20 marca 2017

Katania na weekend z małym dzieckiem - propozycja zwiedzania

Katania nie jest dużym miastem, dla amatorów city breaków do zobaczenia wszystkich atrakcji miasta spokojnie wystarczy jeden dzień. My, z prawie dwuletnim Mikołajem zaczęliśmy dawać sobie większy bufor czasowy na zwiedzanie. Nigdy nie wiemy jak potoczy się nasz dzień, a złotą zasadą udanego podróżowania z dziećmi jest znalezienie czasu (i atrakcji) również dla nich :) O Katanii nie ma zbyt wiele informacji, przewodniki również nie rozpisują się na jej temat. A szkoda. Uważam, że zasługuje na większe zainteresowanie ze strony odwiedzających!



Bilety do Katanii kupiliśmy zaraz po tym jak Wizz Air otworzył nowe połączenie z Warszawy, i jak byliśmy przekonani, że nadszedł czas na spokojne wyjazdy z Mikołajem :) na naszą podróż czekaliśmy prawie rok, jednak czasem warto poczekać, tym bardziej, jak za bilety płaci się nieco ponad 200pln.

Lotnisko w Katanii położone jest niecałe 5km od centrum miasta i jest dobrze skomunikowane. Autobusy linii ATM odjeżdżają co 20min, a podróż do centrum zajmuje ok. 20-30min. Bilet jednorazowy na trasie lotnisko - centrum miasta kosztuje 4€.




Nocleg zarezerwowaliśmy przy Via Garofalo 4, w pobliżu Piazza Stesicoro i miejsce to okazało się bardzo fajną bazą wypadową. W pobliżu znajdował się supermarket, a jeszcze bliżej główna ulica via Etnea. Cała Katania jest dość przyjazna spacerom z wózkiem, oprócz kilku przypadków wąskich chodników, które zdarzają się wszędzie, nie mieliśmy problemów z przemieszczaniem się i zwiedzaniem.


KATANIA DZIEŃ 1 - spacer po wschodniej części od via Etnea

Ze względu na poranny lot do Katanii, pierwszego dnia mieliśmy nieco mniej czasu na zwiedzanie miasta. Postanowiliśmy największe atrakcje zostawić sobie na spokojniejszy drugi dzień, a pierwszy wykorzystać na ogólny rekonesans.

Spacer, ze względu na położenie naszego hotelu zaczęliśmy od Piazza Stesicoro i znajdującego się nieopodal Anfiteatro Romano, pochodzą prawdopodobnie z II wieku.









Ruszyliśmy główną ulicą Katanii via Etnea w stronę placu Duomo, gdzie w połowie drogi stoi Basilica della Collegiata. Dalej skręciliśmy w via Roccaforte, żeby dojść do via Teatro Greco,  nieopodal której stoją kościół San Benedetto i kościół San Francesco d’Assisi all’Immacolata, do którego prowadzą podwójne schody. Kawałek dalej znajduje się Teatro Romano zbudowany z wapienia i lawy.






W Katanii większości budynków wzniesiona jest z czarnej lawy wulkanicznej, przez co ma niepowtarzalny klimat, trochę zapuszczony, trochę obskurny. Trudno mówić o Katanii, że jest piękna, jednak do mnie trafiła bardzo. Daleko jej do innych zjawiskowych miast ze Włoszech, plasujących się na szczytach list miejsc obowiązkowych do zobaczenia, ale ma w sobie coś niepowtarzalnego, coś to sprawia, że czułam się tam jak u siebie i z przyjemnością bym wróciła do Katanii. To właśnie uliczne pejzaże zdominowały nasz pierwszy dzień (i jedzenie, ale o jedzeniu planuje osobny post ;) )














Ostatnimi miejscami, które chcieliśmy zobaczyć pierwszego dnia był Kościół San Nicolo i klasztor benedyktynów. Generalnie lubię sakralne budynki, a tym pod wezwaniem św. Mikołaja nie odpuścimy, jakaś taka mała tradycja się wkradła w nasze podróże ;) Kościół San Nikolo w zamierzeniu miał być największym w Katanii, był dwukrotnie niszczony, przez erupcję wulkanu oraz trzęsienie ziemi. Obecnie znajduje się tam jeden z wydziałów Uniwersytetu.










KATANIA DZIEŃ 2 - perełki Katanii

Drugi dzień zaczęliśmy od spaceru via Etnea aż do Piazza Duomo, serca Katanii. Po środku placu soi Fontanna dell'Elefante, a Wyrzeźbiony w lawie słoń stał się symbolem miasta. Przy placu stoi kilka ładnych budynków, ale najważniejszym i najładniejszym z nich jest Katedra Św. Agaty, patronki miasta. Barokowa fasada katedry robi wrażenie.












Tuż obok znajduje się Badia di Sant'Agata, gdzie za 3€ można wejść na taras widokowy i podziwiać niesamowity widok, nie tylko na dachy miasta, ale przede wszystkim na Etnę!
















Kolejnym miejscem, do którego się udaliśmy był Pescheria, targ rybny, mieszczący się tuż za fontanną dell'Amenano. Uwielbiam tętniące życiem miejskie targi, jest to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można podpatrzeć codzienne życie mieszkańców. Planując wizytę na targu trzeba pamiętać, że jest on czynny tylko w godzinach przedpołudniowych.












Dalej ruszyliśmy w kierunku Chiesa San Placido i Palazzo Biscari, spacerowaliśmy uliczkami miasta aż doszliśmy do Via Teatro Massimo, z kameralnym placem, gdzie zrobiliśmy krótką przerwę na spokojną drzemkę Mikołaja :) 








Ostatnim miejscem, które chcieliśmy zobaczyć w Katanii były ogrody Giardino Bellini. Bajecznie zielone, z miejscem do wybiegania się dla maluchów (znaleźliśmy nawet zjeżdżalnię ;) ) wielką flagą na szczycie (punkt obowiązkowy każdego wyjazdu z Mikołajem) oraz przedzierają się zza drzew Etną. Warto tu wstąpić chociaż na chwilę.












2 komentarze:

  1. Italia nie jedno ma imię. W Katanii jeszcze nie byłam, a widzę, że ma pazur :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Italia nie jedno ma imię i nie jedno oblicze, jednak każde z nich przemawia do mnie bardzo! nie bez kozery Włochy to najczęściej wybierany przez nas kierunek. A Katania.. oj ma pazur, zdecydowanie!

      Usuń