6 listopada 2016

Objazdówka wzdłuż Zatoki Weneckiej - Wenecja 15.09.2016

Jeżeli spodziewacie się powalającej z nóg relacji oraz zapierających dech w piersi zdjęć... niestety muszę Was rozczarować, Wenecja nie była dla nas łaskawa. Ale może po kolei..

To nie był nasz pierwszy raz we włoskim mieście kanałów. W 2008 roku odwiedziliśmy Wenecję jako drugie z włoskich miast, w którym dane było nam być.. i zakochaliśmy się bezgranicznie. We Włoszech, w jedzeniu, w Wenecji.. Z tamtego wyjazdu nie mam zbyt wielu zdjęć, a bardzo chciałam podzielić się z Wami widokami z Wenecji, ponieważ uważam, że jest to miasto, które trzeba odwiedzić! Dlatego planując nasze wakacje w Chorwacji stwierdziliśmy, że Wenecja jest na tyle blisko, że warto tam pojechać (w efekcie z wakacji w Chorwacji zrobiły się wakacje we Włoszech i Chorwacji, i tak powstał pomysł na naszą objazdówkę wzdłuż Zatoki Weneckiej..) nie mniej to właśnie Wenecja miała być głównym punktem naszego wyjazdu, miejscem, z którego chcieliśmy przywieść najpiękniejsze zdjęcia i wspomnienia, chcieliśmy przeżyć to jeszcze raz..

Jak to w życiu bywa, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli ;)



Do Wenecji pojechaliśmy samochodem. Ze względu na wygodę dotarcia do centrum Wenecji auto zostawiliśmy na parkingu
Garage San Marco tuż przy samym Piazzale Roma. Parking jest ogromny, liczy 8 pięter i posiada prawie 1000 miejsc parkingowych. Mimo, że nie jest to jedyny, ani największy parking w okolicy wolne miejsca są na wagę złota. Dobowy parking kosztuje 30€ i nie ma możliwości rozliczania godzinowego. Dużym jego plusem jest to, że znajduje się przy samym dworcu autobusowym, czyli praktycznie tuż obok wejścia do historycznej części Wenecji.



Jaka jest Wenecja?
Wenecja ma swój niepowtarzalny klimat, który da się odczuć na każdym kroku. Spotkałam się z wieloma opiniami, że miasto jest przereklamowane, okropnie drogie, że jest masa turystów i wszędzie śmierdzi. Cóż, byliśmy tam dwa razy, w maju i we wrześniu, i żadnego nieprzyjemnego zapachu nie czuliśmy. Jedyna opinia, z którą nie sposób się nie zgodzić to ta, że Wenecja jest droga. To prawda, w żadnym innym mieście we Włoszech pizza margharitta nie kosztuje 12€, a kawa 4,5€! Ceny pamiątek raczej są porównywalne do innych miejsc, za to ceny torebek.. o matko, do tej pory żałuję, że kupiłam tylko jedną! Skórzana, piękna torebka z butiku w uliczkach Wenecji to koszt 20€, tyle co średni obiad dla jednej osoby, bez wina i deseru! wniosek nasuwa się sam ;) Obalając kolejne mity: tłumy owszem są, szczególnie przy najważniejszych zabytkach, bo kto nie chciałby zobaczyć najpopularniejszego mostu w mieście, czy przespacerować się po placu św. Marka. Wystarczy jednak porzucić utarte szlaki, wejść z jedną z wąskich uliczek i zgubić się, dać się ponieść nogom i odkrywać miasto po swojemu.. cała Wenecja jest klimatyczna, na każdym kroku spotkamy kanały i mostki łączące ze sobą kolejne uliczki. Wbrew pozorom poza turystycznym szlakiem w Wenecji nie ma miejskiego gwaru. Wenecja wyłączona jest z ruchu drogowego, nie można po jej ulicach poruszać się samochodami, (za to łódkami, wodnymi taksówkami czy gondolami jak najbardziej!) a jedynym środkiem komunikacji miejskiej są wodne tramwaje. Wszystko to składa się na niepowtarzalny klimat Wenecji, którego nie doświadczymy w żadnym innym mieście.









