafi jechać trasą, której nie ma w rozkładzie. Zawsze jednak udawało się nam dojechać do miejsca docelowego. Uff..
 
 
 
Największy dworzec autobusowy znajduje się w Valletcie i z/do każdego miejsca na wyspie można dostać się właśnie stamtąd. Niejednokrotnie oznacza to uprzednie dostanie się do Valletty, aby następnie wsiąść do autobusu wiozącego nas w wybrane miejsce. I mimo niewielkich odległości przesiadki znacznie wydłużają czas transportu.

Jednorazowy bilet kosztuje 1,5€, bilet tygodniowy 21€. Dla nas korzystniejsze było korzystanie z biletów jednorazowych. Można kupić je u kierowcy.
Moim zdaniem rozkłady jazdy nie są zbyt czytelne dla turysty, warto wcześniej sprawdzić i zaplanować na google.maps plan podróży. Orientacje dodatkowo zaburza ruch lewostronny, przynajmniej mnie ;) nie mniej kierowcy są bardzo uprzejmi i pomocni, zawsze doradzą jak najlepiej się dostać w dane miejsce.
 
 

KUCHNIA
Kuchnia maltańska jest pod mocnym wpływem kuchni włoskiej, w szczególności sycylijskiej. Prawie w każdym lokalu dostaniemy pizzę czy różne pyszne makarony. Jednak równie często w tym samym lokalu dostaniemy "domowe burgery". Restauracji z typową kuchnią maltańską nie udało się nam znaleźć, nie wiem czy takowe w ogóle funkcjonują. Typowe dla kuchni maltańskiej są dania z ryb i królika, te dostaniemy równie łatwo jak kebaba w turystycznej miejscowości. Miałam okazję próbować i jednego, i drugiego. Jedzenie, nie powiem było smaczne, jednak uważam, że na prawdziwą pizzę trzeba jechać do Włoch, a na kebaba do Turcji ;) za to makarony z owocami morza, rybka i królik (z naciskiem na królik) są na prawdę godne spróbowania.
 
Bardzo popularne na Malcie są pastizzi, niewielkie bułki z ciasta francuskiego z przeróżnym nadzieniem, na słono i na słodko, z mięsem i wegetariańskie. Kupić je można w budach przy ulicy, znajdujących się niemal na każdym kroku. Na ulicy można też kupić maltańskie słodkości, biskuttini tal lewz - ciastka migdałowe, baaardzo słodkie, ciastka z kandyzowanymi owocami podobne do naszego keksu, czy znane nam z Sycylii cannlleoni.
 
Malta słynie z produkcji wina. Niestety tym razem nie było mi dane spróbowanie lokalnych trunków. Mąż za to rozsmakował się w maltańskim piwie cisk. Mi pozostawało (i to w niewielkich ilościach) kinnie, gazowany napój z czerwonych gorzkich pomarańczy i 18ziół, produkt firmowy wyspy.
 
 
 
W przewodnikach spotkałam się z informacją, że restauracje na Malcie czynne są w godzinach 12.00-14.30, a potem dopiero od 18.00, czyli tak jak we Włoszech. Jednak zdecydowana większość lokali jakie widzieliśmy czynna była cały dzień.
 
MALTA z maluchem
Muszę przyznać, że dawno nie czułam się tak komfortowo z dzieckiem, jak na Malcie.. i to wcale nie dlatego, że przez większość czasu wózek prowadził Mąż ;) Malta jest na prawdę bardzo dobrze przystosowana dla dzieci, również najmłodszych. Wśród turystów bardzo duża część była z dziećmi, z miesięcznymi maluchami, z całymi gromadkami dzieci, znajomi z dziećmi w różnym wieku.. cały przekrój, przez co nie sposób było czuć się odosobnionym. Nawet nasz samolot powroty usiany był dziećmi w najróżniejszym wieku. Nie ma się co dziwić, kierunek typowo wypoczynkowy, a sama infrastruktura miejska sprzyja spacerom z wózkiem. Nawet w stolicy Malty - w Valettcie, w starym mieście nie ma problemów poruszania się z wózkiem. Nie ma kostki brukowej, pagórki owszem i są, ale nie przeszkadza to w spacerowaniu, do większości atrakcji jest dojście lub podjazd dla wózków. Podczas naszego spaceru po Valletcie tylko raz trafiliśmy na schody i to dosłownie, kiedy trzeba było wnosić wózek - idąc z St Barbara's Bastion w kierunku Upper Barrakka Gardens. Czasem chodniki były zbyt wąskie lub zastawione samochodami i trzeba było przejść ulicą. W innych miastach Sliemie, Mdinie, Rabacie i Marsaxlokk również nie było najmniejszych problemów z poruszaniem się wózkiem.
 
