13 listopada 2016

Surströmming, czyli spełniamy kulinarne marzenie Męża

Każdy z nas ma jakieś upodobania kulinarne i swoje kulinarne marzenia. Tak jak ja marzę o prawdziwym meksykańskim taco, tak mój Mąż od dawno chciał spróbować szwedzkiego kiszonego śledzia, czyli Surströmming.

Jeżeli słyszeliście o Surströmming to z pewnością nie były to pochlebne opinie (chyba, że od rodowitego Szweda - ponoć tylko oni mogą zajadać się tym rarytasem bez konsekwencji!).  W Internecie sporo jest filmików z próby zjedzenia kiszonego śledzia, które zazwyczaj kończyły się odruchem wymiotnym już przy samym otwieraniu puszki. Z drugiej strony są też filmiki nakręcone przez Szwedów, którzy jedzą Surströmming jak gdyby nigdy nic.. 

Mąż, największy miłośnik śledzi i próbowania różnorodnego jedzenia, niemógłby odmówić sobie przyjemności spróbowania szwedzkiego przysmaku. Czy okaże się on fanem wszystkich śledzi, również tych kiszonych?




W czym tkwi sekret Surströmming? Ryby poławiane są przed tarłem na wiosnę i kiszone w beczkach przez kilka miesięcy. Po tym czasie zamyka się je w puszki, a proces fermentacji trwa dalej. Z powodu zbierający się gazów wieczko puszki robi się wydęte i nie jest to oznaka zepsutej zawartości. A może właśnie jest, w końcu kiszenie to takie "psucie" ;)

Z wcześniejszych przygotowań wiedzieliśmy, że ze śledziem nie warto iść na żywioł. Najlepiej smakuje na cienkim chlebie podobnym do macy zwanym tunnbröd, z gotowanymi ziemniakami, kwaśną śmietaną, czerwoną cebulą, opcjonalnie z pomidorem i koperkiem. Rybę przed zjedzeniem należy odsączyć z zalewy i usunąć wnętrzności oraz głowę. Nasza puszka zawierała filety śledziowe, więc etap oprawiania ryby był niepotrzebny. Nie należy jeść go w pomieszczeniach zamkniętych, najlepiej to zrobić na powietrzu.

Tyle teorii, jak było w praktyce?






Puszka była mocno wydęta, ale tak właśnie powinno być. Nie będę oszukiwać, obawiałam się, że wszystko eksploduje już przy próbie transportu ;) Śledzia udało się dowieźć do ogrodu rodziców, gdzie miał być skonsumowany. Nie odważyliśmy się go otwierać w mieszkaniu.. i bardzo słusznie! Już przy otwieraniu i pierwszym "pssss" w całej okolicy uniósł się specyficzny zapach.. a właściwie odorek... no smrodek. Ok, smród, jeden wielki, prawdziwy smród. Jak dla mnie zapach ten można porównać tylko do jednego - do trupa! w sumie nigdy nie czułam jak pachnie trup, ale tak właśnie wyobrażam sobie rozkładające się kilkutygodniowe zwłoki ;) 





Jak smakuje sama ryba podejście pierwsze. Pomijając walory zapachowe udało się Michałowi zrobić pierwszego, malutkiego gryza. Mięso jest słone, miękkie i delikatne (rozkładające się w ustach podpowiada M. ;) ) Całego gryza nie udało się przełknąć.

Druga próba miała być już bardziej profesjonalna, na kanapce. Kromka chleba, dużo masła, śledzik, śmietana z cebulą i pomidorem. Brzmi całkiem nieźle? Do momentu jak się nie poczuje śledzia ;) i tej próby nie udało się przełknąć w całości. 




I tyle było z jedzenia śledzia. Mój fan śledzi stwierdził, że nie będzie fanem Surströmming i że nie da się go zjeść w normalnych okolicznościach, ale nie mówi nie.. może gdzieś, kiedyś w Szwecji, jak nadarzy się okazja ;)


Ja nie próbowałam, mi wystarczył sam zapach. Ale ja nie jadam nawet rolmopsów.. A Wy, jedliście? A może chcielibyście spróbować jak smakuje coś, co śmierdzi zwłokami? ;)







4 komentarze:

  1. Ha ha ha :D Niezbyt zachęcające :D :D :D A porównanie do rozkładających się zwłok skutecznie mi zobrazowało, żeby lepiej tego nie próbować ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze, to mi by nawet do głowy nie wpadło, żeby spróbować kiszonego śledzia.. ale jak wiadomo, są gusta i guściki, są smaki i smaczki ;) ciekawość i niepochlebny PR w tym wypadku chyba zwyciężyły!

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa relacja! Jestem ciekawa czy więcej osób zachęci (co, ja nie dam rady?!) czy zniechęci (no, to może opis wystarczy). Ze śmierdzieli testowałam jedynie durian i stwierdzam, że zarówno opowieści jaki to on straszny (fakt, śmierdzi, dusi zapachem, ale nie powoduje odruchu zwrotnego), jak i jaki on smaczny (jest trochę bez smaku, taka niezbyt smaczna melonowa papka) są trochę przesadzone :D. W każdym razie, próbować warto i wyrabiać sobie własne zdanie. Nawet jeśli po jednym razie nie mamy ochoty tego powtarzać :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro Michał nie dał rady.. to musi być to na prawdę mocna rzecz ;) też jestem zdania, że próbować zawsze warto!

      Usuń