A jaka jest Wenecja z małym dzieckiem?
No właśnie.. wszystko to co tworzy klimat Wenecji: kanały, mostki, wąskie uliczki, brak zieleni (nie wspominając już o jakimś placu zabaw) trochę komplikuje zwiedzania z małym dzieckiem, które korzysta jeszcze z wózka, jest na tyle ciężkie, żeby odczuć jego noszenie po schodach i na tyle małe, żeby puścić do maszerowania samemu. Chwila nieuwagi.. o zgrozo! Tachaliśmy nasze 14sto-kilogramowe Szczęście w wózku, a ja dokładnie studiowałam mapę, żeby do celu było jak najmniej mostków ;) Wenecja nawet w najmniejszym stopniu nie jest przystosowana do zwiedzania jej z wózkiem, czy przez osoby niepełnosprawne. Niestety. Jak na razie jest to jedyne miejsce, w którym nie wyobrażam sobie mieszkać z dzieckiem.








Z nieco młodszym dzieckiem (i lżejszym), które dałoby się wsadzić w nosidełko lub z nieco starszym dzieckiem, które spokojnie można puścić samemu - jasne, będzie świetnie. Z biegnącym na oślep 1,5roczniakiem będzie.. ciężko. Dosłownie ;)

Po prawie 2h przepraw z wózkiem udało się nam dojść z miejsca startowego do mostu Rialto (normalnie pewnie zajmuje to nie więcej niż 30min) i wtedy zaczęło padać. A potem padało coraz mocniej i mocniej, aż wreszcie tak lało, że chodzenie po mieście przestało być przyjemnością. Tym bardziej robienie zdjęć. Musieliśmy podjąć decyzję. Wenecjo opuszczamy Cię, ale bądź pewna, że jeszcze tu wrócimy.











Jaki jest plan na kolejne spotkanie z Wenecją?
Ponieważ do Wenecji dojechaliśmy tuż przed drzemką Mikołaja, mieliśmy plan uspać go w wózku podczas spaceru. Najpierw udać się w kierunku mostu Rialto, dalej Campo S. Polo, Campo di Farri i mijając kolejne zabytki dotrzeć aż do placu św. Marka. Tam zjeść obiad i tramwajem wodnym wrócić wzdłuż Canale Grande do dworca kolejowego St. Lucia. Tak robiliśmy poprzednim razem kiedy byliśmy w Wenecji i bardzo nam ta forma zwiedzania odpowiadała. Teraz wiemy, że następnym razem odwrócimy kolejność: najpierw popłyniemy tramwajem wodnym na plac św. Marka, a stamtąd pieszo udamy się w stronę dworca.

Jest jeszcze jedna rzecz jaką planuje na następny raz, a mianowicie świadomy i zdecydowanie większy budżet na torebki ;)






4 komentarze:

  1. Pięknie pokazałaś Wenecję. Mimo brzydkiej pogody miasto wygląda ślicznie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudna Wenecja i piękne zdjęcia :) My z córą byliśmy w Wenecji jak miała trochę ponad dwa lata i zgadzamy się, że miasto to nie jest zbyt przyjazne dla dziecięcych wózków. My wtedy skorzystaliśmy dokładnie z takiego samego rozwiązania, jak Wasze na następny raz ;-) Najpierw Vaporetto nr 1, którym dopłynęliśmy do placu Św Marka, a drogę powrotną pokonaliśmy pieszo. Na moście Rialto Wiki usnęła mi na rękach i przespała tak dwie godziny, czas drzemki to święta rzecz :-) Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oh, szacun na mocnych rąk Mamy! ja bym chyba nie dała rady nieść Mikołaja przez 2h! został nam wózek, ale jego też trzeba było dźwigać ;) nie mniej do Wenecji zrobimy podejście nr 3 :D

      Usuń