 
Nocleg, za radą Agnieszki z Całe życie w podróży zarezerwowaliśmy w Sliemie i to był bardzo dobry wybór - dzięki Aga! Sliema jest typowym kurortem z mnóstwem hoteli, w najróżniejszym standardzie. Oprócz zapierającego dech widoku na Vallettę i świetnego połączenia ze stolicą Sliema ma szeroką, bardzo długą promenadę, idealną na spacery z dzieckiem. Jest również spory plac zabaw z atrakcjami dla dzieci w różnym wieku. Zresztą palce zabaw są chyba w każdej miejscowości, przynajmniej, w tych w których byliśmy i przez które przejeżdżaliśmy :) Zjeżdżalnie i huśtawki są fajną odskocznia od zwiedzania i potrafią naładować nawet rocznego malucha.
 
Jeżeli chodzi o jedzenie Mikołaj jest bezproblemowym dzieckiem, je wszystko, je bardzo ładnie, raczej samodzielnie dzięki metodzie BLW i nie ma problemu, żeby chodził głodny. W większości lokali w jakich byliśmy nie było problemu zamówić połowę porcji np. makaronu, czasem zastanawiały nas tylko ceny za te połówki porcji.. w niektórych restauracjach było to 30%ceny całej porcji, w innym 80%. Nie mniej kuchnia maltańska zdecydowanie przypadnie do gustu maluchom :) Praktycznie w każdym lokalu były udostępnione krzesełka dla dzieci. W hotelu również. W hotelu oprócz krzesełka do karmienia dostaliśmy nieodpłatnie dziecięce łóżeczko, które w awaryjnych sytuacjach stawało się kojcem ;) Było to miłe zaskoczenie, ponieważ  wcześniej mimo deklaracji podróżowania z małym dzieckiem i chęci specjalnego łóżka nie zawsze takowe były na stanie (pomimo wcześniejszych zapewnień obsługi hotelu).
 
 
 
Autobusy kursujące po Malcie są niskopodłogowe i w każdym dostępne są dwa miejsca na wózek dziecięcy lub jedno miejsce na wózek inwalidzki. Jeżeli miejsca będą zajęte kierowca ma prawo nie wpuścić kolejnych pasażerów, tym bardziej, że autobusy są na prawdę niewielkie a przejścia dość wąskie. Nie zdarzyło się nam, żebyśmy nie zostali wpuszczeni, czy żeby nie było dla nas miejsca.
 
Jedyny problem z jakim spotkaliśmy się na Malcie były toalety z przewijakami, a właściwie ich brak. W Valletcie nie było problemu, jednak w Marsaxlokk już tak, i mimo ogromnych chęci pomocy przez obsługę różnych restauracji przewijaliśmy młodego w wózku, w bramie jakiegoś garażu.. w sezonie może nie jest to taki problem, spokojnie można tę sprawę załatwić na ławce, jednak pogoda nie była zbyt sprzyjająca.
 

CENY
Na Malcie walutą obowiązującą jest Euro (€), a ceny jak na południe umiarkowanie niskie. Porównując z Włochami, niższe.
Poniżej przykładowe ceny w miejscowościach typowo turystycznych.
  • bilet autobusowy - 1,5€
  • prom z Valletty do Sliemy - 1,5€
  • obiad w restauracji pizza/ makaron/ ryba - od 7€/ 9€/ 15€
  • małe piwo w restauracji - 2€
  • piwo cisk w sklepie - 1,5€
  • mała butelka wody mineralnej - 1€
  • butelka napoju kinnie - 2€
  • bułka pastizzi - od 0,5€
  • pocztówka - 0,25€-1,2€

PODSUMOWANIE KOSZTÓW WYJAZDU
Podsumowując, w ciągu 4 dni na Malcie dla 2osób i rocznego dziecka wydaliśmy:
  • 3 noclegi w Sliemie - 125€
  • transfer z lotniska do hotelu - 25€
  • bilety komunikacji miejskiej - 21€
  • wejście do muzeum wojny w Valletcie - 10€ (dla 1os.)
  • jedzenie - 220€
  • suveniry - 10€